Reklama

Sprzedajesz "na kreskę"? Zobacz, jak nie dostać mandatu!

Siła tradycji jest ogromna. Kiedyś na zeszyt zazwyczaj kupowało się w małych wiejskich sklepikach. Obecnie sprzedaż taką prowadzą sklepiki osiedlowe, hurtownie, a nawet i zakłady usługowe. Choćby warsztaty samochodowe. Samochód się zepsuł, do wypłaty daleko, a do pracy jakoś trzeba dojeżdżać. Kto nie daje na kreskę, ten traci klientów. Prawo rynku. Przedsiębiorca sprzedając w ten sposób może się jednak zabezpieczyć przed ewentualnym brakiem spłaty zadłużenia. Wystarczy trochę rozsądku i znajomości przepisów.

Należy przede wszystkim zaewidencjonować na kasie fiskalnej sprzedaż, wpisać dłużnika do przeznaczonego na ten cel zeszytu, ujmując datę zakupu, termin zapłaty, imię i nazwisko dłużnika i jego podpis.

To już może stanowić dowód w sądzie i ułatwić dochodzenie swoich należności. Droga do pomyślnego zakończenia sprawy nie jest prosta, ale możliwa do zrealizowania i w tym przypadku taki "zeszyt" odpowiednio prowadzony jest właściwie jedynym dowodem potwierdzającym transakcję. Trzeba jednak pamiętać jeszcze o kilku innych sprawach.

Czy to w ogóle jest legalne?

Tak, jeśli chodzi o towar inny niż alkohol. Bowiem w tym przypadku można narazić się na grzywnę i stracić koncesję.

Reklama

Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, organ wydający zezwolenie na sprzedaż alkoholi cofa je w przypadku sprzedawania i podawaniu wyrobów alkoholowych osobom nieletnim, nietrzeźwym, na kredyt lub pod zastaw.

Jak się można domyślać, większość sprzedaży "na kreskę" dotyczy właśnie wyrobów wyskokowych.

Co prawda trudno jest przedsiębiorcy udowodnić taką sprzedaż, jednak zagrożenie jest i należy się podwójnie zastanowić zanim rozpocznie się taki proceder. Mały sklepik osiedlowy bez możliwości sprzedaży alkoholi praktycznie nie ma szansy na utrzymanie się na rynku. Ryzyko więc jest duże.

Co na to urząd skarbowy?

Cała sprawa sprowadza się do tego, czy sprzedawca zaewidencjonuje kredytowany produkt przy pomocy kasy fiskalnej, czy też nie. Ustawa o VAT wskazuje, iż obowiązek podatkowy powstaje w tym przypadku z chwilą wydania towaru, a nie z chwilą dokonania zapłaty za towar.

Stosowanie praktyki ewidencjonowania sprzedaży w kasie rejestrującej dopiero w momencie dokonania zapłaty przez kupującego jest zatem postępowaniem nieprawidłowym i jest to wykroczenie skarbowe, za które grozi grzywna.

Większość spraw o wykroczenia skarbowe jest załatwiana w tzw. postępowaniach mandatowych. Sprawca może być w tym trybie ukarany, jeżeli zgodnie z kodeksem karnym skarbowym jego wina nie budzi wątpliwości, okoliczności popełnionego przez niego czynu są jasne, a on sam zgodził się przyjąć mandat karny.

Mandatem karnym może być nałożona grzywna nieprzekraczająca podwójnej wysokości minimalnego wynagrodzenia (w 2011 r. mandat karny może maksymalnie wynieść 2772 zł).

Sprzedawca powinien więc nabić towar na kasę, zapłacić za kredytowanego i później tylko domagać się zwrotu należności. Nikt nie powinien ingerować w taką praktykę, bo sprzedaż na kreskę jest umową właściciela sklepu z klientem, tym samym całe ryzyko transakcji spoczywa na właścicielu. Ale takie są prawa rynku.

Kancelaria Prawna Skarbiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »