Reklama

Polskie start-upy będą rosły w Dolinie Krzemowej

Luna Wojciecha Daniło i Marcina Kostrzewy oraz Inteliclinic Kamila Adamczyka to dwa start-upy, które wygrały polską edycję Global Impact Challenge. Mają tak nowatorskie pomysły, iż mogą poprawić jakość życia dużej liczby ludzi na świcie. Nagrodą jest 50-dniowy staż i ostry trening w Dolinie Krzemowej w USA, w ośrodku NASA.

Pierwsza polska edycja konkursu przyniosła pomysły, które można określić jednym słowem - fascynujące. Wszyscy oceniający je jurorzy, którzy globalne środowisko start-upów znają jak własną kieszeń, przyznawali, że poziomem prezentacji byli zaskoczeni.

Reklama

- To było nie tylko zaskakujące, ale - powiedziałbym - odświeżające - ocenił stawkę dziesięciu finalistów tuż po głoszeniu wyników Supreet Singh Marchanda, prowadzący w Dolinie Krzemowej w USA fundusz venture capital, inwestujący w start-upy.

Ale powiedzmy najpierw co to takiego Global Impact Challenge. To ogólnoświatowe, coroczne konkursy na pomysły realizujące ważne idee społeczne, a równocześnie mające potencjał do sprawdzenia się w biznesie. Organizuje je od kilku lat Singularity University z Doliny Krzemowej, współpracujący przy krajowych edycjach z organizacjami sponsorującymi imprezę. W Polsce organizatora z USA reprezentuje Digital University, a edycję wspierają Sebastian Kulczyk, Fundacja Polskiego Funduszu Rozwoju, Centrum Nauki Kopernik, fundacja Startup Poland, Business Link oraz ambasada Izraela.

- Zastosowanie nowych technologii będzie rosło w tempie wykładniczym. Jeśli będą wykorzystywać je tylko bogaci, staną się dzięki temu jeszcze bogatszymi, a biedni - biedniejszymi. Misja Singularity University polega na tym, żeby technologie rozpowszechniać tak, by służyły całym społeczeństwom - powiedziała Interii Jowita Michalska, szefowa fundacji Digital University, która reprezentuje Singularity University w Polsce.

W konkursach biorą udział stratupowcy, inżynierowie, technolodzy, naukowcy, programiści i przedsiębiorcy. Prezentują swoje pomysły na innowacje - na bardzo różnym stopniu rozwoju. Idea jest taka, żeby zaprezentowana innowacja mogła "zmienić życie miliarda ludzi na świecie". Żeby potrafiły sprostać takim wyzwaniom jak starzenie się społeczeństw, zmiany klimatu, czy ochrona zdrowia. Przed tymi wyzwaniami stoją wszyscy i wszędzie.

Konkurs odbywa się w różnych miejscach świata po to, żeby wyławiać takie rozwiązania na lokalnych rynkach. Potem, dzięki intensywnemu treningowi z wybitnymi specjalistami od technologii i biznesu - dać im szanse, by budowały biznesowe fundamenty i oraz osiągały globalną skalę.

- Gdy mówimy o dostępie do zasobów, do inwestorów, kapitału, biznesowego konw-how, to są one właśnie w Dolinie Krzemowej. Wprowadzenie tam start-upu z Polski, gdzie zasoby te są bez porównania mniejsze, stwarza dla niego wielkie szanse. O to nam chodzi - mówi Interii Jowita Michalska, szefowa Digital University.

- Jeśli coś ma realizować globalną ideę, potrzebuje skali - dodaje.

Co daje staż w Dolinie Krzemowej, który jest nagrodą w konkursie. Okazję do spotkania i dyskusji z twórcami innych start-upów z całego świata. Udział w dyskusjach z mentorami - wybitnymi specjalistami w różnych dziedzinach. W końcu spotkania z inwestorami, którzy coraz bardziej interesują się nowymi technologiami.

- Spotkania w Dolinie Krzemowej są wielką okazją do rozwijania swoich umiejętności. W moim przypadku chodziło o innowacje w dziedzinie prawa i spotkałam wielu ludzi, którzy chcieli pracować nad tą ideą. Staż pozwala odnaleźć swoją ścieżkę do realizacji celów - mówi Marta Ghiglioni, zwyciężczyni włoskiej edycji konkursu w 2016 roku, obecnie pracująca dla banku UniCredit.

Do tej pory start-upy, które wygrywały Global Impact Challenge osiągnęły już spektakularne sukcesy. Niedawno rząd Brazylii zaczął wprowadzać rozwiązanie firmy AIME, która dzięki zaangażowaniu sztucznej inteligencji do analizy danych biologicznych i klimatycznych wymyśliła sposób na walkę z rozprzestrzenianiem się wirusa Denga w krajach tropikalnych - poinformowała szefowa Global Impact Challenge Regina Njima z Singularity University. Dodajmy, że zakażeniem tym wirusem zagrożonych jest ok. 2,5 mld osób na świecie.

Transport, edukacja, ochrona zdrowia, budowa infrastruktury - na wszystko to wydawane są co roku miliardy dolarów. Technologie mogą spowodować, że inwestycje w te dziedziny będą bardziej inteligentne i będą trafiać w rzeczywiste potrzeby. Inwestorzy publiczni nie będą wydawać miliardów na budowę lotnisk, z których nikt nie chce odlatywać.

Rafał Malanij ze start-upu Zettagene, który został finalistą konkursu, a zajmuje się narzędziami do analizy genomu mówi, że postawienie samej diagnozy niektórych chorób kosztuje ok. 6 tys. dolarów. Analiza genów może te koszty radykalnie obniżyć, a diagnostykę uczynić o wiele bardziej dostępną.

- Dane i łączność powodują, że można budować inteligentną infrastrukturę - mówił finalista Witold Kowalczyk ze start-upu Bohr Technology.

Choć nie wszyscy i nie wszędzie zdają sobie jeszcze sprawę ze znaczenia, jakie dla społeczeństw będą miały technologie.

- Moje oczy jako inwestora otworzyło to, że spotkałem wielu prezesów, w różnym wieku i w różnych krajach, którzy kompletnie nie rozumieli technologii i tego, że zmiana nadchodzi - powiedział Sebastian Kulczyk, absolwent Singularity University.

Global Impact Challenge po raz pierwszy odbył się w Polsce. Do konkursu zgłosiło się ponad 50 start-upów, z których jury wybrało trzydziestkę. Jowita Michalska, przyznaje, że już samo wybranie trzydziestki było dla jury sporym wyzwaniem, ale wyłonienie 10 finalistów było po prostu ogromnie trudne.

- Pomysły były tak znakomite, że mieliśmy olbrzymi problem z wyborem zwycięzców - powiedziała Regina Njima.

Zakres tematów i pomysłów zgłoszonych przez uczestników był niezwykle szeroki. Niektóre pomysły były bardzo proste, jak na przykład detektor przeszkód, który ostrzega niewidomych o schodach, nierównościach terenu, krawężnikach, autorstwa Magdaleny i Łukasza Taraszki z Vibro Viev. Ma on znacznie większy zasięg niż laska, której używają. Były też pomysły na aplikację dla turystów łącząca media społecznościowe, narzędzia do rezerwacji i poszukiwania okazji, zbudowaną na technologii blockchain, jaką przedstawiła Anna Frankowska Nightset. Bogumiła Matuszewska-Wojtyła pokazała aplikację Dr Omnibus, która wspomaga terapię dzieci dotkniętych autyzmem.

Niepełnosprawni, dzieci - byli w tym roku w centrum uwagi. Czy lalka albo pluszak może służyć do poznawania świata? Tak. Jeśli wyposażymy ją w odpowiednie sensory, które będą łączyć się z aplikacją w smartfonie może opowiadać bajki, czytać książki, albo pomagać odrabiać lekcje chemii - przekonywała Marta Czapińska prezentując koncepcję Marleny Plebańskiej Digital Doll.

Paweł Zarzycki przedstawił podobny pomysł - Smart Robots - ale dla dorosłych. W zależności od preferencji może to być pluszak, laleczka albo figurka Johnnego Bravo. Ważne jest, że funkcjonuje jako asystent biura lub domu. Potentaci technologiczni do swoich urządzeń, na przykład smartfonów dołączają już podobne funkcjonalności, mogące "rozmawiać" z właścicielem, lecz Smart Robots są inne.

- Chodzi o empatię ze strony robotów - mówi Paweł Zarzycki.

Aleksandra Przegalińska ze starupu SAFEAI zauważyła, że firmy do kontaktów z klientami, jak na przykład coraz częściej banki, używają chatbotów. Roczne wydatki na instalację chatbotów przekraczają już znacznie miliard dolarów. Ale powstaje pytanie, jakie jest doświadczenie klienta wynikające z kontaktu z chatbotem. Czy chatbot wyposażony w sztuczną inteligencję, jest faktycznie inteligentny? Jej oprogramowanie pozwala to zbadać. Może być też tajnym nadzorcą chatbota, gdyby ten starcił cierpliwość i chciał zwymyślać klienta.

Kim są zwycięzcy? Kamil Adamczyk jest lekarzem, specjalistą neurologii i onkologii. Jednym z najbardziej zabójczych nowotworów, powodujących śmierć w ciągu nieco ponad roku jest złośliwy rak mózgu. Można go zwalczać radioterapią lub chemioterapią. Nie są zbyt skuteczne. Kamil Adamczyk wymyślił implant, który wszczepia się do mózgu, a tam wytwarza on pole elektromagnetyczne. Wprawdzie nie zniszczy ono nowotworu, ale powoduje, że się nie rozrasta. Szanse przeżycia są większe.

Luna Wojciecha Daniło i Marcina Kostrzewy to oprogramowanie, które pozwala pobierać z internetu, gromadzić, analizować, kojarzyć i prezentować dane. Zdaniem autorów zrewolucjonizuje pracę podobnie jak kiedyś zrobił to Excel. W internecie zgromadzonych jest ok. 163 zetabajtów danych. Ile to zetabajt? Trudne do wyobrażenia - to 10 do 21 potęgi, czyli bilion gigabajtów. Z tego nawet najwięksi zbieracze danych wykorzystują zaledwie 1 proc.

- Luna daje ludziom możliwość pracy z danymi - mówił Wojciech Daniło.

Oczywiście Lunę będą wykorzystywali specjaliści, ale nie będzie już tak, że tylko najwięksi posiadacze danych będą mieli do nich dostęp. Każdy będzie mógł zainstalować je na swoim komputerze, a zebranie dostępnych danych z dziedziny interesującej na przykład naukowca zajmie mu najwyżej kilka dni. Oprogramowaniem Polaków z Krakowa zainteresowała się już Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN pod Genewą. Ale prawdopodobnie o wszystkich finalistach Global Impact Challenge wiele jeszcze usłyszymy.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: Start-up

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »