Smutny koniec Tesco w Polsce rozgrywa się na naszych oczach. Ostatni gasi światło?

Jest kwiecień 2015 roku. Po 20 latach pracy w spółce Tesco Polska ze stanowiska prezesa odchodzi Ryszard Tomaszewski. Od tego momentu dla brytyjskiej sieci zaczyna się zjazd po równi pochyłej. Jego smutny finał wydaje się bliski i rozgrywa się na naszych oczach - napisał portal wiadomoscihandlowe.pl

Pierwszą fatalną decyzją było wprowadzenie jesienią 2015 roku centralnych zakupów dla czterech krajów - Czech, Węgier, Polski i Słowacji. Ujednolicona odgórnie oferta sklepów zaczęła się rozjeżdżać z oczekiwaniami konsumentów. W szczytowym momencie, za czasów prezesa Tomaszewskiego, Tesco miało nad Wisłą ponad 450 placówek handlowych różnej wielkości. Teraz pozostało ich zaledwie 322 (119 kompaktowych hipermarketów i 213 supermarketów) i z każdym tygodniem można spodziewać się kolejnych zamknięć. W sumie w latach 2015-2019 liczba zatrudnionych spadła o połowę - z 30 do 15 tys.

Reklama

Centrala w końcu poszła po rozum do głowy

Brytyjczycy popełnili całą litanię mniejszych i większych błędów. Pozwolili na to, żeby zestarzały im się sklepy, są niedoinwestowane, zaniedbane, kiepsko zatowarowane, cierpią na poważne braki kadrowe. Detalista za późno zaczął dywersyfikować portfolio, stawiając sklepy mniejszego formatu.

Ślepo wierzył w to, że hipermarkety się obronią, tymczasem konsumenci pokazali handlowym dinozaurom czerwoną kartkę. Skokowa redukcja liczby placówek zmusiła Tesco do zamknięcia w czerwcu 2019 roku centrum dystrybucji w podpoznańskich Komornikach.

Centrala w końcu poszła po rozum do głowy i zrezygnowano z centralnych zakupów. Kluczowym elementem nowej strategii stało się zmniejszanie powierzchni i asortymentu największych sklepów oraz ograniczenie się do dwóch formatów - supermarketów i kompaktowych hipermarketów. Okrojono zasięg e-sklepu, wycofując się z mniejszych miast. Działania naprawcze i radykalne cięcie kosztów na niewiele się zdają, a polski oddział pozostaje dla Tesco kulą u nogi.

Słabą stroną jest negatywny wizerunek Tesco, jako sieci znajdującej się w trudnej sytuacji rynkowej i finansowej. Poważny problem stanowi znaczne zmniejszenie się skali biznesu grożące utratą konkurencyjności cenowej. Z pewnością nie pomagają też zmiany w prawie, m.in. wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, znaczące podwyższanie płacy minimalnej czy krążące nad rynkiem widmo wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej. Powagi sytuacji dopełniają napięte relacje zarządu sieci ze związkami zawodowymi i wysokie koszty zwolnień grupowych.

Kto przejmie Tesco?

Perspektywa czasowa odzyskania konkurencyjności jest mglista, a ryzyko niepowodzenia duże. Coraz więcej czynników przemawia za wyjściem Tesco z polskiego rynku. Rozstrzygnięcia w tym względzie spodziewane są w ciągu najbliższych miesięcy. Jak ustaliliśmy, w reprezentującym brytyjskie Tesco banku inwestycyjnym Barclays złożone zostały pod koniec ub.r. oferty na zakup spółki Tesco Polska. Wśród podmiotów zainteresowanych taką transakcją są zarówno fundusze inwestycyjne, jak i inwestorzy branżowi.

Oprócz sieci dyskontowych chętnych na przejęcie wybranych lokalizacji Tesco należy upatrywać wśród takich operatorów, jak Kaufland, Auchan (supermarkety), Stokrotka, Carrefour, Delikatesy Centrum, E.Leclerc, Spar czy Lewiatan. Zakupem wybranych hipermarketów mogą być zainteresowane sieci Leroy Merlin, Obi czy Castorama. W gronie przedsiębiorstw handlowych działających na polskim rynku trudno jednak upatrywać inwestora branżowego rozważającego kompleksowe przejęcie biznesu Tesco. Ze względów strategicznych najbardziej zainteresowana lwią częścią aktywów Tesco w naszym kraju mogłaby być sieć Aldi, która jak kania dżdżu potrzebuje zwiększenia skali biznesu w Polsce.

To muzeum Tesco się nazywa

Jeśli ktoś chce przenieść się w czasie o blisko dwie dekady, do początków tego stulecia, powinien pojechać do podwarszawskiego Piastowa. Działa tam hipermarket Tesco, który jest unikalnym chyba w skali europejskiej handlowym dinozaurem. Sklep jest gigantyczny - razem z niewielką galerią handlową (obstawiam, że pierwszej generacji) zajmuje ponad 12 000 mkw., z czego na hipermarket przypada dobrych 9000 mkw. Kiedyś miało to sens, dziś niepotrzebna powierzchnia jest balastem. Po hali sprzedaży hula wiatr, pracowników jak na lekarstwo. Uwijają się jak w ukropie, ale i tak nie są w stanie zapełnić półek towarami. Braki w asortymencie są tak potężne jak w Almie na dwa dni przed upadkiem.

Tyle że Alma miała eleganckie regały, a w Tesco dziury na półkach odsłaniają siermięgę obskurnych, zdezelowanych mebli. Z długich i nieergonomicznych lad chłodniczych płatami odłazi emalia. Idę o zakład, że pamiętają dzień otwarcia sklepu. Raczej nie pracują na przyjaznym dla środowiska czynniku chłodzącym, za to pochłaniają prąd megawatami (swoją drogą rachunek za schłodzenie czy dogrzanie gigantycznego piastowskiego blaszaka też musi boleć). Archaiczna hala sprzedaży z nieosłoniętym, zakurzonym systemem wentylacyjnym odrzuca. Z trudem manewruję leciwym wózkiem z zacinającym się kółkiem pomiędzy labiryntem nierozpakowanych palet z towarem, walającymi się tu i ówdzie kartonowymi i foliowymi opakowaniami zbiorczymi, rozsypaną mąką. Wózek terkocze radośnie i podskakuje na nadgryzionej zębem czasu posadzce, która wygląda tak, jakby nie dało się jej już doczyścić.

Wypisz, wymaluj muzeum handlu wielkopowierzchniowego

Tułam się bezproduktywnie po handlowym gigancie, starając się dostrzec jakąś logikę w rozplanowaniu poszczególnych działów, które nieczytelnie opisano. Dość! Zmierzam do linii kas. Wyglądają jak stanowiska archeologiczne. Z kilkunastu czynne są zaledwie dwie, bo nie ma chętnych do pracy. Szybki rachunek i już wiem, że jestem piętnasty w kolejce. Pół godziny i mogę wyłożyć zakupowy urobek na zacinającą się kilkunastoletnią taśmę. Monochromatyczny ekran komputera przy kasie wprawia mnie w nostalgię, ale jest jeszcze coś - istna truskawka na torcie (wcześniej była wisienką, ale Tomasz Hajto to zmienił) - system plastikowych rur, złączek, rozgałęzień biegnących od stanowisk kasjerskich wysoko pod sufit i znikających gdzieś za ścianą.

To tzw. poczta pneumatyczna - popularna kilkanaście lat temu metoda przesyłania gotówki w specjalnych kapsułach z wykorzystaniem sprężonego powietrza. Od razu przypomniała mi się złota era hipermarketów, gdy Polacy zachłysnęli się wolnym rynkiem i szturmowali handlowe kolosy. Jeszcze tylko asystentki na wrotkach przemierzające halę sprzedaży i mamy komplet - wypisz, wymaluj muzeum handlu wielkopowierzchniowego.

Tesco ma problem. Zestarzały mu się sklepy i bez gigantycznych inwestycji niewiele można z tym zrobić. A może już nie ma sensu nic robić...

Grzegorz Szafraniec

wiadomoscihandlowe.pl
Dowiedz się więcej na temat: Tesco | handel Polska
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »