Test nart: Twardzi zawodnicy

Tylko dwa z 12 przetestowanych modeli nart zasłużyły na ocenę bardzo dobrą. Większość była dobra, ale są i jedne narty dostateczne. Okazało się też, że nowa budowa nart - rocker - spełnia swoje zadanie.

Tym razem testowi poddaliśmy narty damskie ze średniej półki cenowej - od 1380 do 2100 zł. Dodatkowo zbadaliśmy także znacznie droższe narty - marki Stöckli za 3900 zł. One są przeznaczone zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

Okazało się, że wysoka cena wcale nie oznacza najwyższej jakości: Nasz ranking zamykają dwa modele stosunkowo drogich nart, tymczasem bardzo dobre narty można mieć już za 1600 zł.

Test składał się z dwóch części: technicznej - przeprowadzonej w laboratorium - i praktycznej, w której narty oceniały nasze badaczki na stoku.

Reklama

Deski pod strzechy

Kiedyś wszystkim, czego potrzebowałeś do zjeżdżania, była po prostu para desek i trochę dobrego śniegu. Dziś sprawa wygląda inaczej: śnieg to tylko dodatek, a kupowanie nart stało się dla przeciętnego konsumenta prawdziwym wyzwaniem.

Producenci (czy raczej ich spece od marketingu) wciąż wymyślają nowe typy nart do różnych rodzajów jazdy, przekonując nas, że w ten sposób zaspokajają potrzeby narciarzy o różnych umiejętnościach i wymaganiach. I tak w sklepach pojawiły się na przykład narty Multi-Condition - deski do jazdy we wszystkich warunkach. Można powiedzieć - uniwersalne. Narty Multi-Condition, podobnie, jak modele All-Mountain, All-Terrain czy Allround (czyli narty do jazdy po zróżnicowanym terenie, a więc właściwie też uniwersalne), są nieco szersze od nart, nazwijmy to, sportowych (np. typu race). Dzięki temu stają się bardziej dynamiczne w głębokim śniegu. Tego, że są to narty przeznaczone po prostu dla zwykłych narciarzy, od producentów nie usłyszymy. To brzmiałoby zbyt przyziemnie. Ale stworzono je właśnie dla przeciętnego użytkownika nart - dla osób jeżdżących rekreacyjnie, bez zacięcia sportowego. Nawet mimo że tacy narciarze rzadko ryzykują na tyle, by opuścić utarty szlak i udać się w dziewiczy teren...

Gdy wymieniamy rodzaje nart, nie można zapomnieć i o nartach damskich. A wśród nich też można wyróżnić jeszcze wiele typów.

Ale oto właśnie narodziła się całkiem nowa kategoria nart - rocker. Jak wygląda rocker? Do tej pory narta z profilu wyglądała tak:

Narta o takiej klasycznej budowie (zwanej camber) ma lekko podniesione dzioby i tyły; uniesiona jest również w środku. Taka budowa narty umożliwia doskonałe wejście w skręt i dobre prowadzenie na przygotowanych trasach.

Rocker natomiast wygląda tak:

Takie narty, z podniesionymi przodami i tyłami, idealnie unoszą się na puchu - odnosisz w nich wrażenie, że unosisz się na powierzchni śniegu, tak jakbyś surfował. Ale rocker nadaje się nie tylko do jazdy w puchu. Technologia wykonania tych nart różni się w zależności od producenta, a także od typu nart. Rocker może być umiejscowiony z przodu, z tyłu albo i z przodu i z tyłu narty. Wiele modeli to z kolei mieszanka zarówno technologii rocker, nart płaskich, jak i camber, a wszystko po to, aby stworzyć deski o optymalnych parametrach.

Wiązania w zestawie

Większość nart dostępnych na rynku jest wyposażona od razu w wiązania. Za takim gotowym zestawem przemawia fakt, że do nowych nart dobrano odpowiednie nowe wiązania, co gwarantuje bezpieczną jazdę. Z drugiej jednak strony nie zapominajmy, że producentom po prostu zależy na sprzedaży swoich własnych wiązań.

Czy warto więc kupować narty z wiązaniami? Ich cena jest niewiele wyższa od ceny samych nart, a więc z punktu widzenia ekonomicznego, taki wybór jest opłacalny. Poza tym każdy producent ma swój własny system mocowania wiązań.

Zaskakujące wysokości krawędzi

Zaskoczeniem w aktualnym teście były dla nas duże różnice w wysokości krawędzi poszczególnych badanych modeli nart. Przykład pierwszy z brzegu to dwa zwycięskie modele, które jako jedyne w teście oceniliśmy na piątki. Różnica między wysokością krawędzi wynoszącą odpowiednio 2,15 i 1,68 mm staje się istotna dla tych narciarzy, którzy jeżdżą bardzo dużo, a w szczególności wyczynowo. Jeśli dodatkowo ważna jest dla nich doskonała przyczepność krawędzi, wtedy narty muszą oddawać do serwisu nawet co trzy dni. Ostrzenie krawędzi jest możliwe tylko wtedy, gdy są one jeszcze wystarczająco wysokie. Każde kolejne szlifowanie sprawia, że stają się cieńsze.

Test na stoku

Oprócz ciężkich przejść w laboratorium nasze narty musiały przetrwać także równie surowy test w praktyce. Grupa kobiet o różnych stopniach zaawansowania w jeździe na nartach miała za zadanie zjeżdżać w różnych warunkach i po różnych stokach, aby na końcu móc dokonać oceny nart, biorąc pod uwagę różne ich cechy.

Najpierw nasze badaczki skupiły się na wchodzeniu w skręt. Musiały dokładnie sprawdzić, w jaki sposób na danej parze nart przechodzi się z jednej krawędzi na drugą. Choć takie przejście trwa ułamek sekundy, miały za zadanie zwrócić wtedy uwagę na wiele parametrów. Jakich? Na przykład na to, ile siły muszą włożyć w wejście w skręt; jak szybko się to odbywa; czy można odnieść wrażenie, że narty im w tym pomagają i w jakim stopniu. Bardzo ważne jest też to, czy krawędzie dobrze trzymają się stoku, nawet na oblodzonej nawierzchni.

Następnie przyszła kolej na ocenę różnych rodzajów skrętów: zarówno tych o dużych, jak i o małych promieniach. Okazuje się, że choć większość modeli z testu radzi sobie z krótkimi i długimi skrętami dobrze lub nawet bardzo dobrze, to znalazło się też parę wyjątków od tej reguły. Szczególnie długie skręty nie były tak udane w przypadku czterech par nart z testu.

Pełne wyniki testu na: www.Pro-Test.pl

Tekst pochodzi z

Pro-Test
Dowiedz się więcej na temat: kupno | twardy | sporty zimowe | narty | test

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »