Reklama

Prognozy dla giełd. Czy na rynkach akcji lepiej będzie dopiero w 2023 roku?

Ubiegłotygodniowy wzrost na giełdach papierów wartościowych może być zwodniczy. Zaostrzona polityka monetarna banków centralnych może jeszcze zaszkodzić indeksom, zarówno na Wall Street, jak i na GPW. Historia uczy, że bessę rozpędzoną za sprawą serii podwyżek stóp procentowych, nie jest łatwo zatrzymać.

·         Ekonomiści banku inwestycyjnego Morgan Stanley spodziewają się dalszych spadków indeksu S&P500, a poprawę zapowiadają dopiero w 2023 roku

·         Zarządzający funduszu Total FIZ zakłada, że na GPW apogeum strachu i pesymizmu może mieć miejsce w czwartym kwartale tego roku lub w pierwszych miesiącach 2023 roku; jednak cały przyszły rok powinien stać pod znakiem hossy

·         Analitycy zwracają uwagę na fakt, że pomimo rekordowo długiej serii podwyżek stóp procentowych w Polsce, inflacja wciąż rośnie, a jedyny skutek, jaki osiągnięto, to spowolnienie gospodarcze

Reklama

Po trzech tygodniach spadków amerykański indeks akcji S&P500 zamknął miniony tydzień wzrostem o prawie 3,7 proc. Najszerszy polski indeks WIG też podsumował tydzień plusem (2,1 proc.), ale tylko dzięki bardzo udanej sesji piątkowej, która dała mu 3,3 proc. wzrostu.

SP500

3 647,29 -7,75 -0,21% akt.: 27.09.2022, 22:08
  • Otwarcie 3 693,18
  • Max 3 717,53
  • Min 3 623,29
  • Wartość odniesienia 3 655,04
  • Godziny otwarcia 15:30 - 22:00
Zobacz również: RTSI IMOEX NASDAQ Internet

Na giełdzie w Warszawie nie spełniła się negatywna prognoza o możliwym spadku WIG20 do "grunwaldzkiego" wyniku (1410 punktów), choć w środę 7 września zobaczyliśmy na wykresie niewiele więcej - 1431 punktów. Po piątkowym wzroście WIG20 znalazł się na poziomie 1534 punktów, co oznacza, że ciągle jest poniżej dołka z drugiej fali covidowej z jesieni 2020 roku.

Błędy inwestorów w USA

W środku lata na Wall Street dominowała narracja, że amerykański bank centralny zmieni nastawienie w polityce monetarnej z jastrzębiego na gołębie i zrezygnuje z podwyżek stóp procentowych. Tego rodzaju zmiana kursu Fed, potocznie nazywana "piwotem", jest bardzo ważna dla inwestorów giełdowych, bo oznacza koniec spadków i z reguły początek wysokiej fali wzrostowej. Rynkowe spekulacje, że właśnie dokonuje się "piwot" spowodowały duży wzrost S&P500 trwający do połowy sierpnia.

- Dzisiaj, po wielu wypowiedziach przedstawicieli Fed oraz spadku cen akcji i obligacji, rynek kompletnie zapomniał już o tamtej narracji. Jednak wzrost S&P500 trwający do 16 sierpnia sprawił, że indeks poprawił się łącznie aż o 17,5 proc. od dołków w czerwcu - zauważa Jarosław Jamka z WealthSeed.

Dodaje, że kiedy przyjdzie czas na prawdziwy "piwot", reakcja inwestorów będzie podobnie mocna, jak w każdym z takich przypadków po kryzysie z lat 2008-2009. "Piwotu" możemy spodziewać się jednak dopiero wtedy, gdy Fed będzie pewny, że inflacja zmierza do celu, czyli do 2 proc., a to może się wydarzyć dopiero za kilka kwartałów.

Historycznie rzecz biorąc Rezerwa Federalna reagowała także na wielkie spadki cen akcji na Wall Street. Jednak dziś jesteśmy daleko od poziomów, które mogłyby spowodować reakcję Fed i zmianę polityki pieniężnej.

Ofensywa banków centralnych

Inflacja dzisiaj okazuje się być zjawiskiem globalnym i banki centralne praktycznie "hurtowo" podnoszą stopy procentowe. Inna sprawa, że podczas pandemii w równie szybkim tempie i dosłownie w ciągu kilku miesięcy obniżyły stopy do zera. W ramach polityki monetarnej banki centralne mogą też skupować bądź sprzedawać obligacje i inne aktywa i w ten sposób zmieniać wielkość swojego bilansu. Przykładowo Fed w latach 2020-22 zwiększał bilans w skali około 1,7 biliona dolarów rocznie, a teraz zamierza zmniejszać w tempie około 1,1 biliona rocznie.

- Polityka monetarna działa na gospodarkę z dużym opóźnieniem, nawet 9-12-miesięcznym. Dlatego podwyżki nie są jeszcze w pełni odczuwalne w realnej gospodarce. Szybkie przejście do obniżek stóp procentowych mogłoby spowodować powrót inflacji na jeszcze wyższe poziomy w horyzoncie kolejnych 2-3 lat - przewiduje Jarosław Jamka z WealthSeed.

S&P500 ma problemy

Maciej Leściorz z CMC Markets podkreśla, że rynki spodziewają się w tym miesiącu podwyżki stóp procentowych w USA o 75 punktów bazowych. Kolejne mogą już być niższe i wynieść na przykład 50 punktów. Wiele będzie jednak zależeć od napływających danych makro, takich jak odczyty inflacji, czy raporty o bezrobociu. Należy bowiem pamiętać o podwójnym mandacie Fed, który ma kontrolować nie tylko inflację, ale i stan zatrudnienia.

- W przypadku S&P500 cały czas jesteśmy nieco ponad obszarem bessy. Widać, że rynek broni w tym momencie okolic 4 tysięcy punktów. To jest poziom, przy którym możemy zobaczyć konsolidację - prognozuje Maciej Leściorz.

Źle perspektywy amerykańskiej giełdy oceniają analitycy banku inwestycyjnego Morgan Stanley. Ich zdaniem, przy niezmiennie twardej polityce pieniężnej Rezerwy Federalnej, w najlepszym scenariuszu S&P500 spadnie do 3400 punktów przed końcem tego roku. W przypadku recesji regres może być poważniejszy i doprowadzić indeks do 3000 punktów.

Morgan Stanley spodziewa się również, że S&P500 odbije się w przyszłym roku i dojdzie do 3900 punktów lub do 3350 punktów w gorszym scenariuszu.

Podobne zdanie do ekspertów z Wall Street ma znany inwestor Mark Mobius. W wywiadzie dla CNBC stwierdził, że to nie koniec spadków na S&P500. - Nadal myślę, że będzie jeszcze gorzej. Spodziewam się, że Europejski Bank Centralny radykalnie podniesie stopy procentowe, aby stłumić inflację. Fed musiałaby pójść w ślady EBC, aby powstrzymać nadmierne umocnienie dolara szkodliwe dla konkurencyjności amerykańskiego eksportu. Jeśli Fed podniesie stopy procentowe powyżej poziomu niezbędnego do ograniczenia inflacji, może na tym ucierpieć wzrost gospodarczy i ceny aktywów - powiedział Mobius.

Bessa na GPW

Polski indeks akcji WIG jest teraz ponad 30 proc. poniżej górki z ostatniej hossy. To oznacza, że oficjalnie mamy w Warszawie rynek niedźwiedzia, gdyż spadek jest ponad 20-procentowy. Dla porównania, nowojorski S&P500 jest 15 proc. poniżej górki z ostatniej hossy.

WIG

47 859,82 +674,69 1,43% akt.: 27.09.2022, 17:15
  • Otwarcie 47 613,15
  • Max (czas) 48 166,39(27.09.2022 14:37)
  • Min (czas) 47 536,03(27.09.2022 16:04)
  • Wartość odniesienia 47 185,13
  • Suma obrotów 983 136 323,28
  • Liczba akt. instr. 323/336
  • Waga akt. instr. % 96,13
  • Poziom indeksu ZAMKNIĘCIE
Zobacz również: WIG-GRY WIG140 INNOVATOR

Analitycy iWealth Management stawiają pytanie, czy zbliżający się, potencjalny koniec podwyższania stóp procentowych przez RPP, to dobra wiadomość także dla krajowych akcji? Odpowiadają w swoim opracowaniu, że tak i nie. Stopy rosną coraz wolniej, ale historia podpowiada, że do definitywnego zakończenia bessy potrzeba czegoś więcej. Żaden z głębokich trendów spadkowych na GPW - czy to w latach 2018-20, czy w 2008-09, czy w 2000-01 - nie osiągnął twardego dna, gdy RPP dopiero zaczynała obniżać stopy procentowe. A w dwóch z tych przypadków WIG przestał spadać dopiero po 3-4 cięciach stóp. Wygląda na to, że bessę, rozpędzoną za sprawą serii podwyżek stóp, nie jest łatwo zatrzymać.

- Inwestorzy na GPW mogą pocieszać się przynajmniej tym, że wyceny krajowych akcji osiągają już skrajnie niskie poziomy. Wskaźnik ceny do prognozowanych zysków (C/Z) polskich spółek spadł na koniec sierpnia, według danych MSCI, do zaledwie 6,0, co jest wartością niższą nawet od notowanej jesienią 2008 roku po upadku Lehman Brothers - czytamy w raporcie iWealth Management.

Konrad Łapiński, zarządzający Funduszem Total FIZ, też podkreśla, że w ujęciu wskaźnikowym w ostatnich tygodniach akcje na GPW zeszły do poziomów, które świadczą o tym, że już dyskontują nadejście recesji. Mediana wskaźnika C/Z dla polskich spółek to obecnie 8,5, natomiast mediana wskaźnika C/WK (cena do wartości księgowej) to 0,9. Są to poziomy, które jednoznacznie "zabraniają" wyzbywania się akcji.

Jednak Konrad Łapiński zaleca inwestorom ostrożność. - Na razie mamy trend spadkowy i widmo nadchodzącej recesji. Do tego perspektywę rozregulowania gospodarki na skutek dużego wzrostu cen nośników energii. Nasz bazowy scenariusz zakłada, że apogeum giełdowego strachu i pesymizmu może mieć miejsce w czwartym kwartale tego roku lub w pierwszych miesiącach 2023 roku - czytamy w opinii Funduszu Total FIZ.

Analitycy dodają jednak, że rok 2023 może stać pod znakiem hossy. Ich zdaniem, tak niskie poziomy cen na naszej giełdzie są trudne do utrzymania. Nawet jeśli przyjdzie recesja, to i tak większość złych informacji "jest już w cenach".

Inflacja wyjątkowo złośliwa

Grzegorz Chłopek i Jacek Maleszewski z iWealth zwracają uwagę na ograniczoną skuteczność antyinflacyjnych posunięć NBP. Jak podkreślają, w październiku minie rok od pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce. Pomimo rekordowo długiej serii podwyżek, inflacja wciąż rośnie, a jedyny skutek, jaki osiągnięto, to spowolnienie gospodarcze. Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych krajach.

- Wysoka inflacja na świecie ma źródło w wybuchu epidemii COVID-19 i w wynikających z niej przerwanych łańcuchach dostaw. Na to nałożyły się kryzysy: energetyczny i żywnościowy, z premedytacją wywołane przez Rosję. Wszystko to są szoki podażowe, co oznacza, że globalny wzrost cen jest napędzany niedoborami produkcji w zakresie półprzewodników, energii i żywności, jakie następnie oddziaływały na inne sektory - czytamy w opracowaniu analityków iWealth.

Problem polega na tym, że bankierzy centralni nie mają innego niż podnoszenie stóp narzędzia do walki z inflacją o charakterze podażowym. Mówiąc wprost, Fed, ECB czy RPP nie są w stanie zachęcić firm do produkcji większej ilości półprzewodników, prądu czy żywności. Banki centralne mogą jedynie sprawić, że konsumenci będą mieli mniej pieniędzy na kupowanie tych dóbr. Ostatecznym efektem takiej polityki jest spadek aktywności w całej gospodarce, a co za tym idzie, oczekiwań inflacyjnych wśród konsumentów.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Grzegorz Chłopek i Jacek Maleszewski podkreślają, że w przypadku dóbr, na które popyt jest mało elastyczny, a takimi są żywność i energia, zacieśnianie polityki pieniężnej nie przyniesie istotnych rezultatów. Są to bowiem dobra podstawowe, z jakich ludzie nie mogą zrezygnować niemal niezależnie od ich ceny. Co więcej, dalsze globalne zaostrzanie polityki monetarnej będzie utrudniać finansowanie nowych inwestycji także w tych branżach, co nie poprawi sytuacji, a wręcz przeciwnie, może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »