Reklama

Belka: Polska gospodarka ma szanse się obronić

"Jeśli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie nastrojów wewnętrznych, to polska gospodarka ma szanse się obronić. Nie unikniemy spowolnienia, ale nie musi być ono tak głębokie, jak na sąsiednich rynkach" - powiedział prezes Marek Belka w piątek na spotkaniu z prezesami polskich banków komercyjnych, cytowany przez portal Obserwatorfinansowy.pl.

"Według prezesa NBP polska gospodarka musi być przygotowana na osłabienie koniunktury w Europie, jednak do tej pory, gdy Stary Kontynent przechodził kryzys, polskie przedsiębiorstwa dobrze sobie radziły z tą sytuacją, bo były w stanie skutecznie konkurować na wspólnym rynku" - napisano na portalu Obserwatorfinansowy.pl

"Jeśli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie nastrojów wewnętrznych, to polska gospodarka ma szanse się obronić tak, jak to było w roku 2009. Nie unikniemy spowolnienia, ale nie musi być ono tak głębokie, jak na sąsiednich rynkach. Poza tym jeśli konsensus rynkowy mówi o przyszłorocznym wzroście powyżej 3 proc. PKB, to nie jest to jeszcze nic dramatycznego, choć w porównaniu z wynikami za 2010 rok i 2011 rok trudno to nazwać dobrą wiadomością" - powiedział Belka.

Reklama

Jego zdaniem bardziej należy się martwić ryzykiem załamania europejskiego systemu finansowego. Jak mówi szef NBP, mogłoby to oznaczać zamrożenie rynku międzybankowego i eliminowanie poszczególnych europejskich banków z tego rynku.

"A to dotyczyłoby niektórych «rodziców» naszych banków. Poza tym niepokoi wycofywanie się amerykańskich funduszy z rynku europejskiego i rynków emerging markets. I nie chodzi tylko o fundusze hedgingowe, widzimy, że z rynków wschodzących - m.in. z Polski - wycofują się też inwestorzy długoterminowi. Monitorujemy tę sytuację, bo gdyby ten proces postępował trzeba by zaakceptować dalszą deprecjację złotego" - powiedział Belka.

Cytowany przez portal Belka nazwał "super ambitnym" rządowy plan zmniejszenia deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB już w 2012 roku.

"Oznaczałoby to zacieśnienie fiskalne rzędu 5 pkt proc. PKB w ciągu dwóch lat. Gdyby go się udało zrealizować można by było powiedzieć, że polska jest liderem zacieśnienia fiskalnego. Ale pojawia się pytanie, czy wobec osłabienia tempa wzrostu gospodarczego tak duże ograniczenie deficytu jest wykonalne. Co prawda w tym roku sytuacja budżetu jest komfortowa, ale w dużej części wynika to z czynników jednorazowych - jak ograniczenie transferów do OFE" - powiedział prezes.

Jego zdaniem powodzenie rządowego planu zniwelowałoby część napięć inflacyjnych wynikających z luźnej polityki fiskalnej.

"Poza tym trzeba pamiętać o tzw. percepcji rynków. Jeśli w tym roku deficyt nadal wynosiłby blisko 8 proc. PKB a nie 5,5 proc., to pewnie polska gospodarka rosłaby w tempie 6 proc. rocznie, ale skutki dla deficytu obrotów bieżących i kursu złotego byłyby fatalne. Jeśli miałoby się okazać, że Polska ma problemy z deficytem budżetowym albo z deficytem obrotów bieżących, reakcja rynku mogłaby być nieproporcjonalnie negatywna" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »