Wrzodak donosi na Kostrzewę

Prokuratura sprawdza, czy były prezes BRE Banku manipulował informacją giełdową. To absurd - ripostuje Wojciech Kostrzewa.

Prokuratura sprawdza, czy były prezes BRE Banku manipulował informacją giełdową. To absurd - ripostuje Wojciech  Kostrzewa.

Poseł Zygmunt Wrzodak interweniuje w Ministerstwie Sprawiedliwości w sprawie opieszałości prokuratury przy badaniu podejrzeń wobec Wojciecha Kostrzewy, wpływowego byłego prezesa BRE Banku, a obecnie prezesa ITI (właściciela TVN). Poseł natrafił na toczące się już od czterech lat postępowanie w prokuraturze (najpierw rejonowej, teraz okręgowej) w sprawie sprzedaży w lipcu 2001 r. spółki Polskie Towarzystwo Prywatyzacyjne (PTP) przez BRE Bank, wówczas kierowany przez Kostrzewę.

Bank sprzedał spółkę jednemu ze swoich menedżerów za 6 tys. zł, ujawniając, że jej wartość wynosiła na dzień sprzedaży 7,8 mln zł. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa skierował do prokuratury w 2004 r. jeden z akcjonariuszy banku. Prokuratura najpierw odmawiała wszczęcia postępowania. Potem sprawdzała, czy spółkę sprzedano ze szkodą dla właściciela, a teraz skupiła się na podejrzeniu, czy BRE Bank nie zmanipulował informacji, by wpłynąć na obniżenie kursu akcji spółki. Powód: wartość PTP była w rzeczywistości dużo niższa, niż podano (11 tys. zł, a nie 7,8 mln zł), a niecały miesiąc po tej transakcji akcje BRE Banku kupowali za duże kwoty członkowie zarządu, zaś od września 2001 r. sam bank.

Reklama

Poseł i święte krowy

"Przeprowadzenie obiektywnego, wszechstronnego i rzetelnego postępowania (...) jest tym ważniejsze, iż w społeczeństwie narasta przeświadczenie, iż często nie jest respektowana nadrzędna zasada praworządności i równości wobec prawa, co skutkuje przekonaniem, iż konieczność przestrzegania rygorów prawa obowiązuje jedynie osoby pozbawione większych wpływów, zaś tzw. grube ryby pozostają bezkarne i mogą cieszyć się statusem świętych krów" - pisze poseł w interpelacji do Zbigniewa Ziobry.
- Nie komentuję działań politycznych prowadzonych przez pana Wrzodaka - ucina Wojciech Kostrzewa. Zapewnia, że w sprawie PTP wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

Resort sprawiedliwości na interpelację Wrzodaka ma odpowiedzieć do 20 lipca. Prokuratura tymczasem tłumaczy, że sprawa jest bardzo skomplikowana, a z małej transakcji zrobiło się gigantyczne śledztwo gospodarcze.
- Postępowanie jest długotrwałe, gdyż dotyczy skomplikowanych zagadnień związanych z obrotem kapitałowym i wymaga zasięgnięcia opinii biegłych, mających wiedzę specjalną - tłumaczy Katarzyna Szeska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie PTP 27 września 2005 r., przejęła też postępowanie w sprawie domniemanej niegospodarności z prokuratury rejonowej. Jak dotąd, nikomu nie postawiono zarzutów, a śledztwo toczy się "w sprawie". Głównym badanym wątkiem jest podejrzenie podania nieprawdziwej informacji przez Wojciecha Kostrzewę w komunikacie giełdowym. To przestępstwo zagrożone 5 mln zł grzywny i karą więzienia do 5 lat. Według naszych informacji śledczy badają także, czy celem komunikatu nie była manipulacja kursem akcji banku.
- Informacja była prawdziwa. Zarzut manipulacji kursem jest absurdalny - odpiera Wojciech Kostrzewa.

Topniejące miliony

Komunikat w sprawie PTP ukazał się 12 lipca 2001 r. w trudnym dla banku okresie (na rynku panowała bessa, kurs akcji banku spadał od początku roku). Rynek przyjął komunikat negatywnie jako zapowiedź obniżenia zysku o 7,8 mln zł. Tymczasem okazuje się, że spółka była "wygaszana" i warta znacznie mniej, niż podano. Komunikat tego nie wyjaśniał, przez co inwestorzy mogli zostać wprowadzeni w błąd.

- Faktycznie spółka była warta w momencie sprzedaży 11 tys. zł, nie zaś ponad 7 mln zł. Nie było też "straty" banku, gdyż różnice w kwocie zostały niejako zrekompensowane na rzecz banku w postaci wypłaconych dywidend - mówi Paulina Rutkowska, rzecznik BRE Banku.

Bank jednak nie sprostował informacji i nie wyjaśnił dodatkowo transakcji, mimo sygnałów z rynku, że została źle zrozumiana. W dniu publikacji komunikatu "Parkiet" podał, że bank stracił na sprzedaży PTP 7,8 mln zł. Nieco później analityk Erste Securities pisał w raporcie, że BRE Bank dokonuje niezrozumiałych transakcji, których przykładem jest sprzedaż PTP. Dlaczego w trudnym okresie rynkowym bank, któremu oficjalnie zależało na powstrzymaniu trendu spadkowego akcji, nie wyjaśnił dodatkowo rynkowi parametrów operacji negatywnie wpływającej na kurs? Wojciech Kostrzewa twierdzi, że polityką banku było niereagowanie na pojedyncze głosy krytyki.

- Komunikat został wydany zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami i informował o zawartej transakcji. Informacja była prawdziwa i oddawała jej ujęcie bilansowe, zgodnie z obowiązującymi w 2001 r. zasadami rachunkowości - stwierdza Wojciech Kostrzewa. W podobnym tonie wypowiada się również BRE Bank.

Nadzór przystępuje

Niecały miesiąc później bardzo duże pakiety akcji banku nabył cały zarząd (jako grupa menedżerska), a we wrześniu walory zaczął skupować sam bank. Inwestycje były prezentowane jako obrona kursu - zarząd twierdził, że spółka jest niedoszacowana przez rynek. Już wtedy wzbudziło to zaniepokojenie Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG), która informowała, że będzie uważnie analizować transakcje. Nie stwierdzono jednak naruszenia prawa. Teraz następczyni KPWiG - Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) - przystąpiła do śledztwa. Unika jednak ocen.

- Przystąpiliśmy do sprawy w charakterze pokrzywdzonego. Prokuratura dysponuje możliwościami ustalenia, czy nie doszło w tej sprawie do przestępstwa. Z oceną trzeba poczekać do zakończenia postępowania - mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Mariusz Zielke

Puls Biznesu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »