Reklama

Wiceprezes PKO BP: Trzeba dbać o inwestorów zagranicznych

Podwyżki stóp procentowych w USA mogą mieć wpływ na zmianę proporcji przyszłych emisji długu i skupienie się przez polskich emitentów bardziej na rynku europejskim, zamiast amerykańskiego - ocenia w rozmowie z Interią Jakub Papierski, wiceprezes PKO Banku Polskiego.

Bartosz Bednarz, Interia: Przyjechał pan do Waszyngtonu w tym samym czasie, co wicepremier Morawiecki. W planach są rozmowy z amerykańskimi inwestorami. Z kim dokładnie?

Jakub Papierski, wiceprezes PKO BP: - Nie mogę podać nazw firm, ale spotkania, w których biorę udział stanowią równoległy strumień wobec tego, którym podąża delegacja rządowa. Wicepremier Mateusz Morawiecki koncertuje się głównie na aspektach dyplomatycznych i makroekonomicznych, w tym także na zarządzaniu długiem, ja poruszam kwestie bardziej biznesowe.

Reklama

Jaki jest dziś cel rozmów z inwestorami?

- Przede wszystkim mają na celu komunikowanie tego, co się dzieje w polskiej gospodarce. Zarysowujemy perspektywy rozwoju, wskazujemy na silne strony. Polska jest ważnym emitentem długu. Nie myślę tu tylko o dłużnych papierach skarbowych. Jest też spora liczba podmiotów, które emitują obligacje korporacyjne zarówno na eurorynku, jak i w Stanach Zjednoczonych. Dlatego inwestorom należy regularnie dostarczać najświeższych informacji na temat Polski, stabilnej kondycji naszej gospodarki i perspektywach jej rozwoju. Chodzi nie tylko o to, by zainteresować naszym rynkiem kolejne grupy inwestorów, ale także utrzymać inwestorów, którzy już są na nim obecni. Korzystam też oczywiście z okazji i opowiadam o tym, co dzieje się w PKO Banku Polskim.

...bo firmy i instytucje w Polsce coraz częściej są gotowe szukać finansowania na międzynarodowych rynkach?

- W banku odpowiadam za działalność korporacyjną i inwestycyjną, w tym związaną z emisją papierów wartościowych i finansowaniem aktywności kredytowej i inwestycyjnej. Jednym z elementów jest plasowanie naszych obligacji korporacyjnych na rynku europejskim lub amerykańskim. Obligacje dolarowe o wartości 1 mld USD wyemitowaliśmy w 2012 r. Konieczne jest zatem utrzymanie dobrych relacji i komunikacja z inwestorami, którzy kupili papiery dłużne, po to, by zapewnić im dostęp do bieżących informacji o kondycji emitenta, a z drugiej strony, aby utrzymać zdolność emisyjną do ewentualnych nowych transakcji, z których PKO BP może chcieć skorzystać w przyszłości.

- W chwili obecnej rozważamy raczej emisje instrumentów związanych z eurorynkiem i listów zastawnych, które zostały wprowadzone do pakietu naszych źródeł finansowania w 2016 r. Obserwujemy jednak uważnie, co dzieje się na rynku międzynarodowym, bo w zależności od układu stóp procentowych jedne instrumenty, niekiedy są bardziej korzystne niż inne.

Jakie są perspektywy rozwoju eksportu z Polski do USA w najbliższych latach?

- To zależy od dalszego rozwoju sytuacji makroekonomicznej w Stanach Zjednoczonych i pakietu zmian przygotowanego przez administrację Donalda Trumpa. Dzisiaj trudno wyrokować na ile tego typu wzrosty są możliwe.

Jakbyśmy chcieli podsumować cel wyjazdu do USA, to z czym pan chce wrócić do Polski?

- Z poczuciem, że udało się przekazać inwestorom klarowny i rzetelny komunikat o tym, co dzieje się w Polsce, dostarczając im z pierwszej ręki informacje zarówno o gospodarce, jak i o PKO Banku Polskim.

Czy są jakieś obawy, że sytuacja w Polsce się pogarsza?

- To był kolejny dobry rok dla polskiej gospodarki. Chociaż niektóre oczekiwania związane ze wzrostem gospodarczym były wyższe, to jednak osiągnięty wzrost gospodarczy na poziomie 2,8 proc. trzeba obiektywnie uznać za bardzo dobry wynik. Do inwestorów w USA docierają zarówno informacje czysto gospodarcze, jak i dotyczące sytuacji społeczno-politycznej w kraju. Te drugie niewiele mają wspólnego z makroekonomią, niemniej kształtują opinie tych inwestorów o Polsce, jako miejscu, gdzie można robić biznes i inwestować. Ważne żeby zapewnić im dostęp do rzetelnej informacji o sytuacji makro, aby obraz Polski był transparenty i solidny.

Czyli chodzi o uspokajanie zagranicznych inwestorów i tłumaczenie, że nic złego się w Polsce nie dzieje?

- Kompleksowa i rzetelna informacja o sytuacji gospodarczej danego kraju jest fundamentalna dla decyzji inwestycyjnych. Spora część polskiego długu jest oparta na emisji papierów wartościowych na rynkach zagranicznych. USA nie są może największym rynkiem, gdzie nasze papiery są sprzedawane, ale stanowią jego istotna część. Musimy zatem dbać o dostarczanie tutejszym inwestorom aktualnych informacji o polskiej gospodarce.

Ścieżka kilku podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w najbliższych dwóch latach może stanowić problem dla Polski?

- Może mieć to wpływ na zmianę proporcji przyszłych emisji długu i skupienie się bardziej na rynku europejskim, zamiast amerykańskiego. Dla optymalizacji kosztów odsetkowych przyszłych emisji będzie to krok uzasadniony. Natomiast nie będzie to miało większego wpływu na obsługę emisji, które dokonały się już w przeszłości.

Emisja i plasowanie długu np. na rynkach "egzotycznych", jak Chiny to alternatywa dla eurorynku albo Stanów Zjednoczonych?

- W tym momencie tego nie rozważamy. Większość naszych potrzeb jesteśmy w stanie pozyskać z rynku europejskiego i częściowo - amerykańskiego.

Pana zdaniem Europejski Bank Centralny przystąpi niedługo do zacieśniania polityki pieniężnej?

- Nie wydaje mi się, żeby sytuacja geopolityczna w strefie euro pozwala na wzrost stóp procentowych. Jeśli taka presja by się pojawiła, wynikałaby ona wyłącznie z arbitrażu, czyli różnicy w poziomie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i Europie. Makroekonomicznie w Europie jeszcze jest za wcześnie na podwyżkę.

Niektórzy członkowie FOMC mówią nawet o sześciu podwyżkach stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych do końca 2018 r. Rynek spekuluje maksymalnie o trzech-czterech. Tym niemniej, jeśli w tym kontekście Europejski Bank Centralny zdecyduje się utrzymać stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie, to uzasadnione będą obawy, że rosnąca dysproporcja w poziomie stóp po dwóch stronach Atlantyku będzie działać na niekorzyść któregoś z rynków, w tym przypadku - europejskiego.

- Skala podwyżek stóp procentowych będzie zależała w dużym stopniu od ostatecznego kształtu pakietu fiskalnego opracowywanego przez administrację Donalda Turmpa. Wciąż otwartym pozostaje pytanie na ile będzie on agresywny, efektywny, a na ile subtelny i dopasowany do potrzeb rynku. - W moim przekonaniu gospodarka USA rozwija się przyzwoicie i nie potrzebuje dodatkowego impulsu fiskalnego, który przez rynki finansowe traktowany jest głównie jako wyborcza deklaracja polityczna. Nie ma silnych makroekonomicznych powodów, które uzasadniałyby taki krok. W ciągu kilku najbliższych miesięcy zobaczymy, co dalej z zapowiedziami Trumpa i jaki przybiorą ostatecznie kształt.

Rozmawiał Bartosz Bednarz, Waszyngton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »