Spis treści:
- Xi, Putin i Kim ramię w ramię. Nadchodzi nowy antyzachodni sojusz?
- Nowa wspólnota interesów gospodarczych. BRICS kontra Zachód
- Chiny i Indie wciąż handlują z Kremlem, a Zachód jest bezradny
Ischinger wskazał na niedawną wojskową paradę w Pekinie, na którą przywódca Chin Xi Jinping zaprosił blisko trzydziestu zagranicznych sojuszników. Wśród nich był prezydent Rosji Władimir Putin, północnokoreański dyktator Kim Dzong Un i premier Indii Narendra Modi, który nie chce zerwać gospodarczych relacji z reżimem na Kremlu mimo presji zachodniego świata. Media obiegły zdjęcia Xi żartującego i śmiejącego się wspólnie z Putinem, Modim i Kim Dzong Unem.
Xi, Putin i Kim ramię w ramię. Nadchodzi nowy antyzachodni sojusz?
"Martwią mnie te zdjęcia" - powiedział Wolfgang Ischinger. "Wiemy wprawdzie, że między Indiami a Chinami nie ma całkowitej harmonii, ale świat zmierza w złym kierunku".
W rozmowie z CNBC wskazał, że należy martwić się już nie tyle o fakt, że na naszych oczach rodzą się nowe autorytarne reżimy, a demokracje słabną, ale raczej o to, na ile totalitarni przywódcy są skłonni, by połączyć siły - gospodarczo i politycznie.
"Wydaje mi się, że musimy zaakceptować fakt, że istnieje przynajmniej potencjał, by uformował się pewien rodzaj antyzachodniego sojuszu, który doprowadzi do utworzenia jakiegoś innego globalnego porządku - nie takiego, który nam się podoba, a takiego, który w większym stopniu będzie zbudowany na władzy, na sile militarnej, na represyjnych reżimach" - stwierdził Ischinger.
"To nie jest scenariusz, który jest w naszym interesie" - podsumował.
Nowa wspólnota interesów gospodarczych. BRICS kontra Zachód
Nowa oś Pekin-Moskwa-Nowe Delhi to także wspólnota interesów gospodarczych. 8 września przywódcy Chin, Rosji i Indii wzięli udział w szczycie BRICS w wirtualnej formule. W organizacji tej prym wiodą jeszcze Brazylia i Afryka Południowa. Nazwa BRICS pochodzi właśnie od tych pięciu państw. Z kolei w 2024 r. dołączyli kolejni członkowie, którzy na razie nie są zawodnikami "wagi ciężkiej", ale cechują ich ambicje szybkiego rozwoju i chęć ekonomicznej konfrontacji z Zachodem: to Egipt, Etiopia, Indonezja, Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Wrześniowy szczyt BRICS zdominowała ostra krytyka polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych i ceł nakładanych przez Donalda Trumpa - a także wzajemne nawoływania do zacieśnienia więzi handlowych w ramach sojuszu oraz dyskusja, jakimi środkami można by osiągnąć ten cel. Państwa BRICS są ekonomicznie niejednorodne, ale łączy je pragnienie, by odgrywać większą rolę w globalnej gospodarce i światowych instytucjach walutowych.
Największy udział w PKB grupy BRICS mają Chiny. I to właśnie one biorą na siebie rolę lidera, jeśli chodzi o tworzenie nowego antyzachodniego sojuszu - uważa Seong-Hyon Lee z Ośrodka ds. Azji Uniwersytetu Harvarda. W artykule, który cytuje CNBC, ekspert ten ostrzega, że ci, którzy lekceważą zacieśniające się więzi pomiędzy Pekinem, Rosją i Koreą Północną, argumentując, że nie łączy ich przecież formalny sojusz, nie rozumieją istoty tego głęboko funkcjonalnego partnerstwa.
Jego zdaniem, szczyt BRICS i parada w Pekinie były publiczną manifestacją "istotnej zmiany w strategicznym stanowisku Chin", jaką jest "głębokie psychologiczne oddzielenie się od Zachodu".
"Pekin doszedł do wniosku, że strategiczne porozumienie z Waszyngtonem nie jest już osiągalnym celem i obecnie aktywnie dąży do ustanowienia nowego światowego porządku" - napisał Seong-Hyon Lee. O sojuszu Xi, Putina i Kima mówi jako o "triumwiracie" stanowiącym jądro tego nowego aliansu.
"Najniebezpieczniejszym błędem, jaki Waszyngton i jego sojusznicy mogą popełnić, jest błędna diagnoza natury tego wyzwania" - dodaje. "Skupianie się na braku formalnego sojuszu to przygotowywanie się na ostatnią wojnę".
Chiny i Indie wciąż handlują z Kremlem, a Zachód jest bezradny
Inny ekspert - Jewgienij Roszczin, profesor wizytujący w Centrum Spraw Globalnych im. Henry'ego Kissingera przy Szkole Studiów Międzynarodowych im. Johnsa Hopkinsa - ma jednak wątpliwości, czy porozumienie Chin, Rosji i Korei Północnej kiedykolwiek przybierze bardziej zaawansowaną formę niż obecna.
"Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy nie jest i prawdopodobnie nigdy nie stanie się tradycyjnym sojuszem wojskowym" - przekazał CNBC (wojskowa parada Xi Jinpinga z początku września towarzyszyła spotkaniu właśnie tej organizacji, której Chiny są współzałożycielem).
Zarazem przyznaje on, że obawy dotyczące zacieśniania się relacji między nowymi wschodzącymi potęgami gospodarczymi są "uzasadnione", zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę to, że Chiny i Indie wciąż handlują z Moskwą, a to napędza gospodarkę wojenną Putina.
Chiny i Indie są dwoma największymi nabywcami rosyjskiej ropy naftowej. Jak podał niedawno "Financial Times", Donald Trump miał zażądać od UE, by ta wprowadziła na towary z obu krajów 100-procentowe cła. Wtedy Stany Zjednoczone zrobiłyby to samo. Trump ma żywić nadzieję, że w ten sposób uda mu się wywrzeć presję na Pekin i Nowe Delhi, a pośrednio na Moskwę, i doprowadzić do szybszego zakończenia wojny w Ukrainie. Pod koniec sierpnia w życie weszły nowe, 50-procentowe amerykańskie cła na towary z Indii, uzasadniane częściowo właśnie kontaktami tych ostatnich z Rosją, ale rząd Narendry Modiego nie zamierza deklarować całkowitego zerwania relacji gospodarczych z Kremlem. W odniesieniu do Chin Trump na razie nie zdecydował się na tego rodzaju "karne" cła - rozmowy na temat nowej umowy handlowej między Waszyngtonem i Pekinem wciąż się toczą, aczkolwiek bez spektakularnych postępów.
Roszczin zauważa jednak, że Pekin nie zobowiązał się do udzielenia Rosji wsparcia militarnego, a dodatkowo wraz z rządem w Nowym Delhi wyrażał wcześniej zaniepokojenie nuklearną retoryką Rosji.












