Reklama

Windykatorzy to nie pitbulle

Fala samobójstw w Polsce zbliża się do poziomu znanego nam z Grecji. Specjaliści alarmują, że kondycja psychiczna naszego społeczeństwa jest w fatalnym stanie. Ostatnie statystyki policyjne mówią o ponad sześciu tysiącach samobójstw. Najczęstszą przyczyną odbierania sobie życia są problemy finansowe i brak pracy.

O windykatorach i ich pracy po tym, jak komornicy nie dali rady, o windykacyjnych wpadkach banków, ale też o Komisji Nadzoru Finansowego, SKOK-ach i braku edukowania społeczeństwa w sprawach finansowych rozmawiamy z Markusem Marcinkiewiczem, twórcą schematów windykacyjnych, autorem książki "Zawodowy windykator", wiceprezesem firmy windykacyjnej ARMADA Polska.

Reklama

Paweł Miter, "Gazeta Finansowa": Jakie są dane dotyczące zadłużenia Polaków? Które województwa przodują pod tym względem? Oczywiście chodzi o długi statystycznego Polaka, nie te samorządowe. Przyznam szczerze, trochę się pogubiłem w tych danych. Jak to wygląda na chwilę obecną, jakimi danymi pan operuje?

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Markus Marcinkiewicz: - Media mylą kwestię zaciągnięcia kredytu czy pożyczki z długiem. Człowiek staje się dłużnikiem w momencie niewywiązania się z umowy. Wtedy trafia na margines społeczeństwa i staje się jednym z 6,2 proc. zadłużonych Polaków. To ważny wskaźnik, bo reszta Polaków mimo swoich problemów płaci zobowiązania.

- Dane te najlepiej od lat obrazuje BIG Infomonitor. Podział województw od lat jest stabilny i nie ulega zmianie - Śląsk na czele, mazowieckie, wielkopolskie i Dolny Śląsk zaraz za nim. Potwierdzają to również analizy mojej firmy. Właśnie tam windykujemy najwięcej dłużników po wielokrotnych bezskutecznych egzekucjach komorniczych.

Zapewne jest pan w raju, analizując tak złe dane finansowe statystycznego Polaka?

- Zaraz pewnie nazwie mnie pan hieną, ale dla obszaru wierzytelności to świetne dane. Dyskusyjne są powody, przez które ludzie wpadają w strefę tych 6,2 proc. Jedni dlatego, że ich faktycznie nie stać na spłatę, inni - i ten odsetek jest z roku na roku coraz większy - z wyboru - są konsumentami, którym przez politykę UOKiK i KNF prowadzoną od 2008 r. czasem opłaca się zakombinować, trafić na margines po to, aby bank sprzedał dług, a windykator, który ten dług kupi, umorzył nawet jego połowę. Dla mnie oba warianty są dobre, bo z tymi drugimi można zrobić dobry interes, a pozostałym można przemówić do rozsądku, aby mimo wszystko zaczęli jakoś swoje długi spłacać.

Proszę powiedzieć, jaki pana zdaniem powinien być windykator? Wiem, na pewno skuteczny i praworządny, ale czy tylko tym powinien się kierować?

- Nie jesteśmy już wielkimi, złymi wilkami węszącymi po dzielnicy. Do aniołów też nam daleko, w końcu to brudna robota. Postrzegam nas jako samurajów, rycerzy Jedi windykacji. Musimy wejść do świata dłużnika, często dramatycznego, nieczystego i brzydko pachnącego. Musimy poznać ludzkie dramaty i nieszczęścia, a potem znaleźć sposób, by człowieka całkowicie zrezygnowanego, poddanego i marnującego swoje życie przekonać, że jest dla niego i jego rodziny nadzieja na lepsze jutro, ale musi podjąć wielki wysiłek. To nie jest łatwe.

- Czy windykator musi być praworządny i skuteczny? Ma być przede wszystkim negocjatorem i doradcą, trochę psychoterapeutą, który zniszczy psychiczny mur obronny dłużnika i pokaże, że jest światło na końcu tunelu.

Macie mniej praw niż komornik. Czy więc wasze "pole rażenia psychicznego" z założenia nie musi być większe aniżeli komornika, który może zająć dłużnikowi pensję jednym pismem?

- Skoro komornicy mają tak wiele więcej praw od nas, to dlaczego ich skuteczność od 2007 r. spadła z 36 do 10,48 proc. w roku 2013? Co z tego, że komornik zajmuje pół pensji, skoro jest kilkunastu wierzycieli, w sumie więc każdy dostaje jakieś strzępki. Dłużnicy po zajęciu świadczenia mają gdzieś polubowne spłaty, bo dobrze wiedzą, że ten straszny komornik nic więcej im nie zrobi.

- Dłużnik, który traci pracę, nie znajdzie nowej, lepiej płatnej. Dane wykazują, że osoby takie nawet nie podejmują tego wysiłku - wolą nic nie robić i czekać na umorzenie egzekucji albo po prostu pracują na czarno. Komornik jest wtedy bezradny. Zostawia sobie tych, których długi może odzyskać. Tam, gdzie komornik nie może, tam radę daję ja.

Dlaczego skuteczność komorników spada? Są przecież bezwzględni, mają prawa egzekucyjne - wchodzą do domów i zabierają to, co ma wartość, zajmują świadczenia.

- To prawda, ale tak jak UOKiK wyregulował świadomość swoich praw przez konsumentów, tak tym samym rozregulował konieczność wypełniania przez nich swoich obowiązków. W efekcie dłużnicy nauczyli się korzystać z for internetowych i wymieniają się legalnymi sposobami, którymi mogą oszukiwać nie tylko windykatora, lecz także komornika.

A czy nie jest tak, że windykator, kiedy będzie ludzki, wyrozumiały, kiedy będzie wysłuchiwał tych wszystkich ludzkich tragedii i czytał te listy błagalne o odpuszczenie długów, zostanie pozbawiony zarobku?

- Zawodowy windykator, o którym piszę w swojej książce, musi być strategiem, analitykiem i myśleć taktycznie. Nie może nastawiać się wyłącznie na spektakularne wpłaty. Musi ułożyć sobie tak relacje ze swoimi dłużnikami, aby oni gwarantowali co miesiąc stałe wpływy rat.

Z pana książki wynika, że chce pan być obrońcą dłużników. W jaki sposób?

- Moja książka uczy sposobu myślenia windykatora i demaskuje sposób myślenia i postępowania dłużników. Piszę, że dłużnik to nie jest nieświadomy konsument, a cyniczny i sprytny gracz, który stosując gamę technik i sztuczek, miga się od spłaty swoich zobowiązań czy umyka komornikom. Doradzam windykatorom, jak te wykiwania wychwytywać, jak sobie z nimi radzić. To wszystko ma na celu uświadomienie dłużnikowi, że mimo iż dzięki UOKiK i KNF czuje się bezkarny wobec windykacji i komorników, to na dłuższą metę przegra życie nie tylko swoje, ale i swojej rodziny.

- Dług, wbrew temu co wymienione wyżej urzędy wpierają konsumentom, nie jest indywidualnym problemem dłużnika - w sferze prawnej tak, ale w psychicznej już nie. Dług to presja, nerwy, a te mogą przerodzić się w agresję, krzyk i wulgaryzmy wobec najbliższych. My możemy ochronić dłużnika i jego rodzinę przed toksycznością długu. W ten sposób pomagamy. O tym jest moja książka.

Czy możemy przysłowiową elegancję zostawić na boku? Bo ona jest dla krawców, a nie windykatorów, którzy muszą odzyskać pieniądze, wpompować je ponownie w finansowy krwioobieg.

- To jest misja windykatorów, którzy pracują u wierzycieli pierwotnych. Tylko oni mają za zadanie wpompować kasę w obieg swojej organizacji, zanim kredyt, umowa, a ostatecznie dłużnik się wykolei i będą go musieli rzucić, niczym kawałek mięsa w wygłodniałą paszczę komornika. Oni są jak pitbulle, rozszarpują na strzępy i wyjadają smakowite kąski, a to, co jest dla nich niestrawne, wypluwają.

- Takie wierzytelności banki uznają za stracone i sprzedają do funduszy czy firm windykacyjnych. I wtedy dłużnik trafia do mnie. Ja i moi koledzy z branży na tym etapie nie musimy niczego wpompowywać, tylko przekonujemy, że warto się dogadać i zacząć spłacać w ratach swoje długi, chociażby po to, aby one tych biednych konsumentów nie niszczyły psychicznie i pozwoliły im powoli wychodzić z kłopotów.

Widział pan ostatnie wskaźniki samobójstw w Polsce? Ponad sześć tysięcy osób w minionym roku. Zdaniem socjologów, to świadczy o fatalnym stanie naszego społeczeństwa. Największa grupa osób odbierających sobie życie to bezrobotni i wykluczeni finansowo. Co Pan na to?

- Każde odebrane życie to tragedia, ale to wskaźniki, z którymi ciężko dyskutować. To przykre, że takie sytuacje się zdarzają, tym bardziej że jeśli jest tak, jak pan sugeruje...

Nie sugeruję, to wynika ze statystyk policyjnych. Ludzie odbierają sobie życie przez brak pracy i pieniędzy. Zastanawiam się tylko, czy takie firmy, jak pańska, nie przyczyniają się do zwiększania tych statystyk, nie bezpośrednio, a pośrednio...

- Jeśli część samobójstw popełnianych jest przez długi, to warto zwrócić uwagę, że największymi ofiarami są spadkobiercy. Dłużnik, odbierając sobie życie, ucieka od problemu, a niszczy jednocześnie życie wielu swoim najbliższym, często żyjącym uczciwie, nie mającym długów. Dla komorników spadkobiercy to grupa, od której najłatwiej wyegzekwują należność. To jeden z elementów nierozsądnej polityki UOKiK, który pierze konsumentom mózgi, wmawiając, że dług to indywidualna sprawa dłużnika, a jego najbliższym nic do tego...

- Nie oszukujmy się - jeśli komornik zajmuje pensję i zostawia minimalną krajową dłużnika, a do domu wchodzi i zabiera majątek, to kto na tym cierpi? Nie dłużnik. On ma grubą skórę. Jest odporny, bo nasłuchał się od windykatorów ostrzeżeń, że ten dzień nadejdzie. Cierpi rodzina, która przez miesiące była okłamywana i oszukiwana przez dłużnika, że on panuje nad sytuacją.

Czyli socjologowie się nie mylą?

- Socjologowie mają swoje racje, ale spójrzmy na raport z lipca tego roku o stanie wiedzy ekonomicznej Polaków. Brakuje im wiedzy z zakresu podstaw ekonomii, nie znają zasad funkcjonowania systemu bankowego, nie orientują się w możliwościach oszczędzania i pomnażania swoich pieniędzy. Dobrze, że KNF prowadzi wielką politykę i do spółki z UOKiK reguluje rynek, i dokształca konsumentów. Problem w tym, że w rzeczywistości go rozregulowują, a konsumentów ogłupiają.

- Brak podstawowej wiedzy o finansach i ekonomii po prostu uniemożliwia podjęcie racjonalnych decyzji, zmusza do błędów, które dziś może nie wydają się ryzykowne, ale w perspektywie kilku lat mogą mieć poważne konsekwencje dla standardu życia tej rodziny. Chociażby dlatego, że będą musieli się zadłużyć, by spłacić inne długi - łatwo wtedy wpaść w spiralę kredytową, albo - co gorsze - chwilówek. Jeśli jeszcze w międzyczasie wpadną na pomysł, że najlepiej się ukryć, unikać rozmowy z wierzycielem (bo może w ten sposób nie trzeba będzie płacić), to nieszczęście gotowe.

- W szkołach uczy się dzieci i młodzież skomplikowanych wzorów matematycznych i pomija podstawowe zasady zarządzania domowym budżetem. Dzieciaki zadłużają się na batony, colę i pączki, a Ministerstwo Edukacji nic z tym nie robi. Im dłużej trwa patologiczna sytuacja w rodzinie, tym większa pewność, że gdy dziecko osiąga wiek pełnoletniości, nie ma ani wykształcenia, ani szans na nietoksyczne i zdrowe życie.

- Zamiast iść na studia szuka pracy fizycznej lub w dyskontach, aby pomóc rodzicom płacić długi i cykl się zamyka. Póki zdrowie dopisuje, być może nawet nieźle będą zarabiać i dostaną kredyty, którymi pomogą bliskim. Praca fizyczna niszczy. Prędzej czy później złamie zdrowie każdego. To są prawdziwe przyczyny życia w nędzy, a człowiek nie trafia tam z dnia na dzień - na to "pracuje się" latami.

Jeśli dobrze pana rozumiem, uważa pan, że ludzie przez długi nie odbierają sobie życia? Nie sądzi pan, że to naciągane? W końcu to długi prowadzą do biedy, a ta niszczy psychicznie i przy presji windykatora może się okazać, że człowiek wybiera samobójstwo...

- Zawodowi windykatorzy, o których piszę w swojej książce, nie mają pogłębiać depresji dłużnika, tylko go ratować. Uświadamiają dłużnika o zagrożeniach i przekonują, że jeszcze nie jest za późno na wyjście z nawet największej spirali kredytowej. Musimy dłużnika przekonać, że warto pójść na ugodę, nawet gdy on nie widzi w tym jakiegokolwiek sensu. Dziś to będzie dla niego tytaniczny wysiłek, ale za kilka lat odetchnie z ulgą. W ten sposób ludzie wracają do normalnego życia, znów się stają wartościowi. Po kilku latach potrafią nawet wrócić do obiegu bankowego i być znów atrakcyjnym klientem dla banku.

Czy spotkał się pan w swojej karierze ze śmiercią dłużnika, ale taką, która nastąpiła po rozmowie z nim? Osobiście znam przykład takiej śmierci. Stało się to po jednym telefonie wykonanym do dłużnika przez pracownika banku. Po kilku dniach w aktach sprawy dłużnika znalazł się akt zgonu. Odkryłem, że dokładnie godzinę wcześniej samobójca odbył rozmowę z windykatorem banku, dodam bardzo niemiłą i ostrą. Nie ma pan poczucia, że takich przypadków może być o wiele więcej? Że czasem jednak ta ostra windykacja nie zdaje egzaminu?

- Życie niestety zna takie przypadki. Nie pamiętam, aby prokuratura postawiła jakiemukolwiek windykatorowi zarzuty. Nie przypominam sobie też zarzutów dla komorników po czynnościach, po których ludzie odbierali sobie życie. Wiem jedno - przyciskanie dłużnika sankcjami do ściany w dzisiejszych czasach nic nie daje. Dziś zaprasza się dłużników do wigilijnych promocji - wpłać 100 złotych, a 300 ci umorzymy. Często jest tak, że nim windykator uwolni konsumenta ze szkodliwego dla niego zacietrzewienia, rozmowy przebiegają w różnym temperamencie.

- Znam jednak przypadki, że ludzie mają po 300 tysięcy długów, a przy dobrych ugodach uzyskali umorzenie nawet 250 tysięcy, a pozostałe 50 spłacają w dogodnych ratach. Zbliżają się walentynki, więc znowu branża będzie przekonywać dłużników, że warto zrzucić ciężar długu z serca, a za terminowo spłacaną ugodę przez rok można wygrać wycieczkę do Egiptu, na Wyspy Kanaryjskie czy do Tunezji albo wygrać konsolę playstation, telewizor lub komplet garnków. Dzisiaj windykacja to zupełnie inny świat. Kto tego nie rozumie, ten zostanie wycięty z rynku. To naturalna selekcja.

Pomówmy o ostatnich wydarzeniach ze świata windykacji, np. Getin Bank obdzwaniał sąsiadów dłużnika, wywierając na niego w ten sposób presję. Takich przykładów w sieci jest bardzo wiele.

- Rzecznik banku, o ile dobrze pamiętam, oświadczył, że proszono tylko o przekazanie prośby o kontakt konsumenta, który nie dość, że rat nie płacił, to jeszcze unikał rozmowy z bankiem. Nie odbierał telefonów, nie oddzwaniał na nagrane wiadomości, nie odpisywał na wysłane SMS-y, nie reagował na wysyłane listy. Gdy dłużnik podejmuje decyzję, czy unikać rozmowy z wierzycielem, to jest to jedno z narzędzi, dzięki któremu konsument znów się kontaktuje. Ten opisywany przypadek był czysty. Windykatorzy w takich kontaktach nie mówią, w jakiej sprawie proszą o kontakt, dbają o bezpieczeństwo tajemnicy.

Po co więc dzwonią, jeśli nie po to, by zostawić informację finansową? To jest presja: dzwonienie do sąsiada, mówienie mu, skąd się dzwoni, zostawianie pilnej prośby o kontakt... Przepraszam, ale ludzie nie są głupcami, wiedzą, o co może chodzić. A przykład Eurobanku, który swego czasu też był głośny, bo pracownik Departamentu Kredytów Trudnych w rozmowie z dłużnikiem przekroczył dopuszczalne granice, zastraszając go "delikatnym ujęciem tematu". Uważa pan, że ostra, twarda windykacja zdaje egzamin?

- Dzwonią po to, aby ochronić konsumenta przed kłopotami, jakie sam na siebie ściąga. Trafił pan w sedno diagnozy powodu biedy i życia w nędzy Polaków, o których rozmawialiśmy wcześniej. Oni się ukrywają i unikają kontaktu z wierzycielem. Robią to celowo. Przyspieszają wejście do domu i zajęcie świadczeń przez komornika. Właśnie tu i teraz zaczyna się droga do ludzkich dramatów i tragedii. To jest właśnie ten rodzaj myślenia, który dłużnikom wszczepia UOKiK - ukryć się i liczyć, że nie uda się nikomu skontaktować, bo - nie daj Boże - trzeba będzie zacząć płacić.

- Chyba tylko uliczni dealerzy narkotyków zmieniają tak często telefony, jak statystyczni dłużnicy. Jeśli konsument decyduje się na tak nieczystą grę z wierzycielem, to nie może mieć pretensji, że ten podejmuje legalne próby dotarcia do niego. Mówi pan o informacji finansowej, ale ta nie jest przekazywana - to wyłącznie prośba o kontakt. Numer telefonu nią nie jest. Wcześniej mówił pan, że Polacy wpadają w biedę i przez życie w nędzy decydują się targnąć na własne życie. Czy unikanie rozmowy z wierzycielem i niepłacenie zobowiązań nie jest jak zakładanie sobie samemu tego "sznura" na szyję?

- Abstrakcja tej sytuacji polega na tym, że ratujemy tych, do których dotrzemy, bo większość z nich zaczyna wtedy płacić swoje zobowiązania. To zresztą częste zjawisko - dłużnik płaci tym, którzy do niego dotrą. Dlatego mogę bronić kolegów z Getin Banku, bo ich postępowanie było fair wobec nieuczciwego zachowania konsumenta.

- W sprawie Eurobanku popełnione były błędy, za które UOKiK srogo bank ukarał. Na tym powinniśmy zakończyć temat, chociaż warto pamiętać, że dłużnik, który nagrywa rozmowę, nigdy nie ujawni takiej, która stawia jego w złym świetle. Do mediów zazwyczaj wycieka wyreżyserowane i teatralnie zagrane przez dłużnika nagranie. Windykatorzy nie mogą ujawniać dziesiątek wcześniejszych rozmów, kiedy byli np. przez dłużników poniżani, wyzywani i zastraszani.

A jakie praktyki w windykacji pan potępia? Media ciągle donoszą o tym, jak to łamie się prawa dłużników.

- Są wśród nas Sithowie. W mojej książce wyznaczam zawodowym windykatorom granicę. Uczę, że musimy być rycerzami Jedi, którzy wyciągają dłużników z ciemnej strony mocy. Ten cel mamy osiągać, stosując czyste techniki. Niestety, zdarzają się tacy, którzy nam szkodzą. Oni oklejają bramy dłużników naklejkami typu: "dłużniku Kowalski, pieniądze się oddaje".

- Oni łamią prawo, rozpowiadając sąsiadom, że ten i tamten mają długi. Oni dogadują się z komornikami, aby dostarczali dłużnikom pisma. Jeśli wierzyć plotkom, to jest też firma pożyczająca pieniądze, która zatrudnia ochroniarzy z dyskotek jako windykatorów terenowych, by swoją posturą motywowali dłużnika do spłaty, gdy zapukają do drzwi. Na szczęście te patologiczne zachowania to już mniejszość i rzadkość.

Ma pan krytyczną opinię o działalności UOKiK i KNF. Dlaczego?

- Trudno jest mieć bezsprzeczną i bezkrytyczną wiarę w ten urząd i w Komisję. Błędów i złych decyzji było mnóstwo. Niestety, nikt nie nadzoruje nadzorujących. To, co teraz dzieje się w sektorze SKOK, sprawia, że nie mogę wyjść z podziwu. W swoich raportach KNF nie pozostawia suchej nitki na Kasach, oskarżając je o kreatywną księgowość, błędne rozliczenia czy - to mój ulubiony zarzut, bo dotyczy mojej profesji - fatalnej jakości portfela wierzytelności.

- Komisja dokonuje degradacji konsumentów na lepszych i gorszych, z naciskiem na to, że to w bankach są ci dobrzy, a w SKOK-ach ci źli. Już samo takie szufladkowanie konsumenta uważam za naruszenie ich zbiorowego interesu.

Dobrze, ale Kasy według opinii KNF są w fatalnym stanie.

- Zastanówmy się więc, kim są ci fatalni konsumenci w Kasach, będący tego bezpośrednią przyczyną. Połowa z nich to ludzie, którzy mogliby dostać niemałe kredyty w bankach, ale wolą SKOK-i. Reszta to ci, którym banki odmówiły kredytu, bo wykluczyły je rekomendacje KNF - jednych dlatego, że mają za dużo kredytów, pozostałych dlatego, że mają tzw. czysty BIK, czyli nigdy wcześniej nie brali żadnego kredytu.

- Gdzie taki konsument ma szukać pomocy finansowej? Idzie do Kas, aby nie musieć iść do firm oferujących chwilówki. KNF najpierw latami wykopywała konsumentów gorszej - jej zdaniem - kategorii do Kas, a dziś jest zaskoczona, że ci "biedni ludzie" dostali tam pożyczki. Sytuacja przypomina sektor bankowy sprzed dekady. Wtedy trzeba było prawie dziesięciu lat, aby doprowadzić sytuację do dzisiejszego stanu.

Wobec Kas Komisja nie jest tak cierpliwa.

- KNF od Kas oczekuje cudów. Stworzono ustawę pełną błędów, możliwe, że wynikających z tego, że zbytnio wzorowano się na sektorze bankowym, z którą właściwie nie wiadomo było, co należy zrobić. Do zarządów wprowadzono zarządców komisarycznych, przedstawianych jako wspaniałych fachowców, którzy mieli w kilka miesięcy zrobić to, co w bankach trwało blisko dziesięć lat. W obliczu klęski swoich działań, co teraz wymusza KNF? Wykup Kas przez banki, które (nic dziwnego) nie są szczęśliwe z tych wymysłów Komisji. Wchłonięcie ich na tym etapie wiąże się bowiem z olbrzymim ryzykiem ekonomicznym.

Co pana zdaniem pomogło by Kasom?

- Czas. Od lat zajmuję się stabilizacją portfeli wierzytelności Kas i gdy słyszę z jednej strony od KNF, że ten portfel jest fatalnej jakości, a z drugiej strony moi windykatorzy potrafią się dogadywać z tymi konsumentami na ugody, dzięki którym wpłacają jednorazowo dziesiątki tysięcy złotych, to zastanawiam się, jak bardzo odrealniona jest diagnoza Komisji.

- Każdy SKOK współpracuje z KNF, wszystkim zależy, aby być w jak najszybszym czasie równie profesjonalną organizacją jak największe banki w Polsce. Ale takiego efektu nie osiąga się, wprowadzając Harrych Potterów do Kas, którzy - wymachując różdżkami - w jeden rok mają osiągnąć to, co w bankach nie udawało się latami.

A co mają na celu reklamy dużych firm windykacyjnych, takich jak np. KRUK, które pojawiają się w mediach, a zachęcają do współpracy dłużników? To jakieś nowe otwarcie w naszej szeroko rozumianej windykacji?

- Tak. KRUK i Ultimo wykonują kawał dobrej roboty w zmianie wizerunku windykatora. To ciężka misja. Dłużnicy w swojej mentalności zatrzymali się w połowie minionej dekady. Im ciągle wygodnie jest wierzyć, że windykator terenowy to tępak w skórzanej kurtce, który z kijem bejsbolowym jeździ odzyskiwać długi. To cyniczna gra z ich strony. Wygodna. Dobrze wiedzą, że windykatorzy terenowi to wykształceni, kulturalni doradcy i negocjatorzy.

- Ich wizyty w ogóle nie wzbudzają żadnych obaw, a często jest tak, że dłużnik wchodzi w takie relacje z windykatorem, że gdy ten go odwiedza, jest częstowany kawą i sernikiem. Kruk robi jeszcze coś, w czym wyręcza minister Kluzik-Rostkowską - w szkołach podstawowych prowadzi kampanię edukacyjną, w której uczy, że jak cię dziś nie stać na batonik, to nie pożyczaj od kolegi, bo potem będziesz miał dług do oddania. Szkoda, że to windykatorzy muszą wykonywać robotę za ministrów edukacji, którzy od lat nie widzą tego problemu.

Czy pana książka wpisuje się w ten trend?

- Mam taką nadzieję. To lifestyle'owy poradnik dla windykatorów pracujących zarówno w departamentach windykacji banków, telekomów, korporacji, ale również w firmach windykacyjnych i kancelariach prawnych. Uczę, że mimo wszystko wszyscy dłużnicy kłamią nie dlatego, że są złymi ludźmi, ale dlatego, że UOKiK pozwala im bezkarnie kłamać.

- Wskazuję mechanizmy i sztuczki, jakie dłużnicy stosują na windykatorach, aby ich cynicznie ograć, wzbudzić litość, a wreszcie psychicznie złamać, by ten odpuścił. Chyba warto przeczytać "Zawodowego Windykatora", bo dostałem propozycję wydania książki w Rumunii, gdzie windykacja jest na etapie, w którym Polska była dekadę temu. Nie mają tam takich podręczników. Trwają negocjacje, być może uda się wydać tam książkę w przyszłym roku.

A kiedy II tom książki?

- Najprędzej w 2016 r. Mam jeszcze dużo do opowiedzenia, materiału starczy na przynajmniej cztery tomy, ale na razie niech ta książka popracuje na rynku i przekona do siebie windykatorów.

Rozmawiał Paweł Miter

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: windykator | w polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »