Reklama

Na rynkach huragan i ostra wyprzedaż

Na rynkach paliw w USA trwa silna wyprzedaż ropy. W dwa dni surowiec stracił ponad 4 proc. - najwięcej od lipca. Na globalne rynki powróciły obawy o coraz ostrzejszą wojnę handlową USA-Chiny - podają maklerzy.

Reklama

Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na listopad na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 71,97 USD za baryłkę, po zniżce o 1,6 proc. Surowiec taniał wcześniej nawet o 1,8 proc. Brent w dostawach na grudzień na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 81,57 USD za baryłkę, po spadku notowań o 1,32 USD.

Nasila się konflikt handlowy pomiędzy dwoma największymi gospodarkami świata, a inwestorzy obawiają się spowolnienia globalnego wzrostu gospodarczego i pozbywają się ryzykownych aktywów - od akcji po ropę naftową.

Główne indeksy amerykańskich giełd zakończyły środową sesję mocnymi zniżkami. Dow Jones i S&P 500 zanotowały największe spadki od lutego.

W czwartek ostre zniżki - nawet po ponad 4 proc. notują indeksy giełdowe w Azji. "Na rynkach widzimy typowy efekt +rozlania+ się wyprzedaży ryzykownych aktywów, a rosnąca liczba transakcji wzbudza obawy o powolny wzrost gospodarczy" - mówi Will Yun, analityk giełd towarowych w Hyundai Futures Corp. "Gdyby nie spór handlowy rynek ropy zapewne utrzymałby impet, bo jest ryzyko związane z podażą" - dodaje.

Zbliża się nieuchronnie 4 listopada - wówczas wejdą w życie restrykcje USA na irańską ropę. Dostawy surowca z Iranu wyniosły we wrześniu 1,72 mln baryłek dziennie, o 260 tys. b/d mniej niż sierpniu. To ich najniższy poziom od lutego 2016 r.

Na dodatek mniej ropy na rynki dociera też z Wenezueli, z powodu nękającego ten kraj kryzysu gospodarczego. Tymczasem w Zatoce Meksykańskiej spadła produkcja ropy - o 40 proc. z powodu "niszczycielskiej działalności" huraganu Michael. Michael uderzył w środę po południu czasu lokalnego w północno-zachodnią Florydę, pozostawiając po sobie poważne zniszczenia i powodzie.

Prędkość wiatru sięgała w porywach 250 km/godzinę. Michael jest huraganem na granicy 4 i 5 kategorii - najwyższej w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona. Huragan przemieszcza się na północ z prędkością 26 km/godzinę i w środę wieczorem czasu lokalnego spodziewany jest nad południowo-wschodnią Alabamą i południowo-zachodnią Georgią, gdzie powoli ma tracić swoją siłę. W piątek żywioł ma zmierzać w kierunku Atlantyku. Ropa w USA zniżkowała podczas poprzedniej sesji o 2,4 proc.

Miedź na giełdzie metali LME w Londynie mocno tanieje, podobnie jak inne metale bazowe. Miedź w dostawach 3-miesięcznych na LME kosztowała po otwarciu handlu 6.176,50 USD za tonę, po zniżce o 1,0 proc., ale teraz metal traci już 1,6 proc. - podają maklerzy. Inwestorzy pozbywają się też innych metali przemysłowych na LME: cynk zniżkuje o 1,5 proc., nikiel traci 0,8 proc., a ołów tanieje o 1,3 proc. N

a giełdzie metali w Szanghaju miedź staniała o 1,7 proc., cynk stracił 1,4 proc., a nikiel zniżkował o 2,1 proc. Na rynkach rosną obawy o perspektywy dla chińskiej gospodarki, rynków akcji i walut, bo "rozgrzewa się" wojna handlowa USA-Chiny."Metale przemysłowe tanieją w związku z niepokojem, że wojna handlowa USA-Chiny będzie miała negatywny wpływ na konsumpcję" - piszą w nocie analitycy Commonwealth Bank of Australia.

"Inwestorzy próbują ustalić czy mamy do czynienia z awersją do ryzyka, czy też jest to początek ogromnej korekty" - mówi Stephen Innes, szef handlu w regionie Azji i Pacyfiku w Oanda Corp. w Singapurze.Podczas poprzedniej sesji na LME w Londynie miedź straciła 53 USD, do 6.239,00 USD za tonę.

NA GIEŁDACH OSTRE SPADKI!

....................

Największe od lutego spadki na rynku akcji w USA i kontynuacja wyprzedaży ryzykownych aktywów w trakcie azjatyckiej sesji (efekt obaw o skutki podwyżek stóp Fed oraz wzrostu ryzyka eskalacji wojny handlowej USA-Chiny ze wzrostem kursu USDCNY w pobliże najwyższego od kryzysu poziomu 7,0) zwiększa znaczenie dzisiejszych danych inflacyjnych z USA.

Prezes Fed w Nowym Jorku, J.Williams, powiedział, że podwyżki stóp pozwalają ograniczyć apetyt na ryzyko na rynkach finansowych i powtórzył, że dalsze podwyżki stóp będą wspierać osiągnięcie celów Fed. Tym samym wpisał się on w szereg wcześniejszych wypowiedzi z FOMC wskazujących na kontynuację podwyżek stóp.

Sprzeciwia się im D.Trump, który uważa, że tempo tych podwyżek jest zbyt szybkie, a po wczorajszej głębokiej przecenie akcji na Wall Street stwierdził, że Fed "oszalał".

Na zamknięciu Dow Jones Industrial spadł o 3,15 proc. do 25.598,74 pkt. Indeks S&P 500 zniżkował o 3,29 proc. do 2785,68 pkt. Nasdaq Composite spadł o 4,08 proc. do 7422,05 pkt. To największy spadek indeksu od czerwca 2016 r.

Zniżkom przewodziły spółki technologiczne. Wszystkie 65 spółek z sektora IT należących do S&P 500 poszło w środę w dół, a sam subindeks spadł o 4,8 proc. - najmocniej od listopada 2011 r.

Wszystkie z pięciu największych pod względem kapitalizacji spółek informatycznych - Alphabet, Amazon, Apple, Facebook i Microsoft - zniżkowały o ponad 4 proc.

Dla S&P 500 był to piąty z rzędu dzień spadków, co stanowi najdłuższą serię od listopada 2016 r. Analitycy techniczni zwracają także uwagę, że indeks zszedł poniżej 50- i 100-sesyjnej średniej.

W październiku DJI jest na minusie o 3,3 proc., a S&P 500 o 4,4 proc. Nasdaq stracił w tym miesiącu ponad 7,5 proc.

Inwestorzy obawiają się o skutki rosnących rentowności amerykańskich obligacji. Te co prawda w środę spadły o 2 pb do 3,19 proc. w przypadku 10-letnich benchmarków, jednak znajdują się blisko najwyższych poziomów od 2011 r. Na krótszym końcu dochodowość 2-letnich papierów sięgnęła poziomów notowanych ostatnio na początku 2008 r.

Rynek obawia się, że wzrost kosztów finansowania stanie się przyczyną spowolnienia gospodarki USA. Jeremy Klein, główny strateg w FBN Securities uważa, że zarządzający funduszami mają tendencję do podejmowania skrajnych decyzji w obawie o szybkie i ostre spadki.

"Fundamenty pozostają jednak sprzyjające wzrostom cen akcji. Uważam, że obawy o rosnące stopy procentowe są znacząco przesadzone. Nie spodziewam się dużo większego wzrostu rentowności długoterminowych obligacji" - ocenił.

.......................

Przez globalny rynek akcji przeszedł huragan podobny do tego, który właśnie uderza w wybrzeże USA. Mamy kilka małych powodów panicznej wyprzedaży, niektóre obecne od dawna, ale dopiero teraz obawy znalazły ujście. Nie jest to jednak klasyczna awersja do ryzyka, a bardziej wyraz upłynniania "zatłoczonych" pozycji.

Indeks z nowojorskiego Wall Street S&P500 spadkiem o 3,29 proc. zaliczył najgorszy dzień od lutego, a z rynku wyparowało 850 mld USD. Nie mamy jednego bezpośredniego powodu wyprzedaży, a raczej kombinacja czynników spowodowała, że trudno już ignorować problemy, które nad rynkiem wisiały od jakiegoś czasu. Toczący się spór handlowy USA-Chiny zagraża perspektywom globalnego wzrostu; skok rentowności obligacji USA przez jastrzębie nastawienie Fed czyni dług alternatywą dla wygrzanego rynku akcji; wreszcie uderzenie huraganu Michael we wschodnie wybrzeże USA jest dobrym pretekstem do spadków na giełdzie.

W takim klimacie nawet słowa prezydenta USA Trumpa, że "Fed jest szalony" są o jeden powód do obaw za dużo. Połowa tych czynników jest znana (i ignorowana) od dawna, połowa jest nowa, ale o nietrwałych implikacjach. Hossa na Wall Street żyje na pożyczonym czasie dzięki reformie podatkowej, której efekty w przyszłym roku przestaną być odczuwalne. Nie oznacza to od razu, że gospodarkę czeka rychła zapaść i Wall Street już powinien to wyceniać. Ożywienie w USA ma kilka mocnych filarów, które pozwolą utrzymać rozsądny wzrost PKB w tempie 2-3 proc. jeszcze przez kilka kwartałów. Stąd bardziej skłaniam się do opinii, że rynek akcji potrzebował oczyszczenia i takie otrzymuje, choć wykrwawianie może jeszcze trochę potrwać. Powstrzymam się natomiast od ogłaszania bessy.

Jakkolwiek na rynku akcji wyprzedaż przybiera postać efektu kuli śnieżnej, tak po rynku walutowym nie widać dramatycznych zmian. Jeśli już, to widzimy upłynnianie pozycji, które były gromadzone w poprzednich dniach. W głównej mierze uderza to w USD, a sprzedaż jest podsycana spadającymi rentownościami obligacji skarbowych USA (po silnych wzrostach sprzed tygodnia).

Pojawiają się głosy, że podwyższona zmienność rynku akcji w klimacie awersji do ryzyka podkopie zaufanie Fed do stabilności warunków finansowych i wpłynie na zmianę kursu polityki monetarnej. Mniej podwyżek oznacza niższego USD. Osobiście nie liczyłbym na taki ciąg przyczynowo-skutkowy. Po lutowym tąpnięciu Wall Street Lael Brainard z Fed zbagatelizowała zmienność rynkową, nie widząc w tym zagrożenia dla wzrostu gospodarczego.

Podobnie w sierpniu Fed wykazywał obojętność na skutki wojen handlowych i narastając presję na aktywa rynków wschodzących. Nie widzę, jak wczorajsze wydarzenia miałyby nagle zmienić narrację Fed. Dziś jednak przyjdzie się nam zmierzyć z fundamentami przy odczycie CPI z USA. Konsensus zakłada spójny z trendem wzrost o 0,2 proc. m/m, ale silne efekty bazy obniżą dynamikę roczną z 2,7 proc. do 2,4 proc.

Słaby odczyt uderzy w rentowności obligacji USA, co odbije się na dolarze, a rynek akcji przyjmie takie dane z ulgą. Wysoki odczyt przyniesie rozpacz na Wall Street.

W całym tym ambarasie złoty radzi sobie relatywnie dobrze. Z jednej strony skok awersji do ryzyka to zawsze zła wiadomość dla PLN, ale korekta na rynku długu USA przynosi ulgę dla rynków wschodzących. Jeśli jednak obecne warunki utrzymają się dłużej, sądzę, że ucieczka od aktywów ryzykownych weźmie górę i złoty będzie tracił. Na EUR/PLN 4,32 jest teraz "miękkim sufitem" przed potencjalnym wzrostem do 4,34/35. Na więcej nie liczę.

Konrad Białas

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »