Reklama

Bankructwo Grecji: Rozpoczyna się drugi akt greckiej tragikomedii

W niedzielnym referendum obywatele Grecji powiedzieli "NIE" dalszym reformom gospodarczym i polityce oszczędnościowej. Czy to początek drogi, na końcu której Ateny wyjdą ze strefy euro?

Co dalej? Czy Europa stoi na progu istotnych zmian strukturalnych i transformacji obowiązujących mechanizmów scalających Wspólnotę? Pytamy, jakie to może mieć skutki dla Unii, kto na potencjalnym wyjściu Grecji zyska, a kto straci? Nasi rozmówcy uspokajają: To jeszcze nie koniec świata, a osiągnięcie porozumienia na linii Ateny - wierzyciele ciągle jest wysoce prawdopodobne.

Nie wpadajmy w pułapkę strachu przed Grecją

Reklama

- Wyjście z Grecji ze strefy euro jest już w dużym stopniu przesądzone i taki wariant ma dzisiaj największe prawdopodobieństwo zajścia - komentuje dla Interii Łukasz Lefanowicz, prezes Gerda BROKER.

Wbrew wszelkim obawom i prognozom, wyjście Grecji ze struktur wspólnego pieniądza może paradoksalnie wzmocnić całą Unię Europejską, która będzie zmuszona pokazać pozostałym krajom i dać jasno do zrozumienia, że wyjście Grecji nie narusza jej fundamentów, że pozostaje monolitem, a samo naruszenie dotychczasowych szeregów Wspólnoty jest czymś negatywnym i niebezpiecznym dla przyszłego rozwoju kraju.

- Wymusi to powstanie nowych, bądź wyraźną zmianę obecnych już instytucji, podpisanie kolejnych umów i porozumień zwiększających bezpieczeństwo i poczucie wartości krajów, które w szeregu zechcą pozostać. Być może w końcu zostaną przyspieszone prace nad unią bankową, unifikacją wspólnych podatków. Unia potrzebuje naprawy i wzmocnienia, a można to osiągnąć poprzez pogłębioną integrację - dodaje Lefanowicz.

Decyzja narodu i głosowanie na "NIE" ma raczej wyłącznie znaczenie symboliczne. W zasadzie Grecja zbankrutowała znacznie wcześniej. Nie mogła wypełniać swoich zobowiązań i kontrolować zadłużenia już od miesięcy. Tylko napływająca pomoc z Troiki (EBC, MFW, KE), która utrzymywała Grecję pod kroplówką, pozwalała temu państwu ciągle funkcjonować na arenie międzynarodowej.

- Problemem Grecji stało się zbyt wczesne przyjęcie wspólnej waluty, złe jej wykorzystanie, nierozsądna polityka wydatków, nieprzemyślane inwestycje nastawione przeważnie na infrastrukturę i konsumpcja sporej części otrzymanych pieniędzy. Tego typu działania nie wpłynęły na konkurencyjność gospodarki i zmniejszenie kosztu pracy. Przez lata problem ten się pogłębiał, a zaniedbania zbierają właśnie swoje plony - mówi Lefanowicz.

Jednakże wyjście ze strefy euro oznaczałoby przejście tego kraju na walutę narodową, być może powrót do korzeni, czyli drachmy. Z czym to się wiąże? - Jeśli kraj ten nie porozumie się z wierzycielami, społeczeństwo czeka dewaluacja waluty i ogromne uszczuplenie oszczędności Greków poprzez spadek siły nabywczej pieniądza - podkreśla Lefanowicz.

Ostatnie lata nie oszczędzały Greków - spadek PKB, wzrost bezrobocia do ok. 25 proc. ogółu społeczeństwa (wśród młodych poziom ten przekroczył 50 proc.). - Paradoksalnie, to właśnie wyjście ze strefy euro może ten stan wyraźnie poprawić, zwiększyć atrakcyjność turystyczno-wypoczynkową kraju. Z wprowadzeniem waluty narodowej i jej natychmiastową dewaluacją wakacje nagle stanieją o ok. 25-30 proc. Może to stymulować sektor turystyczny przez następne 2-3 lata - konstatuje Lefanowicz.

Oprócz tego, Grecja pozostanie atrakcyjna, a nawet zwiększy swoją konkurencyjność na arenie międzynarodowej. Wbrew wszelkim prognozom i opiniom, wcale nie musi stracić na rynku inwestycji. - Przy niższym koszcie pracy, a także wewnętrznej reformie ograniczenia świadczeń w sferze socjalnej Grecja może stać się miejscem docelowym dla inwestycji bezpośrednich, czyli różnego rodzaju fabryk i montażowni. Właśnie na to liczą politycy promujący wyjście ze strefy wspólnej waluty. Rozwój konkurencyjności w stosunku do krajów sąsiednich może być zauważalny (i to w miarę szybko), co z czasem przełoży się na wpływy do budżetu i wzrost PKB - dodaje Lefanowicz.

W Polsce wzrost zamiast kryzysu

Prawdopodobieństwo pojawienia się w Polsce podobnego kryzysu jak w Grecji jest mało prawdopodobne. Jesteśmy w stanie obsługiwać nasz dług na razie bez większych problemów. Mało tego - zadłużenie spadło do niewiele ponad 50 proc. w stosunku do PKB (skutkiem skoku na OFE). Publikowane dane makroekonomiczne wskazują, że w Polsce w najbliższym czasie gospodarka będzie się rozwijać i nie widać na razie symptomów recesji czy spowolnienia. Nawet takie zdarzenia nadzwyczajne jak embargo na towary nie przełożyło się na eksport, który wzrósł o 8 proc. w 2014 (r/r). Potwierdza to, że nasza gospodarka jest silna i raczej nie będą nas, przynajmniej na razie, dotyczyć problemy greckie. Pieniądze wydajemy z głową, w Konstytucji znajdują się zapisy dotyczące progów ostrożnościowych. Być może trochę za dużo płacimy za budowę dróg niż wsparcie innowacji, ale jest to jeszcze do przyjęcia.

Grecja szantażuje Europę. To się musi skończyć

- Brakuje czasu na myślenie długoterminowe, strategiczne, a Grecja wyraźnie to wykorzystuje - komentuje dla Interii ostatnie wydarzenia Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Ewidentnie sprawy zaczynają się z komplikować, brakuje kompleksowego rozwiązania. Na kryzys grecki ciągle tworzone są jedynie szybkie i krótkoterminowe warianty wyjścia z sytuacji - brakuje czasu na spokojne zastanowienie się i określenie przyszłych kroków. - Należy poczekać jak zareagują na wyniki referendum europejscy liderzy. Grecja nie jest jak na razie chętna współpracować - mówi Kwiecień. Moim zdaniem - dodaje - cała eurogrupa czuje się postawiona pod ścianę. Każda reakcja tworzy pewne ryzyka. Jeśli wierzyciele zmiękną i umorzą część długi, to równie dobrze w kolejnych zadłużonych krajach mogą do władzy dojść populiści, którzy wymuszą, by bogatsi albo dorzucili im kolejne miliardy do budżetu, albo umorzyli część długów - mówi Kwiecień.

Jeśli natomiast Europa zagra twardo i nie będzie skłonna na żadne ustępstwa, nie dojdzie do porozumienia, to pozostawi Grecję przynajmniej teoretycznie bez kontroli. - Myślę że wszyscy dzisiaj zdają sobie już doskonalę sprawę, że tego rozmiaru dług jest nie do odzyskania. Nie jest on możliwy do spłaty w całości - dodaje Kwiecień. Tym niemniej, Europa nie zdecyduje się odrzucić Grecję i jej problemów. Chaos, który może w tym regionie zapanować jest z punktu widzenia geopolityki całkowicie nieuzasadniony i stanowi o wiele poważniejsze zagrożenie niż potencjalne bankructwo kraju. Tym bardziej, że może on ewoluować bez kontroli.

Ryzyko systemowe wynikające z prawdopodobnego bankructwa Grecji nie jest duże. Znacznie ważniejsze są aspekty polityczne. Z tego też powodu zachodni przywódcy siądą ponownie do rozmów z Grecją.

- Grecy mają wyjątkowo naiwne podejście do rzeczywistości. Wierzą, że głosując na "NIE" zmuszą Europę do ugięcia się i zaproponowania im lepszych warunków. To mrzonka, którą sprzedawał im przez ostatnie dni premier Aleksis Cipras - konstatuje Kwiecień. - Dzisiaj Grecy nie chcą spłacać długu. Każdy by tak chciał, ale oni wierzą, że to jest możliwe - dodaje.

Ze strony populistycznego rządu w Atenach nie ma woli zmian, a przecież ostatnia oferta Troiki była już bardzo liberalna. A tego typu odmowy ośmieszają europejską stronę - Grecy pokazali, że z liderami UE można pogrywać.

Grecka tragedia bez wpływu na rynki

Rynki finansowe, w tym także walutowy zareagowały znacznie spokojnie na wynik referendum w Grecji, niż można było zakładać. Po pierwsze, pamiętajmy, że o Grecji mówi się od dobrych paru tygodni, a o samym referendum ponad tydzień. Rynki zdążyły zdyskontować tę informację i jej potencjalne znaczenie wpisać w cenę. Po drugie, ciągle czekamy na decyzje strony wierzycieli. Niejasne jest co zrobi EBC, MFW, w jakich nastrojach będą przebiegać rozmowy kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Francois Hollande. Porozumienie nie zostało jeszcze przesądzone, teoretycznie ciągle można znaleźć rozwiązanie i porozumieć się. Wszystko jest prawdopodobne.

Prostego rozwiązanie po prostu nie ma

Społeczeństwo greckie powiedziało "NIE" i w mojej opinii znacznie to utrudni potencjalne negocjacje - komentuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. Wierzyciele poszli na rękę już w wystarczający sposób. Zrezygnowano z pomysłu cięć wynagrodzeń, odstąpiono od ograniczenia emerytur i nagle, kiedy wydawało się, że wszystko zmierza w stronę stabilizacji, nagle premier Cipras ogłasza referendum. Jedyne co teraz można zrobić, to cierpliwie czekać na decyzję Brukseli, Europejskiego Banku Centralnego i innych zaangażowanych w negocjacje. Czy w ogóle mają pomysł na dalszą rozmowę z Grecją? Zachowanie rynków wskazuje, że ciągle żywe jest przekonanie i nadzieja na porozumienie. Oczywiście, jeśli ciągle nie uda się wypracować wspólnej drogi, a Grecja będzie się pogrążać w skrajnym scenariuszu, to znajdzie odzwierciedlenie na indeksach czy na rynku walutowym.

- Prostej decyzji ani po stronie Greków, ani Wierzycieli po prostu nie ma - mówi Rogalski. - Należy mieć na uwadze, że wyjście ze struktur Wspólnoty może być traktowane jako mniejsze zło, jednakże nie można zapominać, że pogłębienie kryzysu to konieczność dalszego pompowania pieniędzy w grecką gospodarkę - plany pomocowe, akcje humanitarne, itp. - dodaje.

Pozwolić Grecji dzisiaj upaść to także zgoda, że długu nie uda się już ściągnąć, nawet jego niewielkiej części. - Może warto iść na ustępstwa, odpuścić dłużnikowi, dać mu odetchnąć, by na koniec odzyskać przynajmniej trochę włożonych pieniędzy - konstatuje Rogalski.

Nie można zapominać, że z perspektywy UE kryzys w Grecji ma znamiona przede wszystkim konfliktu politycznego, nie gospodarczego. - Zwróciłbym uwagę na dwa podstawowe czynniki ryzyka - możliwość rozprzestrzenienia się podobnej tendencji myślowej na pozostałe kraje, w których zadłużenie w stosunku do PKB jest wysokie, a także wzrost niepokojów w regionie półwyspu Bałkańskiego - dodaje Rogalski. Położenie Grecji ma kluczowe znaczenie na obszarze - stanowi bramę na Bliski Wschód. Z tego też powodu będą pojawiać się kolejne próby osiągnięcia porozumienia z Grekami, a później kolejne i kolejne. - Z czasem możliwe, że wyklarują się wpływy i tendencje, by zmienić przywódcę, aby interlokutor ze strony dłużnika był łagodniejszy i bardziej otwarty na negocjacje - dodaje Rogalski. Należy zwrócić uwagę, że w Europie może brakować osoby, która definitywnie odetnie kroplówkę Grecji. Czy zrobi to już EBC 20 lipca br.? Pozostaje także kwestia potencjalnej podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, która może zostać przesunięta w czasie (np. na marzec 2016 roku, zamiast grudnia br.)

Może dojść do zmiany na szczycie

Syriza (partia, która nie jest monolitem, a jedynie frakcją lewicowych ugrupowań, działających razem pod jednym szyldem) rządzi w koalicji z niewielką partą "Niezależni Grecy". Co ciekawe liderzy tego ugrupowania namawiali do głosowania na "TAK". Z czasem może się to przełożyć na nasilenie tarć między tymi partiami i ich rozejście. Oddzielną kwestią pozostaje dzisiaj sprawa dymisji ministra finansów Janisa Warufakisa, a w szczególności - na ile było to planowane, a na ile ucieczka z tonącego okrętu.

Bartosz Bednarz

Dowiedz się więcej na temat: drugi | bankructwo Grecji | bankructwa | ze | bankructwo | Grecja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »