Reklama

Scenariusz w stylu Alfreda Hitchcocka

Nerwy inwestorów zostały dziś wystawione na bardzo ciężką próbę. Oczekiwanie na publikację skorygowanych danych o tempie wzrostu amerykańskiej gospodarki w drugim kwartale było niezwykle emocjonujące.

Tuż przed godziną 14.30 indeksy w Warszawie, ale także i na innych parkietach, ustawiły się niemal dokładnie w okolicach czwartkowego zamknięcia, czekając tam na sygnał do startu. Gdy okazało się, że z poprzedniego szacunku, mówiącego o wzroście sięgającym 2,4 proc., zostało 1,6 proc., wskaźniki wystrzeliły w górę. Jeśli wystrzałem można nazwać zwyżkę o kilka dziesiątych procent. Spodziewano się bowiem, że PKB mogło osiągnąć wzrost rzędu 1,2-1,4 proc.

Głęboko skrywane obawy były chyba jeszcze większe. W pierwszych minutach handlu na Wall Street indeksy zyskiwały po około 0,6 proc., jednak szybko traciły dystans, schodząc pod kreskę, co można złożyć na karb słabszego odczytu wskaźnika nastrojów amerykańskich konsumentów.

Reklama

Polska GPW

Piątkowa sesja na warszawskiej giełdzie rozpoczęła się od niewielkiego spadku głównych indeksów i serii niezdecydowanych ruchów, kierujących je raz w jedną, raz w drugą stronę. WIG i WIG20 na otwarciu zniżkowały po 0,1 proc. Wskaźnik największych spółek po kilkunastu minutach zyskiwał 0,4 proc., by wkrótce ponownie znaleźć się pod kreską. mWIG40 radził sobie znacznie gorzej. Zaczął dzień od spadku o 0,3 proc. i do południa miał trudności z utrzymaniem się w sposób trwały na plusie.

Po nieco bardziej udanym otwarciu podobne problemy przechodził sWIG80. Cały przedpołudniowy handel przebiegał pod znakiem oczekiwania na kluczowe dziś dane, dotyczące amerykańskiej gospodarki. Zmiany wartości indeksów były więc bardzo niewielkie. WIG20 poruszał się w bardzo wąskim, zaledwie kilkunastopunktowym przedziale, trzymając się w pobliżu 2400 punktów. Spośród spółek wchodzących w jego skład, niełatwo wyróżnić którąkolwiek. Liderem wzrostów były papiery BZ WBK, które zyskiwały niecałe 1,4 proc. Akcje KGHM szły w górę "nawet" o 0,8 proc., z kolei walory Telekomunikacji Polskiej uparcie zniżkowały o około 0,5-0,7 proc.

O napięciu, związanym z oczekiwaniem na dane ze Stanów Zjednoczonych może świadczyć to, że przed ich publikacją WIG i WIG20 zeszły niemal dokładnie do poziomu czwartkowego zamknięcia, mWIG40 tracił o 0,1 proc., a sWIG80 rósł o 0,1 proc. i trwały w tak ustawionych blokach startowych prawie pół godziny. Gdy okazało się, że dane są nieco lepsze, niż się spodziewano, WIG20 skoczył o 0,8 proc. Ostatecznie zyskał 1,25 proc., WIG wzrósł o 0,88 proc., mWIG40 zwiększył swoją wartość o 0,3 proc., a wskaźnik najmniejszych spółek o 0,33 proc. Obroty wyniosły nieco ponad miliard złotych.

Giełdy zagraniczne

Nieco lepsze niż się spodziewano dane, dotyczące liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, tylko w niewielkim stopniu i na krótko były w stanie poprawić nastroje inwestorów na Wall Street w trakcie czwartkowej sesji. Indeksy nad kreską zdołały się utrzymać jedynie przez półtorej godziny. Później, pod krótkiej walce, byki musiały skapitulować. S&P500 przez moment spadł do 1045 punktów, tracąc niemal 1 proc. Ostatecznie zniżkował o niecałe 0,8 proc.

Końcowy zryw popytu został skutecznie nie tylko powstrzymany, ale i w znacznej mierze skorygowany. W efekcie spadkowa seria liczy sobie już trzynaście sesji, nie licząc czterech krótkich i niewielkich przerywników. S&P500 znalazł się 7 proc. niżej, niż w trakcie konsolidacji na początku sierpnia.

Nikkei kontynuował dziś odbicie, w czym pomagały lepsze dane z tamtejszego rynku pracy. Stopa bezrobocia niespodziewanie zmniejszyła się z 5,3 do 5,2 proc., a wydatki gospodarstw domowych zwiększyły się o 1,1 proc. Inwestorzy skwitowali te informacje wzrostem o niemal 1 proc. W Chinach mieliśmy niewielkie wzrosty. Shanghai B-Share zwyżkował o niecałe 0,3 proc., a Shanghai Composite o 0,7 proc.

W Paryżu handel zaczął się spadkiem o 0,3 proc. We Frankfurcie indeks zniżkował o 0,2 proc., zaś w Londynie mieliśmy zwyżkę o 0,2 proc. Dość spokojnie było rano na parkietach naszego regionu. Wskaźniki w Moskwie, Sofii i Budapeszcie znajdowały się w okolicach czwartkowego zamknięcia. Jedynie w Bukareszcie indeks tracił 1 proc. W oczekiwaniu na dane zza oceanu na europejskich parkietach nie działo się zbyt wiele, jeśli nie liczyć niewielkiego osłabienia w pierwszych dwóch godzinach handlu.

Na małym plusie trzymał się londyński FTSE, któremu pomogła informacja o największym od dziewięciu lat wzroście PKB Wielkiej Brytanii w drugim kwartale. Przed publikacją danych zza oceanu wyraźnie rosła nerwowość inwestorów. Westchnienie ulgi przybrało postać wzrostu sięgającego kilku dziesiątych procent. Tuż po godzinie 16.00 paryski CAC40 i DAX traciły po 0,5 proc., zaś londyński FTSE zyskiwał 0,6 proc.

Waluty

Trwa szarpany handel na światowym rynku walutowym. Po czwartkowych wahaniach kursu euro między 1,264 a 1,276 dolara i kilkukrotnych zmianach kierunku ruchu, dziś przed południem było nieco spokojniej. Zdecydowania wśród inwestorów trudno jednak było się doszukać. Początek notowań przyniósł spadek kursu wspólnej waluty nieco poniżej 1,27 dolara, szybko jednak doszło do powrotu ponad ten poziom.

Dzisiejsza nerwowość była jednak jak najbardziej uzasadniona oczekiwaniem na rewizję danych o amerykańskim PKB oraz na wystąpienie szefa Fed. Wciąż umacniał się frank, ale jen osłabł po kolejnych pogłoskach o możliwości podjęcia interwencji w celu przeciwdziałania jego aprecjacji. Publikacja danych zza oceanu nie spowodowała niemal żadnej reakcji inwestorów.

Na światowym zamieszaniu skorzystała nasza waluta, co jest zjawiskiem spotykanym niezbyt często. W czwartek wieczorem dolar staniał do 3,11 zł, jednak dziś rano był droższy o 2-3 grosze. Euro zdecydowanie pożegnało się z poziome 4 zł. Piątkowa poranna próba spotkania z nim zastała szybko zniwelowana. Frank niestety stanieć nie chce i trzeba dziś było za niego płacić od 3,05 do 3,06 zł.

Podsumowanie

Nerwowe oczekiwanie na uznawane za kluczowe dane dotyczące amerykańskiej gospodarki, nie zakończyło się wyjaśnieniem sytuacji. Skorygowany wzrost PKB okazał się znacznie niższy, niż poprzednie przybliżenie, jednak nieco wyższy, niż się spodziewano. Inwestorzy nie doczekali się więc jednoznacznego rozstrzygnięcia losów giełdowej koniunktury. Jesteśmy więc skazani na dalsze czekanie. W najbliższych dniach informacji nie zabraknie.

Tym razem za kluczowe można uznać piątkowe dane o zmianie liczby miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym. Na naszym rynku byki odniosły mały sukces w postaci skutecznej obrony poziomu 2400 punktów w przypadku indeksu największych spółek.

Roman Przasnyski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »