Reklama

GPW dobrze rozpoczęła rok. Lęk i chciwość na Wall Street

W ostatnich tygodniach nastroje na GPW w Warszawie są lepsze niż na Wall Street. Wczoraj kluczowe polskie indeksy wzrosły o około 2 proc. - najbardziej w Europie. W Nowym Jorku też zanotowano wzrosty, jednak wskaźniki C/Z amerykańskich spółek są już niezwykle wysokie. Dużo niższe mamy na GPW i to stawia polską giełdę w lepszym położeniu. Goldman Sachs i JPMorgan prognozują, że 2022 rok będzie bardziej udany dla giełd rynków wschodzących niż rozwiniętych.

W drugiej połowie zeszłego tygodnia na Wall Street zanotowano duże spadki głównych indeksów. Inwestorów zaskoczył wniosek zawarty w protokole z ostatniego posiedzenia Fed, że podwyżki stóp procentowych w USA mogą być konieczne przed osiągnięciem maksymalnego zatrudnienia w gospodarce. Piotr Kuczyński w komentarzu dla iWealth, przypomina, że z "kropkowego" wykresu poglądów członków Fed wynika, że podnoszenie stóp rozpocznie się już w tym półroczu, a w całym roku stopy wzrosną o 75 punktów bazowych.

Przewaga GPW nad Wall Street

Miniony rok był dla wielu giełd oraz dla akcji niezwykle udany. Na Wall Street indeks S&P500 zyskał 27 proc., niemiecki DAX poszedł w górę o 16 proc., a nasz WIG20 wzrósł o 14 proc. (po trzech latach spadków). Polskie mniejsze spółki zachowały się zdecydowanie lepiej - mWIG40 poprawił się o 33 proc, a sWIG80 zyskał 25 proc.

Reklama

Warszawska giełda nadal jest w koszyku rynków rozwijających się, a jego zbiorczy indeks zachowywał się w 2021 roku słabo i stracił kilka procent. Szkodziło mu przede wszystkim umocnienie dolara. Z tego wniosek, że GPW wcale nie była tak bardzo słaba, zwłaszcza na tle innych rynków wschodzących.

Akcje w USA i na wielu innych giełdach są bardzo przewartościowane. Wskaźnik cena do zysku (C/Z) za ostatnie 12 miesięcy dla indeksu S&P500 jest na poziomie około 29, podczas gdy za racjonalny uznany byłby wynik w okolicach 17. Wskaźnik Roberta Shillera, czyli C/Z uwzględniający inflację, szybko dąży do poziomu sprzed krachu w 2000 roku. Dla porównania, w Polsce WIG20 ma C/Z w okolicach 12, co oznacza, że jest bardzo tani.

Mnożą się prognozy mówiące o załamaniu rynku i krachu w Stanach Zjednoczonych. Jednym z ostrzeżeń jest wysokość kredytu zaciągniętego na kupno akcji. Doszedł on do poziomu, po którym rozpoczynały się duże korekty w 2000 i 2008 roku. Piotr Kuczyński w komentarzu dla iWealth ocenia, że ryzyko inwestowania w akcje na Wall Street jest bardzo duże i w dowolnej chwili może się pojawić chęć zrealizowania zysków. Wówczas prawdopodobny jest spadek indeksów o 20 proc., a taki regres jest uznawany za początek rynku niedźwiedzia, czyli bessy.

Chciwość i lęk

Piotr Kuczyński zaznacza jednak, że nie jest łatwo przewidzieć kiedy zacznie się załamanie. Jest bowiem wielu nowych inwestorów indywidualnych, którzy wierzą, że "drzewa rosną do nieba" i że indeksy będą szły w górę w nieskończoność. Takie są bowiem ich doświadczenia. Co ciekawe, niektóre poważne fundusze inwestycyjne zachowują się w ten sam sposób.

- Często powtarzam, że nie ma analityka, który potrafiłby przewidzieć jak wysoko hossa zostanie wywindowana przez ludzką chciwość, ani jak głęboka może być bessa spowodowana przez ludzki strach - komentuje Piotr Kuczyński. Dodaje, że spadki mogą pojawić się, gdy inwestorów coś śmiertelnie wystraszy. Mogłaby to być potężna inflacja zmuszająca banki centralne do działania, wyjątkowo groźna odmiana koronawirusa lub inny tak zwany "czarny łabędź", czyli wydarzenie kompletnie nieoczekiwane, ale drastycznie zmieniające nastroje.

Generalnie Piotr Kuczyński spodziewa się dużej korekty na giełdach w 2022 roku, po której rynek akcji będzie kontynuował zwyżki. Niekoniecznie jednak tak duże, by cały rok zakończył się na plusie.

Rajd świętego Mikołaja

Przełom grudnia i stycznia jest udany dla warszawskich indeksów giełdowych. Można mówić o efektownym rajdzie świętego Mikołaja. Wczoraj WIG20 poszedł w górę o ponad 2 proc., WIG zyskał prawie 2 proc., a GPW nie miała sobie równych w całej Europie. Wtorkowe wzrosty to prawdopodobnie efekt przedstawienia przez rząd tarczy inflacyjnej 2.0. Inwestorzy zakładają, że obniżka VAT na paliwa i produkty spożywcze przełoży się na wzrost popytu.

Dzień wcześniej, w poniedziałek 10 stycznia WIG20 w końcówce notowań spadł pod kreskę, co było spowodowane wyjątkowo słabym otwarciem sesji w Nowym Jorku. Gdyby WIG20 utrzymał się przedwczoraj na plusie, to po wczorajszych notowaniach mielibyśmy rekord - 12 kolejnych sesji zakończonych wzrostem. Byłby to najlepszy wynik do 28 lat, gdyż poprzednia seria 11 wzrostowych sesji z rzędu skończyła się 1 marca 1994 roku (wtedy notowania na GPW odbywały się tylko trzy razy w tygodniu).

Analitycy Goldman Sachs i JPMorgan przewidują, że ten rok może być dużo lepszy dla giełd rynków wschodzących niż rozwiniętych, bo popandemiczny rozwój pomoże przede wszystkim krajom z tego pierwszego koszyka. Jednak Piotr Kuczyński w komentarzu dla iWealth nie do końca zgadza się z tą prognozą. Jego zdaniem, choć WIG20 ma C/Z na poziomie 12, a polskie dane makroekonomiczne są bardzo dobre, to te korzystne okoliczności wcale nie muszą zapewnić wzrostu naszym indeksom giełdowym. Liczne fundusze zagraniczne omijają GPW. Kierują się wiadomościami i artykułami w Bloombergu, Reutersie i "Wall Street Journal", które utwierdzają ich w przekonaniu, że w Polsce źle się dzieje.

Giełda i polityka

Piotr Kuczyński podkreśla, że w opinii zagranicznych komentatorów polskim problem nie są kwestia ekonomiczne, bo nasza gospodarka jest w bardzo dobrym stanie. Problemem są napięcia polityczne, zwłaszcza spory rządu w Warszawie z instytucjami Unii Europejskiej. Poza tym w WIG20 jest stanowczo zbyt dużo spółek, którymi zarządza państwo, a tego fundusze nie lubią.

Nie zmienia to sytuacji, w której może nas dosięgnąć tak zwana "fala śmieciowa", kiedy to kapitały szukają rynków, które jeszcze nie urosły i lokują na nich część funduszy. A na GPW nie są potrzebne potężne kapitały, żeby doprowadzić do hossy. Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, poprawa nastawienia do polskich akcji może nastąpić po ewentualnych przyspieszonych wyborach parlamentarnych. Problem w tym, że jeśli na głównych rynkach światowych wkrótce rozpocznie się bessa, to hossa w Polsce nie będzie możliwa z powodu ogólnego spadku nastrojów w środowiskach inwestorów.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »