Reklama

Rozsądek polskich konsumentów imponuje, ale pogłębi recesję

Polscy konsumenci po wybuchu pandemii postępują rozsądnie, nie szaleją z wydatkami, choć oczywiście skutki tego boleśnie odczuje nasz PKB. Pandemia zaburzyła dotychczasowe trendy, ale jedno jest pewne - Polacy już od lat oszczędzają coraz więcej i więcej. Choć teraz skłonności do oszczędzania narażone są na nowe ryzyka.

Pandemia uderzyła - rzecz jasna - w portfele Polaków. Ale znacznie słabiej niż się obawiano kiedy wybuchła. Badania Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego

Reklama

Pokazują, że 61 proc. z nas nie odczuwa negatywnego wpływu pandemii na stan swoich finansów. Nie sprawdziły się też obawy o wzrost zadłużenia - 9 na 10 uczestników badań zaprzecza, by aktualna sytuacja gospodarcza zmusiła ich do sięgnięcia po kredyt lub pożyczkę. W czasach kryzysu wystrzegamy się zaciągania długów.

- Konsumenci zachowują się niezwykle racjonalnie i ograniczają konsumpcję (...) 

Nie sięgamy po finansowanie kapitałami obcymi, dążymy do tego, żeby racjonalizować nasze wydatki i ograniczać konsumpcjonizm na wyrost - mówił prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta Tomasz Chróstny podczas zdalnej konferencji poświęconej dyskusji nad wynikami badań zorganizowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Przedstawiciele rządu uważają, że to ich zasługa. Faktycznie rząd uruchomił mechanizmy dofinansowania miejsc pracy w firmach, które w czasie "pierwszej", wiosennej fali - która spowodowała spadek popytu i eksportu - miałyby kłopoty z wypłatami wynagrodzeń. Dzięki temu wzrost bezrobocia był dotąd bardzo umiarkowany.

- Epidemia nie dotknęła bezpośrednio kieszeni Polaków, zwłaszcza pracujących, bo nie ma wzrostu bezrobocia. Dochody comiesięczne wypłacane są dalej. Wskaźnik obaw o utratę pracy też ustabilizował się - mówił Piotr Patkowski, wiceminister finansów i Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych.

Mniejsza skłonność do zaciągania długów

Z badań przeprowadzonych we wrześniu, a więc już tuż po wakacjach, które oznaczały powrót do przedpandemicznych zachowań, zanim uderzyła "druga" fala, wynika że wydatki 56 proc. konsumentów pozostały bez zmian, a zwiększyły się w przypadku 28 proc. Równocześnie 31 proc. respondentów przyznało, że zmniejszyły się ich oszczędności - mówił Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

- Mniej więcej tyle samo osób deklaruje wzrost wydatków co konsumpcję oszczędności - powiedziała Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

- Widzimy pewną korelacje, że ponadnormatywne wydatki pokrywane są oszczędnościami - dodał Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

W czasie pandemii zdecydowanie spadła skłonność gospodarstw domowych do zaciągania zobowiązań. Do zaciągnięcia nowych przyznaje się 7 proc. respondentów, gdy pozostały one bez zmian dla 59 proc. pytanych, a 3 proc. twierdzi, że spłaciło te, które mieli wcześniej.

- W czasie kryzysu Polacy raczej oszczędzają niż wydają. Wolą bardziej racjonalnie gospodarować niż zaciągać nowe zobowiązania. Towarzyszy temu obawa, że nie będą w stanie spłacać zobowiązań. To wskazuje na bardzo wysoką dojrzałość - mówiła Agnieszka Wachnicka. 

Co więcej, z badań wynika również, ze jeśli konsumenci mają już takie zobowiązania, jak debet na koncie, czy karta kredytowa, wolą korzystać z nich dla finansowania większych czy też niespodziewanych wydatków niż zaciągać nowe. 

- Konsumenci zachowują się racjonalnie ale będzie to widoczne w ogólnym wzroście PKB - powiedział Tomasz Chróstny.

Przypomnijmy, że w II kwartale polski PKB spadł o 8,2 proc. w skali roku, a jednym z głównym powodów tak wielkiego załamania był spadek konsumpcji o 10,9 proc.

Oszczędzanie na "czarną godzinę"

Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich informuje, że banki udzielają  znacznie mniej kredytów niż przed wybuchem pandemii, a powodem jest zarówno spadek popytu na kredyt, jak też zaostrzenie polityki kredytowej. Wniosków o kredyt jest wprawdzie mniej, ale spadek sprzedaży jest jeszcze głębszy, ponieważ banki bardziej ostrożnie rozpatrują wnioski. Od tego trendu wciąż odstają wnioski o kredyt hipoteczny. O ile po wybuchu pandemii ich liczba spadła, to od lipca jest ich znowu więcej niż było przed rokiem.    

Prawdopodobnie oznacza to, że nieruchomości czyli po prostu zakup mieszkań uważany jest przez Polaków - zgodnie z dotychczasowymi trendami - za najlepszy sposób ochrony oszczędności przed utratą wartości. I tu właśnie przechodzimy do drugiej strony finansów polskich gospodarstw domowych - ich skłonności do oszczędzania.

W badaniu 33 proc. respondentów przyznało, ze regularnie oszczędza, a kolejne 29 proc. że od czasu do czasu. Większość z nas oszczędza na niespodziewane wydatki, a blisko połowę motywuje widmo "czarnej godziny". Agnieszka Wachnicka zwraca uwagę, że rosnąca systematycznie skłonność do oszczędzania to trend, który w polskim społeczeństwie trwa już od kilkunastu lat i z roku na rok narasta. W sumie ponad jedna trzecia Polaków przyznaje, że pandemia zmotywowała ich do oszczędzania.

To byłaby znakomita informacja, gdyby nie fakt, że najniższe stopy procentowe przy wysokiej inflacji powodują, iż wartość oszczędności topnieje w oczach.

Uwaga na alternatywne inwestycje

Poza tradycyjnym kupowaniem mieszkań "na zapas" Polacy nie za bardzo mają co z pieniędzmi zrobić. Tu ekonomiści jednoznacznie przestrzegają przed ryzykownymi zachowaniami. Lepiej patrzeć jak co roku oszczędności tracą po kilka procent, niż stracić wszystko wchodząc w ryzykowne przedsięwzięcia.

- Przestrzegamy konsumentów przed alternatywnymi inwestycjami finansowymi - mówił Tomasz Chróstny.

- Szczególnie chcemy przestrzec przed ofertami przestępczymi, na które bardzo wielu Polaków, zwłaszcza młodych, się łapie - dodaje Tadeusz Białek.

Ale Kamil Pluskwa-Dąbrowski zwraca uwagę, że oprócz walki z piramidami finansowymi i zwykłą przestępczością sektor finansowy sam powinien także wykonać dużą pracę, by ponownie nie doszło w nim do missellingu, czyli oferowania konsumentom nieświadomym ryzyka bardziej ryzykownych inwestycji. 

- Łakomym kąskiem będzie nawet 5 proc. stopy zwrotu jeśli dobrze ukryć ryzykowne sposoby na inwestowanie - mówił Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Niestety z badań Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego oraz Federacji Konsumentów wynika również, że znaczna część z nas - ok. 13 proc. - nie ma nawet takich oszczędności, które pozwoliłyby przeżyć miesiąc w przypadku utraty pracy.

Zwracają one także uwagę, że w najgorszej sytuacji są ludzie młodzi, w wieku 18-34 lata, którzy często pracują na śmieciówkach, w związku z czym są pierwsi w kolejce do zwolnienia i nie trafiają do nich stworzone przez "tarcze" mechanizmy ochrony miejsc pracy. Grupa ta ma też największy kłopot z uzyskaniem finansowania z powodu braku historii kredytowej.

ram


Dowiedz się więcej na temat: polska gospodarka | konsumenci | PKB | przedsiębiorcy | polskie firmy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »