Rekord na polskim rynku sztuki. Fangor sprzedany za ponad 7 mln zł
Dzieło Wojciecha Fangora "M22" sprzedano wczoraj na aukcji DESA Unicum za 7,3 mln zł. "To absolutny rekord ceny sprzedaży obrazu w Polsce" - zaznaczają organizatorzy aukcji.
Obraz Fangora sprzedany za ponad 7 mln złInformacja prasowa
Wojciech Fangor to jedyny polski twórca, który miał swoją indywidualną wystawę w Guggenheim Museum w Nowym Jorku. Prowadził działalność pedagogiczną na uniwersytetach w Anglii i USA. Jego prace znajdują się w największych kolekcjach na świecie.
"M22" to hipnotyzujący obraz pulsujący kolorem, stanowiący niesamowite połączenie przeciwstawnych barw, które tworzą wzrokową iluzję. "Twórca w sposób niezwykle wyrafinowany prowadził grę optyczną pomiędzy swoimi płótnami a widzem. To właśnie ona sprawiła, że jest rozpoznawalny na całym świecie" - zaznaczają cytowani przez DESĘ krytycy sztuki.
Na dorobek twórczy Fangora składają się prace zarówno abstrakcyjne, jak i figuralne, jednak to właśnie abstrakcje Wojciecha Fangora zyskały ogromne uznanie.
"W 2018 roku w DESA Unicum jego dzieło +M39+ sprzedane został za kwotę niemal 5 milionów złotych i stało się zostało najdrożej sprzedanym obrazem w Polsce. Teraz ten rekord został pobity" - podkreślają marszandzi.
Obok dzieła Wojciecha Fangora podczas aukcji "Sztuka Współczesna. Op-art i Abstrakcja Geometryczna" za ponad 1,1 mln zł sprzedana została praca "Relief biało-czerwono-fioletowy" Henryka Stażewskiego, a dzieło Victora Vasarely'ego "Vega-Bk" kupiono za ponad 800 tys. zł.
W DESA Unicum po raz pierwszy pojawiły się również instalacje autorstwa najważniejszych polskich twórców. Za dzieło Romana Opałki "DETAL 3546421 - 3562392" z cyklu "1965/1 - ?" zapłacono ponad 3,6 mln zł.
Obrazy liczone Romana Opałki na aukcjach na całym świecie osiągają rekordowe kwoty. Artysta był szczególnie ceniony za swój konceptualny program artystyczny. "Jego poetyckie prace mają na celu zobrazowanie upływu czasu. Roman Opałka wierzył, że poprzez powtarzalność i konsekwencję pracy jest w stanie dostrzec procesy kierujące ludzkim życiem" - charakteryzują twórczość artysty krytycy sztuki.
Podczas aukcji poświęconej instalacjom kupiona została również pracę Ryszarda Winiarskiego "Gra nr 7", jej cena wyniosła 885 tys. zł. Z kolei dzieło Tadeusza Kantora sprzedane zostało za kwotę ponad 1 mln zł.
Jak zapowiadają eksperci rynku sztuki z DESA Unicum, 10 grudnia odbędzie się aukcja "Sztuka Dawna. XIX w., Modernizm, Międzywojnie". Po raz, podczas której licytowany będzie wart nawet 6 mln złotych obraz Tamary Łempickiej, najdroższego polskiego artysty w historii i trzeciej najdroższej artystki na świecie.
Wielu inwestorów zaczyna się zastanawiać, czy opłaca się inwestować na tym rynku w okresie dekoniunktury? Czy sprawdzone nazwiska chronią kapitał? czy może warto inwestować w nową sztukę? Zdaniem prezesa domu aukcyjnego DESA Unicum, Juliusza Windorbskiego, na polskim rynku od lat utrzymuje się pewna równowaga między klasykami sztuki dawnej a klasyką sztuki powojennej i najnowszej. Muzealnej wartości dzieła sztuki dawnej uważane były zawsze za bezpieczną inwestycję. Problemem była oczywiście podaż i dostępność takich dzieł. Być może zawirowania na rynkach sprawią, że wybitne dzieła "wypłyną" z prywatnych kolekcji na rynek. Od kilku lat widać jednak rosnący potencjał sztuki współczesnej. Zarówno w Polsce jak i na świecie to sztuka współczesna bije rekordy cenowe i notuje wzrosty. Przykładowo w 2019 roku najdroższym obiektem sprzedanym na aukcji w Polsce była instalacja Magdaleny Abakanowicz "Caminando" za którą zapłacono ponad 8 mln złotych. Dobrym przykładem są też takie nazwiska jak Wojciech Fangor czy Ryszard Winiarski.
Spawdzone nazwiska na rynku sztuki zawsze się obronią AFP
W ciągu pięciu kolejnych lat, od 2009 do 2013 roku, sprzedaż dzieł sztuki na świecie wzrosła o około 60%. Jak mówił o tamtych wydarzeniach Thierry Ehrmann, założyciel i prezes Artprice, platformy online będącej największą bazą prezentującą ceny na rynkach sztuki, ujemne lub prawie zerowe stopy procentowe, które osłabiły wartość oszczędności, pchnęły kapitał w kierunku właśnie inwestycji alternatywnych, wśród których to dzieła sztuki zaczęły generować bardzo atrakcyjne zyski. Zaletą rynku sztuki jest niska wrażliwość na działanie cykli koniunkturalnych. Niepoddający się presji rynku indeks dzieł sztuki wyraźnie zwyżkował również w okresach dekoniunktury gospodarczej w latach 2000-2001 i 2007-2009. Z kolei na polskim rynku sztuki gwałtowny wzrost sprzedaży nadszedł w 2015 roku, w momencie kolejnego zawirowania na światowych giełdach. W porównaniu do roku 2014 był to wzrost o blisko 50%. Wtedy po raz pierwszy rodzimy rynek przekroczył barierę obrotów wynoszącą 100 mln zł. Później było już tylko lepiej. W okresie ostatnich zaledwie trzech lat rynek aukcyjny w Polsce urósł o blisko 80%.
Patrząc wstecz na to co działo się w czasach kryzysu finansowego w Polsce i na świecie, rynek sztuki zawsze radził sobie bardzo dobrze. To właśnie w czasach krachów inwestorzy jeszcze chętniej działali na rynku inwestycji alternatywnych. - Przemawiają za tym wszystkie dostępne nam dane. Polski rynek sztuki jest, mimo nieustannych wzrostów, wciąż niedoszacowany w porównaniu do rynku zachodniego. Tym razem to może być również dobry kierunek dla zagranicznych inwestorów - twierdzi Juliusz Windorbski, prezes domu aukcyjnego DESA Unicum. Gwałtowne zainteresowanie rynkiem sztuki nastąpiło w 2007 roku, w momencie rozpoczęcia ogólnoświatowych zawirowań na giełdach. Jak się okazało już później, to właśnie inwestycje alternatywne wykazały się najmniejszą zależnością od tradycyjnych rynków i odpornością na inflację. Nie tylko zresztą w Polsce. Ceny dzieł sztuki na świecie faktycznie spadły o 7,5% w pierwszym kwartale 2008 roku w porównaniu z czwartym kwartałem 2007 roku. Nie wydaje się to jednak dużo w porównaniu z ogólnymi spadkami na światowych giełdach, które w I kwartale 2008 roku oszacowano na około 14,1 procent.
- Ten segment jest bardzo odporny, częściowo dlatego, że jako klasa aktywów, nie jest zależny od łańcuchów produkcyjnych - powiedziała w wywiadzie dla niemieckiego portalu DW. To, że rynek sztuki bywa w niepewnych czasach alternatywną lokaty kapitału twierdzi również ekspert bliskowschodniego rynku sztuki Saleh Barakat. - Prawdą jest, że wraz ze spadkiem wartości inwestycji bankowych inwestorzy mogą ulec pokusie, aby kupić więcej dzieł sztuki, zamiast zostawiać zablokowane pieniądze w bankach - mówi Barakat w wywiadzie dla francuskojęzycznego portalu Le Commerce. - Eksperci wskazują jednak, że jeśli na rynek sztuki spojrzymy w zbyt krótkiej perspektywie to możemy szybko stracić. Dopiero podejście do inwestycji za założeniem perspektywy 5 czy 10-letniej pozwoli mówić o bezpieczeństwie. Ważna jest także dywersyfikacja koszyka. Warto dodać, że średnia stopa wzrostu w przypadku 15-letniej inwestycji w sztukę na polskim rynku w 2015 roku wyniosła 46,6%.
Czy korononawirus zatrzyma hossę na rynku sztuki? Informacja prasowa