Spis treści:
- Pełne magazyny w USA
- Rynek wielkiej nierównowagi
- Scenariusz panicznego wzrostu cen
- Mocne strony metali szlachetnych
- Srebro ciągle deficytowe
- Srebro w pogoni za złotem
- Na amerykańskiej giełdzie Comex cena uncji srebra w kontraktach terminowych przekraczała w tych dniach 93 dolary. W Szanghaju, gdzie inwestorzy bardziej zainteresowani są metalami w formie fizycznej, srebro osiągało pułap 105 dolarów.
- Na giełdzie w Nowym Jorku fizycznego srebra jest cztery razy mniej niż wynika to z kontraktów. Innymi słowy, inwestorzy obracają metalem, który w przeważającej części nie istnieje.
- Wskaźnik gold-silver ratio przed weekendem spadł do 51, co oznacza, że za uncję złota można kupić 51 uncji srebra. Tym samym, po raz pierwszy od dawna srebro przestało być niedoszacowane względem "bogatszego brata".
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Na rynkach surowcowych wyjątkowo udany początek roku mają metale szlachetne. Srebro i złoto bez trudu wspięły się na absolutnie najwyższe poziomy cenowe w historii. Uncja srebra na nowojorskiej giełdzie Comex przekraczała granicę 93 dolarów, co oznacza, że tylko przez pierwsze dwa tygodnie stycznia podrożała o ponad 25 proc. Rok temu "księżycowy metal" był prawie trzy razy tańszy.
Uncja złota od początku roku zyskała na wartości "zaledwie" 6-7 proc. i potrafiła utrzymywać się ponad linią 4 600 dolarów. Oba kruszce w ostatnich dniach osiągają najwyższe notowania także na rynku polskim - srebro pokonało granicę 330 zł za uncję, a złoto jest wyceniane na około 16 700 zł.
Pełne magazyny w USA
Wielki skok ceny srebra w drugim tygodniu stycznia ma swoją wyraźną przyczynę. Globalni inwestorzy musieli zmierzyć się z pogłosami o szykowanych przez Biały Dom cłach na metale strategiczne, do których zaliczane jest srebro. W odruchu obronnym metal masowo kierowany był do amerykańskich magazynów. To zwiększało niedobory w innych regionach świata i sprowokowało wyścig cen.
To nie przypadek, że kilka dni temu uncja srebra na giełdzie w Szanghaju kosztowała ponad 105 dolarów. Ta cenowa przewaga rynku chińskiego nad giełdami nowojorską i londyńską to efekt dużego deficytu srebra w postaci fizycznej. Tradycyjnie inwestorzy w Szanghaju bardziej są zainteresowani srebrem w sztabkach niż handlujący na giełdzie Comex, gdzie przedmiotem obrotu najczęściej są kontrakty terminowe z możliwością rozliczenia gotówkowego na życzenie nabywcy.
Styczniowy spread cenowy między giełdami jest wyjątkowo wysoki. Do tej pory już przy różnicy na poziomie około 2 proc. do akcji wkraczali arbitrażyści, szybko kupujący tam, gdzie taniej i natychmiast sprzedający tam, gdzie drożej. To, że w tej chwili takie praktyki są dużo rzadsze wynika z faktu, że duża część inwestorów chce być posiadaczami fizycznego, a nie "papierowego" srebra.
Rynek wielkiej nierównowagi
Tuż przed weekendem prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że "raczej nie przewiduje wprowadzania ceł na metale strategiczne". Choć formuła "raczej" wiele nie wyjaśnia, to przyczyniła się ona do spadku ceny uncji srebra poniżej 90 dolarów, a także do cofnięcia się złota do 4 600 dolarów.
Wiele wskazuje na to, że rynek srebra długo jeszcze będzie w stanie nierównowagi. Szybki ruch cen w górę powoduje coraz większe problemy z fizyczną dostawą surowca, co wymusiło chociażby na US Mint - kluczowej firmie amerykańskiego rynku numizmatów - czasowe zawieszenie obrotu monetami.
Wiadomo, że na giełdzie Comex fizycznego srebra jest cztery razy mniej niż wynika to z kontraktów. Innymi słowy, inwestorzy obracają srebrem, które w przeważającej części nie istnieje. Im większa różnica między ilością "papierowego" srebra (kontrakty terminowe, certyfikaty), a faktycznymi zasobami w magazynach, tym większe zagrożenie dla stabilności całego systemu.
Scenariusz panicznego wzrostu cen
Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której inwestorzy masowo zaczną żądać fizycznej dostawy, a giełda nie sprosta tym oczekiwaniom, to grozi to chaotyczną korektę na rynku instrumentów pochodnych i skokowym wzrostem cen metali. Wielu inwestorów zakłada też, że może wystąpić tzw. silver squeeze - scenariusz, w którym banki inwestycyjne zostałyby zmuszone do zamknięcia krótkich pozycji, co w konsekwencji postawiłoby je przed koniecznością odkupowania srebra praktycznie po każdej cenie.
Analitycy ostrzegają, że niezaspokojony popyt inwestorów na sztabki srebra może wywołać efekt domina. Skończy się wówczas równowaga między instrumentami pochodnymi, a fizycznymi zasobami metalu. W takiej sytuacji cena uncji srebra szybko może przełamać próg 100 dolarów, a potem zmierzać w stronę nawet 200 dolarów.
Mocne strony metali szlachetnych
Do najnowszego skoku cen srebra i złota przyczynia się osłabiony dolar, który zwiększa atrakcyjność surowców wycenianych w walucie Amerykanów. Dolar w minionym roku został zepchnięty do defensywy i stracił na wartości około 13 proc. W miarę jak kolejne gospodarki zadłużają się, a siła dolara maleje w długim terminie, inwestorzy zwracają się ku twardym aktywom, których nie da się "wydrukować".
Notowaniom metali szlachetnych sprzyjają także oczekiwania inwestorów, że Rezerwa Federalna będzie w tym roku obniżała stopy procentowe, choć zapewne dopiero za kilka miesięcy. Inflacja konsumencka utrzymuje się bowiem na względnie wysokim poziomie 2,7 proc. i ciągle jest powyżej 2-procentowego celu Fed.
Duże wpływ na wzrost cen kruszców mają napięcia między Białym Domem a amerykańskim bankiem centralnym. Jerome Powell, prezes Fed, ma zeznawać w sprawie kosztów remontu zabytkowego budynku Rezerwy Federalnej. Departament Sprawiedliwości doszukuje się w tym przedsięwzięciu nieprawidłowości finansowych.
Liczni komentatorzy przypuszczają, że zarzut popełnienia przestępstwa przez Powella można rozpatrywać w kontekście zbliżającego się posiedzenia Federalne Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku w sprawie stóp procentowych. Jak wiadomo, prezydent Donald Trump jest zdania, że Rezerwa Federalna powinna ciąć stopy szybciej i mocniej i od dawna "grilluje" prezesa banku centralnego.
Analitycy wymieniają jeszcze kilka innych powodów gwałtownego wzrostu cen złota i srebra. Rynki czekają na decyzję Sądu Najwyższego USA w sprawie ceł wprowadzonych przez prezydenta Donalda Trumpa. Negatywne orzeczenie mogłoby podważyć fundamenty jego polityki gospodarczej. Rosną także napięcia geopolityczne związane z porwaniem dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro czy z możliwym przejęciem Grenlandii przez USA.
Duże znacznie mają największe od 1979 roku niepokoje społeczne w Iranie. Narasta bunt przeciwko rządom ajatollahów. Protesty są krwawo tłumione (zginęło już ponad 2 tysiące osób) i jeśli dojdzie do interwencji zbrojnej Stanów Zjednoczonych, to prawdopodobnie rozpocznie się kolejna wojna na roponośnym Bliskim Wschodzie. Pojawiłoby się wówczas ryzyko wzrostu cen paliw, a w ślad za tym inflacji cenowej.
Srebro ciągle deficytowe
Srebro jest metalem nie tylko szlachetnym i inwestycyjnym, ale także przemysłowym. Popyt ze strony gospodarki jest coraz większy, a możliwości zwiększenia produkcji tego metalu bardzo ograniczone. Głównie dlatego, że srebro w kopalniach jest wydobywane niejako "przy okazji", razem z rudami miedzi, ołowiu i cynku. Do wzrostu cen srebra bardzo przyczyniają się także Chiny, które wprowadziły właśnie ograniczenia w eksporcie tego strategicznego surowca.
Analitycy Citi zakładają, że do końca pierwszego kwartału 2026 roku cena srebra wzrośnie do 100 dolarów za uncję. Ich zdaniem, przyczynią się do tego narastające napięcia geopolityczne, utrzymujące się niedobory na rynku metali oraz rosnąca niepewność co do niezależności Rezerwy Federalnej.
Ceny 100 dolarów za uncję spodziewa się także Goldman Sachs. Jednak eksperci banku nie wykluczają, że dobry trend dla srebra wkrótce może się odwrócić. "Amerykańskie cła na srebro są mało prawdopodobne. Istnieje ryzyko spadku ceny, jeśli srebro teraz przechowywane w amerykańskich skarbcach wróci do Londynu, a globalna płynność ustabilizuje się" - czytamy w raporcie Goldman Sachs. Jeśli ten scenariusz się spełni, to popyt na fizyczne dostawy sztabek na rynku Comex spadnie, podobnie jak stawki leasingu metalu w Nowym Jorku i Londynie.
Do podobnych wniosków dochodzą ekonomiści Citi. W ich skrajnym scenariuszu odpływ zapasów srebra z USA mógłby doprowadzić do nagłego załamania cen, które dotyczyłoby także innych metali szlachetnych. Jednocześnie Citi podkreśla, że ten spadek kursu byłby okazją zakupową, a nie końcem trendu.
Srebro w pogoni za złotem
Niektórzy analitycy są zdania, że notowania złota i srebra lokują się w tej chwili powyżej ich wartości fundamentalnej. Jak twierdzą, na rynek metali szlachetnych napływa tak dużo pieniędzy, że ceny rosną w sposób niekontrolowany, a to może skończyć się krachem. Przypominają, że rynek srebra nie jest wolny od korekt, czego przykładem był gwałtowny, choć krótkoterminowy spadek ceny metalu w ostatnim tygodniu 2025 roku.
Ci którzy polemizują z tezą, że srebro jest przewartościowane argumentują, że jest ono bardzo drogie nominalnie, ale ciągle tanie w ujęciu realnym. W 1980 roku cena uncji "księżycowego metalu" osiągnęła szczyt na poziomie 50 dolarów. Jeśli uwzględnić skumulowaną inflację w USA przez ostatnie niemal 46 lat, to odpowiednikiem tamtego rekordu 50-dolarowego byłaby dzisiaj cena 200 dolarów za uncję.
Kluczowy dla określenia rynkowej pozycji metalu jest wskaźnik gold-silver ratio. Pokazuje ile uncji srebra trzeba przeznaczyć na kupienie jednej uncji złota. Oblicza się go dzieląc cenę rynkową złota przez cenę srebra. Im wyższa proporcja, tym bardziej niedowartościowane jest srebro lub przewartościowane złoto.
Jeszcze niedawno gold-silver ratio przekraczał poziom 80, ale przed weekendem spadł do 51. To oznacza, że po raz pierwszy od dawna nie można powiedzieć, że srebro jest niedoszacowane, gdyż wskaźnik znalazł się poniżej wartości 70. Z kolei gdyby spadł poniżej 40, to uznano by, że niedowartościowane jest złoto.
Jacek Brzeski










