Reklama

To będzie kiler kredytu

Małe firmy technologiczne od lat chcą zabrać jak największy kawałek tortu bankom, ale generalnie zostały zepchnięte do stosunkowo mało intratnego biznesu inicjowania płatności. Ale w końcu znalazły sposób, żeby rozpierać się w usługach finansowych. Kto nie chciałby kupić teraz, a zapłacić później? To właśnie sposób, żeby zgarnąć bankom śmietankę.

"Kup teraz, zapłać później" to jeden z najszybciej rozwijających sposobów finansowania zakupów w sklepach internetowych, czyli w e-commerce w Europie i Australii, a ostatnio bardzo szybko rozwija się też w USA. Na początku w necie zakupy robili w ten sposób milenialsi i zakochana w apkach młodzież, która - wiadomo - nie opływa w dostatki, a banki nie rozdają im na zawołanie złotych kart kredytowych. A teraz ich zwyczaje przejmują już rodzice i dziadkowie. Co to znaczy dla banków?

- Spodziewamy się, że metoda "Kup teraz zapłać później" będzie rosnąć szybciej niż tradycyjne karty kredytowe w Europie - mówi Giulia Aurora Miotto, analityczka Morgan Stanley ds. rynku akcji w Europie, cytowana w raporcie banku poświęconym nowej metodzie finansowania zakupów.

Reklama

- Sądzimy, że to wpisuje się w trend, w którym fintechy stopniowo "spijają śmietankę" różnym bankom w Europie - dodaje.

Czym różni się "kup teraz, zapłać później" od kredytu? To oczywiście także kredyt, ale hybrydowy. Ryzyko ponosi oczywiście ten, kto pieniądze pożycza, ale firmy technologiczne badają zdolność kredytową inaczej niż banki i dlatego skłonne są pożyczać ludziom młodym. Można natomiast elastycznie kształtować spłaty. Można zapłacić za towar po miesiącu, a można w ratach, w zależności od wykorzystywanych opcji. Ale najważniejsze jest to, że fintechy starają się nakłonić sprzedawców by to oni ponieśli koszty kredytowania, bo choć mają wtedy mniejszą marżę, to zwiększa się im obrót.

Na razie ta metoda finansowania stanowi zaledwie 2 proc. globalnych zakupów online. Ale rośnie szybciej niż jakakolwiek inna. W Niemczech w 2017 roku kupowało z odroczoną płatnością tylko 8 proc. klientów. Teraz już 19 proc. Udział metody "kup teraz zapłać później" w Szwecji w 2020 roku wyniósł 23 proc. wolumenu zakupów internetowych, a w Australii wzrósł z 3 proc. w 2017 roku do 10 proc. trzy lata później.

Finansami rządzi demografia i tak na przykład w Wielkiej Brytanii zaledwie 7 proc. ludzi w wieku 18-24 lata używa kart kredytowych. W kolejnym zbadanym przedziale wiekowym odsetek ten rośnie do zaledwie 16 proc. Wytrawnymi karciarzami są natomiast osoby w wieku 55+, z których 39 proc. nimi płaci.

A z "kup teraz zapłać później" korzysta 12 proc. Brytyjczyków w wieku 18-24 lata i 24 proc. w kolejnym przedziale wiekowym. Ale uwaga - te zwyczaje finansowania zakupów trafiają już także do osób znacznie starszych, bo już 25 proc. ludzi mających powyżej 55 lat w taki sposób kupuje.

Fintechy, choć mało prawdopodobne jest, by udało im się wyrzucić tradycyjne banki z ich biznesu, w ubiegłym roku zebrały ponad 80 mld dolarów finansowania na całym świecie i 19 mld dolarów w Europie. To znacznie więcej niż rok wcześniej. Firmy oferujące finansowanie zakupów nową metodą pozyskały finansowanie na niespełna 3 mld dolarów. Ale analitycy Morgan Stanley podają, iż obserwują takie platformy, na których wzrost wolumenu sfinansowanych towarów osiąga rocznie 90 proc.

"Kup teraz zapłać później" to innowacja finansowa, której tradycyjne banki nie mogą zignorować - twierdzą analitycy Morgan Stanley. Tym bardziej, że wychowani w świecie apek milenialsi i młodsi już w okolicach 2030 roku będą np. w Wielkiej Brytanii i Australii wydawać tyle samo, ile razem wzięte starsze kohorty.

- Podkreślamy, że w dłuższej perspektywie udostępnienie podobnej oferty i opracowanie aplikacji, które są w stanie zaangażować klientów będzie miało znaczenie dla banków w Europie - powiedziała Giulia Aurora Miotto.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Banki muszą stanąć do konkurencji, bo karty i tradycyjne kredyty będą z czasem tracić na znaczeniu w finansowaniu zakupów. Analitycy Morgan Stanley zauważają, że już teraz "zasiedziałe instytucje" przejmują dostawców nowej metody finansowania zakupów konsumenckich i nawiązują partnerstwa ze sprzedawcami, żeby swoim klientom zaoferować różne plany zakupowe i ratalne po niższym koszcie.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »