Reklama

G7 zapowiada utrzymanie wsparcia fiskalnego

Miniony tydzień przyniósł silną przecenę euro i pokaźne spadki cen wybranych surowców. Gdyby nie końcówka piątkowej sesji na Wall Street, upłynąłby także pod znakiem silnej wyprzedaży na rynku akcji. Inwestorzy anemicznie reagowali na dobre dane z pierwszej połowy tygodnia, zaś w drugiej wątpliwości dotyczące ożywienia na rynku pracy w USA zaowocowały gwałtowanymi ruchami i ewidentną paniką niektórych inwestorów. Czy relatywnie spokojny kalendarz na ten tydzień będzie w stanie zmienić sytuację na rynku?

Największy ruch był udziałem notowań euro. Wydawało się, iż wygaszenie oczekiwań na podwyżki stóp w USA sprawi, iż druga fala impulsu w ruchu spadkowym na EURUSD nie będzie tak dynamiczna jak pierwsza. Jednak powrót "czynnika strachu", czyli odpływ kapitałów do jena i dolara przy tracących rynkach pro cyklicznych (akcje, surowce przemysłowe, waluty wschodzące) przyczynił się do bardzo silnego osłabienia wspólnej waluty, dodatkowo pogłębionego przez psychologiczny efekt greckich problemów fiskalnych. Pod koniec ubiegłego tygodnia para EURUSD pokonała dwa istotne wsparcia - poziom 1,3743 (opór z marca i maja, wsparcie z czerwca) oraz 1,3650 (równość fal impulsu z falą pierwszą). To oznacza, że celem rynku może być poziom 1,3417 - lokalny dołek z maja oraz 61,8% zniesienia wzrostów z okresu październik 2008 - listopad 2009. Należy jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, powrót czynnika strachu oznacza zwiększoną zależność z rynkami akcji. Po drugie, czynnik grecki wydaje się być już więcej niż w pełni zdyskontowany w cenach (podczas szczytu G7 kanadyjski minister finansów trzeźwo zauważył, iż Grecja jest zbyt małą gospodarką, aby stworzyć systemowy problem na skalę światową). Istotną zmianę sytuacji mieliśmy też na parze EURJPY, gdzie wyraźne pokonanie wsparcia 124,30 otworzyło drogę do dużych spadków (nawet do 112,15).

Zobacz wykres

Rynki akcji rozpoczęły miniony tydzień dobrze, m.in. dzięki świetnemu odczytowi wskaźnika aktywności ISM (58 pkt. - najwięcej od sierpnia 2004). Reakcje na pozytywne doniesienia były jednak umiarkowane, a wystarczył słabszy odczyt tygodniowych danych z rynku pracy, aby na rynku zaczęły rządzić emocje. Prawdopodobnie część inwestorów, którzy wstrzymywali się z realizacją zysków, postanowiła realizować długie pozycje w akcjach i w piątek notowania kontraktów na S&P500 obniżyły się nawet do 1040 pkt., choć cały tydzień uratowała fala zakupów przed zamknięciem sesji na Wall Street - być może oznaka, iż przy tych poziomach są już na rynku spore pieniądze inwestorów, chcących odnowić długie pozycje po bardzo dobrym przecież sezonie wyników w USA. Takie zakończenie piątkowego handlu pozwoliło naszkicować na wykresie dziennym formację młota z długim dolnym cieniem, mogącą zapowiadać przynajmniej czasowe odwrócenie. Brak wyraźnego odbicia na dzisiejszej sesji azjatyckiej stawia jednak taki scenariusz pod znakiem zapytania.

Zobacz wykres

Reklama

Relatywnie niewielki wpływ na rynek miały styczniowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Spadek zatrudnienia wyniósł 20 tys. etatów, podczas gdy rynek liczył na niewielki wzrost. Z drugiej strony stopa bezrobocia obniżyła się do 9,7% i jest to trzeci kolejny spadek (z najwyższego poziomu 10,15% w październiku) sugerujący powolną poprawę sytuacji. Figury te pochodzą jednak z dwóch oddzielnych badań, a rynek reaguje w pierwszym stopniu na zmiany zatrudnienia. Może się jednak okazać, iż obydwa badania pokazują pomyślne rezultaty. Warto odnotować, iż wraz z publikacją danych za styczeń zrewidowane zostały dane za cały poprzedni rok. Zgodnie z oczekiwaniami była to rewizja w dół (za wyjątkiem listopada), a różnice były dość znaczne. Z tej perspektywy spadek zatrudnienia o 20 tys. może już wyglądać jak wyraźna poprawa i nie kłócić się ze spadkiem stopy bezrobocia.

Zobacz wykres

Sprzedającym udało się w końcu odnieść sukces także na rynku ropy, gdzie kupujący długo bronili się na wsparciu 70,88 USD za baryłkę Brenta. Piątkowe ruchy na EURUSD i rynkach akcji to było jednak zbyt wiele i ostatecznie okazało się, iż spadająca gwiazda z 3 lutego miała poważne konsekwencje. Teoretyczny zasięg spadków na ropie to 64 USD, choć należy pamiętać, iż notowania niemal na pewno śledzić będą ruchy na EURUSD i S&P500.

Zobacz wykres

Bieżący tydzień rozpoczął się od podsumowania szczytu G7 w Kanadzie. Globalni liderzy podkreślili, iż na obecnym etapie nie rozważają wycofania się z ekspansywnej polityki fiskalnej. W połączeniu z podejściem największych banków centralnych oznacza to, iż ryzyka będą leżeć raczej po stronie przegrzania gospodarek niż powrotu do recesji. Innym wnioskiem ze szczytu jest ogólna zgoda ministrów finansów siódemki co do idei opodatkowania instytucji finansowych w spójny sposób, tak aby w większym stopniu uczestniczyły one w pokryciu kosztów kryzysu. Tak więc, o ile pierwsza wiadomość jest dla rynków dobra, druga już niekoniecznie. Reakcja rynków na G7 jest sceptyczna - zarówno na rynkach akcji, jak i EURUSD początek tygodnia przynosi lekkie spadki. We wczesnym handlu tarci też złoty, który do tej pory nieźle bronił się przed dekoniunkturą na światowych rynkach.

Z danych makroekonomicznych teoretycznie najważniejsze są czwartkowe dane o sprzedaży detalicznej w USA. Ta publikacja powinna wnieść sporo do dyskusji odnośnie ewentualnego słabnięcia ożywienia gospodarczego. Z drugiej strony jednocześnie opublikowane będą tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, które zwłaszcza po ostatniej publikacji będą miały istotny wpływ na ocenę sytuacji na rynku pracy. Jeśli chodzi o dane z USA, to czekają nas również publikacje bilansu handlowego (środa) oraz indeksu nastrojów gospodarstw domowych (piątek). Ich wpływ na rynek będzie jednak najprawdopodobniej drugorzędny. Ważniejsze będą natomiast dane z Chin: bilans handlowy (opublikowany podczas środowej sesji azjatyckiej) i wskaźniki cen (czwartek). Szczególnie wyższy od oczekiwań wzrost cen mógłby okazać się niekorzystny dla rynków surowcowych i rynków akcji, a w przypadku dużego zaskoczenia korzystny dla jena i dolara. Z istotnych danych mamy ponadto produkcję przemysłową w Wielkiej Brytanii (środa), zatrudnienie w Australii (czwartkowa sesja azjatycka) i pierwszy szacunek niemieckiego PKB za miniony kwartał.

Nie bez znaczenia będzie z pewnością środowe wystąpienia szefa Fed w Kongresie. Ben Bernanke będzie tłumaczył kongresmanom metody wygaszania programów płynnościowych. Jeśli powie coś więcej niż jest zawarte w komunikacie, wpływ na rynek może być duży. Inwestorzy na EURUSD mogą spróbować wykorzystać to wystąpienie do zrealizowania części zysków z umocnienia dolara.

Z kolei dla notowań funta niebagatelne znaczenie będzie miała publikacja raportu o inflacji, w połączeniu z wystąpieniem szefa Banku Anglii (środa). Notowania pary GBPUSD znalazły się najniżej od maja zeszłego roku, a świeży dołek dziś rano (1,5532), przy stosunkowo stabilnym EURUSD sugeruje, iż przełamanie wsparcia 1,57 będzie dodatkowym obciążeniem dla funta.

Przemysław Kwiecień

Główny Ekonomista

X-Trade Brokers Dom Maklerski S.A.

Dowiedz się więcej na temat: notowania | USA | inwestorzy | G7 (G8)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »