Reklama

Evergrande. Przeceny na giełdach z chińskim deweloperem w tle

Fala spadków przetoczyła się wczoraj przez giełdy w USA i Europie. W Nowym Jorku kluczowe wskaźniki spadły o mniej więcej 2 proc., a S&P500 miał najgorszą sesję od siedmiu miesięcy. DAX we Frankfurcie i CAC w Paryżu też cofnęły o około 2 proc., a WIG20 w Warszawie o ponad 2,5 proc. Inwestorom powodów do obaw dostarcza wielka chińska spółka deweloperska Evergrande, która znalazła się na krawędzi bankructwa. Niektórzy inwestorzy doszukują się analogii z upadkiem Lehman Brothers w 2008 roku.

Akcje Evergrande są notowane na giełdzie w Hongkongu. Tamtejszy indeks Hang Seng jest teraz na najniższym poziomie od blisko roku, a walory Evergrande tylko przez ostatnie trzy miesiące potaniały o 80 proc.

Evergrande to 122. pod względem wielkości firma na świecie i jeden z największych w Chinach deweloperów. Spółka ma bardzo poważne problemy finansowe. Dług przedsiębiorstwa jest monstrualny i sięgają 305 miliardów dolarów, co stanowi równowartość 2 proc. chińskiego PKB.

Zbyt duży, by mógł upaść?

Evergrande od dwóch tygodni ostrzega, że może nie być w stanie obsługiwać swoich zobowiązań. Test wypłacalności dewelopera nastąpi w najbliższy czwartek, gdyż spółka musi spłacić 83,5 miliona dolarów odsetek od obligacji. W następnym tygodniu mija termin wypłaty kolejnej kwoty - 47,5 miliona dolarów.

Reklama

W sytuacji, gdy Evergrande ma gigantyczny problem z regulowaniem zobowiązań wobec obligatariuszy, inwestorzy coraz bardziej obawiają się, że firma całkowicie utraciła płynność. Przywoływane są analogie z upadkiem Lehman Brothers, który kilkanaście lat temu zapoczątkował światowy kryzys finansowy. Władze w Pekinie nadal nie ujawniają, czy uważają spółkę Evergrande za "zbyt dużą, by mogła upaść".

Pojawiają się spekulacje, że Pekin będzie chciał pomóc nie konkretnej spółce deweloperskiej, a raczej bankom i obywatelom. Ekonomiści obawiają się, że kontrolowane przez władze bankructwo Evergrande mogłoby szybko zmienić w niekontrolowane, w przypadku braku błyskawicznego wsparcia dla innych zagrożonych podmiotów.

Ewentualna niewypłacalność mieszkaniowego giganta może pociągnąć za sobą plajty w całym chińskim sektorze deweloperskim, który opiera się o rolowanie pożyczek z banków i z rynku kapitałowego. Fala finansowego tsunami mogłaby wylać się daleko poza granice Państwa Środka. Bankructwo Evergrande to potencjalny początek kryzysu branży nieruchomości, a nawet krachu gospodarczego w całej Azji. Ostrzegają przed tym m.in. Goldman Sachs i JP Morgan. W tych dniach agencja S&P Global Ratings obniżyła notę kredytową Evergrande do jednego z najniższych poziomów (CC).

Ratunkiem dla firmy byłaby restrukturyzacja całego długu o wartości 305 miliardów dolarów. To jednak będzie oznaczać spore straty dla wierzycieli, którymi są nie tylko lokalne instytucje chińskie, ale i też zachodnie banki inwestycyjne.

Anatomia kryzysu

Evergrande zatrudnia prawie 200 tysięcy pracowników, a pośrednio z firmą powiązane są niemal 4 miliony ludzi. Liczba zaangażowanych inwestorów jest wyliczana na około 70 tysięcy, w tym kilkaset banków oraz parabanków. Spółka buduje w tej chwili ponad milion mieszkań i domów oraz zarządza 2800 osiedlami w 310 miastach. Oprócz tego prowadzi biznes w sektorach: samochodów elektrycznych, opieki zdrowotnej, produktów konsumenckich, produkcji wideo i telewizyjnej.

Grupa Evergrande specjalizuje się w budowie tanich mieszkań dla chińskiej klasy średniej. Deweloper oferował klientom konkurencyjne ceny oraz spore rabaty i głównie to miało wpędzić firmę w kłopoty. Tak jak w wielu innych krajach, w Chinach klienci banków mają teraz łatwy dostęp do taniego kredytu. W efekcie notowany jest wzrost działalności spekulacyjnej polegającej na kupowaniu mieszkań w celach inwestycyjnych. Z ostrożnych szacunków wynika, że 18 proc. chińskiego PKB jest powiązane z sektorem deweloperskim. Inne oceny mówią, że może to być nawet ponad 25 proc.

Evergrande korzysta z ogromnego lewara finansowego, jednak ostatnie działania regulacyjne chińskiego rządu spowodowały, że spółka nie jest w stanie nadal się zadłużać. Dodatkowo firma pozbywa się części aktywów i w ten sposób zmniejsza swoją zdolność kredytową. Fitch ocenia, że w samym tylko wrześniu Evergrande musi spłacić odsetki obligacyjne na poziomie 129 milionów dolarów, a 850 milionów dolarów do końca tego roku. Natomiast do końca 2022 roku spółka będzie musiała wykupić obligacje warte 7,4 miliarda dolarów.

Kredyty i obligacje to "jedynie" jedna czwarta kwoty długu przekraczającego 300 miliardów dolarów. Reszta to głównie zobowiązania względem dostawców oraz podwykonawców. Nic więc dziwnego, że w zeszłym tygodniu w społecznym proteście przed siedzibą Evergrande Group udział wzięło wielu podwykonawców, którym firma nie zapłaciła należnych wynagrodzeń. Niezadowolenie wyrażali też inwestorzy, dla których upadek dewelopera oznaczałby utratę znacznych pieniędzy.

Czerwone linie

Evergrande nadal znajduje się poza dwoma "czerwonymi liniami" zarysowanymi przez władze w Pekinie. Po pierwsze, zobowiązania stanowią ponad 83 proc. aktywów, a powinny mieścić się w 70 procentach. Po drugie, krótkoterminowy dług oprocentowany nie powinien być większy niż dostępne środki pieniężne, a przekracza ten limit trzykrotnie.

Sama spółka twierdziła wcześniej, że zredukowała dług netto do poziomu mniejszego niż kapitały własne, ale nie jest to takie pewne. Prawdopodobnie zastosowano "kreatywną księgowość". Wygląda na to, że wzięto pod uwagę jedynie zadłużenia względem kredytodawców i nabywców obligacji, a nie kontrahentów posiadających papiery komercyjne wyemitowane przez Evergrande. Niektórzy kontrahenci, nie mogąc doczekać się pieniędzy, wstrzymują pracę. Z kolei władze lokalne zamrażają środki na kontach Evergrande z powodu zaległości, a niekiedy zatrzymują budowy. W dodatku, banki coraz mniej chętnie rolują kredyty.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »