Reklama

Niedźwiedzie wciąż trzymają giełdy w szachu

Dziś inwestorzy w Azji żywiołowo reagowali na piątkowe spadki na Wall Street. Ich europejscy koledzy podchodzili do handlu raczej kontemplacyjnie w oczekiwaniu na to, co "wymyślą" Amerykanie.

Po kiepskim początku dnia po południu indeks giełdy we Frankfurcie starał się pokazać, że z bykami nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Wyjście na niewielki plus nie robiło jednak imponującego wrażenia, choć poprawiło nieco nastroje na rynkach. Chwiejne zachowanie się indeksów w pierwszych minutach po otwarciu giełdy za oceanem ostatecznie pogrążyło nadzieje na zwyżkę i nawet DAX musiał się poddać.

Polska GPW

Pierwsza godzina handlu na warszawskiej giełdzie przyniosła dziś kontynuację piątkowej przeceny. Indeks największych spółek tracił na otwarciu 1,3 proc., a w najgorszym momencie powiększył skalę spadku do niemal 2 proc. Zniżka została powstrzymana nieznacznie powyżej 2300 punktów. Później sytuacja systematycznie ulegała poprawie, ale wielkiej chęci do wzrostów nie było widać. Spośród największych firm najmocniej traciły akcje KGHM. Ich kurs chwilami był niższy o ponad 3 proc. niż w trakcie piątkowego zamknięcia. W pierwszej fazie sesji w czołówce spadkowiczów znajdowały się też papiery banków. Walory Pekao spadały o 2,7 proc.

Reklama

Po ponad 2 proc. zniżkowały akcje BRE i BZ WBK. Na tym tle nieźle radziły sobie papiery PKO, które po piątkowej przecenie o 5 proc. dziś traciły "jedynie" 1-1,5 proc. Zmiany wartości indeksów w ciągu dnia nie były jednak zbyt wielkie. WIG20 poruszał się w wąskim przedziale liczącym zaledwie 30 punktów. Ostatecznie stracił 1 proc., podobnie jak wskaźnik szerokiego rynku. mWIG40 i sWIG80 zniżkowały po 1,1 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły prawie 1,4 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Piątkowa sesja na Wall Street srodze zawiodła nadzieje byków na oderwanie się od okolic lutowego dołka na bardziej bezpieczną odległość. Zamiast tego mieliśmy do czynienia z powrotem do jego testowania. Przekraczający 3,4 proc. spadek sprowadził S&P500 do poziomu najniższego od 8 lutego. Amerykańscy inwestorzy przestraszyli się słabych danych z ich rodzimego rynku pracy oraz możliwości wystąpienia na Węgrzech "wariantu greckiego", co pogrążyłoby Europę jeszcze bardziej. Coraz mniej jest więc powodów do optymizmu, a tym samym wyglądania nowej fali wzrostów na giełdach.

W pierwszej części tygodnia niemal nie ma danych makroekonomicznych, więc będziemy mogli poznać psychiczną kondycję inwestorów.

Na giełdach azjatyckich dominowały dziś spore spadki. Wyraźnie widać, że zaraziły się pesymizmem po piątkowej sesji na Wall Street. Liderem był japoński Nikkei, który stracił aż 3,8 proc. i wyraźnie zmierza w kierunku majowego dołka. O ponad 2,5 proc. w dół poszedł wskaźnik parkietu na Tajwanie, a w Hong Kongu spadek wyniósł ponad 2 proc. Na tym tle nie najgorzej wyglądała sytuacja na chińskiej giełdzie, gdzie Shanghai B-Share zniżkował o zaledwie 0,3 proc. Shanghai Composite stracił jednak 1,6 proc.

Indeksy we Frankfurcie i Londynie zaczęły dzień od spadków po około 1 proc. Paryski CAC40 tracił rano 1,7 proc. Pierwsza godzina handlu przyniosła niewielkie pogłębienie przeceny, jednak wkrótce nastąpiła wyraźna poprawa nastrojów. Sprzyjał jej lepszy, niż się spodziewano odczyt wskaźnika nastrojów niemieckich inwestorów Sentix oraz dobre dane, dotyczące wzrostu zamówień w przemyśle. Około południa DAX tracił już tylko 0,3 proc. i znalazł się nad poziomem 5900 punktów.

To zaś pozytywnie wpłynęło na pozostałe parkiety. Węgierski BUX zniżkował rano o ponad 5 proc., jednak i tam sytuacja z czasem nieco się uspokoiła i tuż po południu skala spadku zmniejszyła się do 2 proc. Sporą przecenę notował początkowo wskaźnik w Bukareszcie, tracący 4 proc. i w Moskwie, zniżkujący ponad 3 proc. Bardzo słabo zachowywał się indeks w Atenach, który tracąc ponad 4 proc. ustanowił roczne minimum. Pod koniec dnia zwiększył skalę spadku do 5 proc. Tuż po godzinie 16.00 paryski CAC40 i DAX zniżkowały po 0,2 proc., a FTSE o 0,7 proc.

Waluty

Wspólna waluta dziś rano kontynuowała rozpoczęty w piątek ruch w kierunku nowych minimów. W jego wyniku jej kurs dotarł do 1,876 dolara. Z tego poziomu rozpoczęło się niewielkie odbicie, jednak powrót do 1,2 dolara okazał się zadaniem zbyt trudnym.

Początek handlu nie był korzystny dla naszej waluty. Rano kurs dolara nieznacznie przekroczył 3,52 zł, po czym powrócił do poziomu osiągniętego w piątek wieczorem, czyli do 3,47 zł. Nieco lepiej było w przypadku euro. Po skutecznej obronie poziomu 4,2 zł jego kurs spadł do 4,15 zł. Za franka na początku dnia trzeba było płacić 3,02 zł, jednak szybko staniał o niemal 5 groszy. Sytuacja na naszym rynku nieco się więc uspokoiła, ale złoty odrobił tylko niewielką część piątkowych strat.

Podsumowanie

Przebieg dzisiejszej sesji wskazuje, że nasz rynek nie ma zbyt wielkiej "wewnętrznej" siły. Poprawę sytuacji po porannej kontynuacji piątkowej przeceny zawdzięczamy jedynie indeksowi giełdy niemieckiej, który nadaje ton pozostałym parkietom europejskim. Bez jego wskazówek czekałoby nas prawdopodobnie pogłębienie spadków. Obrona poziomu 2300 punktów w przypadku wskaźnika największych spółek nie była zbyt imponująca. Bywały momenty, że WIG20 zachowywał się gorzej niż węgierski BUX, który zdołał zredukować początkowy, sięgający 5 proc. spadek do 1-2 proc. Dziś złe nastroje zagościły także na nieźle dotąd trzymające się rynki małych i średnich firm.

Roman Przasnyski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »