Reklama

Budżet 2016 r. się nie dopina? Minister uspokaja, agencje ratingowe straszą

Po 1989 roku nie było ani jednego roku, w którym nasze finanse publiczne nie notowałyby deficytu. W 2016 roku to się nie zmieni. Sejm uchwalił budżet na br. z maksymalnym deficytem w wysokości 54,7 mld zł. Będzie to mieć wpływ na dług publiczny Polski, który wynosi już ponad 939,8 mld zł. Czy szybko wzrastające zadłużenie kraju może być w najbliższej przyszłości rzeczywiście problemem?

Reklama

Deficyt budżetowy to różnica między wydatkami a dochodami rządu w danym roku obrotowym. Deficyt budżetowy jest zatem częścią deficytu finansów publicznych (na dług publiczny składają się długi rządu w danym roku, długi zaciągane przez samorządy i Fundusz Ubezpieczeń Społecznych).

Ustawa budżetowa na 2016 rok zakłada deficyt budżetowy na poziomie 54,7 mld złotych (dochody mają wynieść 313 mld 788 mln 526 tys. zł, a wydatki 368 mld 528 mln 526 tys. zł). Powiększy to wprawdzie deficyt finansów publicznych, ale w opinii Ministerstwa Finansów - poziom 2,8 proc. w stosunku do PKB zostanie utrzymany.

Rekordowy deficyt budżetowy?

O tym, jak ogromne jest zadłużenie kraju, świadczą liczby. Na każdego mieszkańca przypada ok. 25 tys. zł długu jawnego, a jego całkowita wartość stanowi 52,3 proc. PKB. Rosnący deficyt budżetowy powiększa zatem deficyt finansów publicznych. Co to oznacza w perspektywie jego dalszego wzrostu? Ekonomiści uspokajają. Przy dobrym wzroście gospodarczym, który obecnie mamy w Polsce, ani budżet na 2016 r., ani założony deficyt nie stanowi problemu czy realnego zagrożenia. Przynajmniej w teorii, gdyż obecne są czynniki ryzyka, które mogą pokrzyżować plany ministra finansów.

Warto podkreślić, że sumarycznie jest to największy deficyt budżetowy, jaki założono w ustawie, ale jako procent PKB sytuacja nie wygląda już tak strasznie.

- Warto zwrócić uwagę, że w relacji do PKB, założony deficyt budżetowy nie jest rekordowo duży - mówi w rozmowie z Interią Piotr Bujak, ekonomista Banku PKO BP. - Założony deficyt, chociaż jest najwyższy w historii, nie stanowi - przynajmniej w teorii - problemu. Wiele wskazuje na to, że może być on nawet niższy niż zapisano w ustawie budżetowej - dodaje.

Dlaczego budżet ma tak duży deficyt

- Budżet na 2016 r. realizuje program prorodzinny, ale jednocześnie jest bezpieczny dla finansów publicznych - powiedział minister finansów Paweł Szałamacha przed głosowaniem budżetu na 2016 r. w Sejmie, w nocy z piątku na sobotę (za PAP). Słowa ministra wskazują zatem na dwa aspekty tegorocznego budżetu.

Przede wszystkim uwzględnienie w nim "nowej" polityki prorodzinnej - programu 500 plus, którego koszty określono na 17 mld złotych. Po drugie zaś, jego bezpieczeństwo, czyli możliwość dostosowania do zmieniających się warunków makroekonomicznych bądź niespełnienia niektórych założeń rządu.

- To, co może niepokoić, to fakt, że pojawiają się w nim nowe wydatki o charakterze trwałym, z których część ma wbudowany mechanizm ich zwiększenia, wraz za wzrastającą inflacją - podkreśla Bujak. - Źródła dochodów są w pewnej części jednorazowe. Więc nawet jeżeli część zapisanych wydatków, w tym program 500+, można ocenić pozytywnie, to już sposób ich finansowania w przyszłości jest niejasny i stanowi znaczący czynnik ryzyka i niepewności. Nie mamy pewności jak będą wydatki sfinansowane w kolejnych latach, a będą one przecież rosnąć - dodaje Bujak.

W oparciu o prognozy rynkowe makroekonomiczne założenia ministra finansów nie można uznać za zbytnio prawdopodobne. O ile jeszcze wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc. może być możliwy do osiągnięcia, w szczególności za sprawą zwiększenia konsumpcji wewnętrznej w drugiej połowie roku - w związku z transferem na rynek pieniędzy z programu 500+, o tyle oczekiwana inflacja (1,7 proc.) będzie raczej trudna do realizacji.

- Założenia rządu odnośnie wzrostu gospodarczego 3,8 proc. są optymistyczne, ale możliwe do realizacji. Znacznie większym problemem jest określona inflacja (1,7 proc. - przyp. red.). Poziom ten jest znacznie powyżej rynkowych prognoz, w szczególności jeśli spojrzymy na spadające ceny surowców. Bliżej nam jednak do osiągnięcia inflacji w 2016 r. maksymalnie na poziomie 1 proc. - komentuje dla Interii Aleksander Łaszek, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.

- Nie możemy zapominać o zagrożeniach płynących z gospodarki światowej, w tym o recesji w Chinach i zmianach polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych (podwyżka stóp procentowych). W br. mogą wystąpić wstrząsy, które wpłyną także na stan i warunki rozwoju rodzimej gospodarki. Przy braku zewnętrznych zawirowań budżet jest możliwy do realizacji. Należy jednak pamiętać, że czasy są niespokojne, a my zamiast tworzyć rezerwy, to powiększamy deficyt - dodaje Łaszek.

Minister finansów wierzy jednak w plany budżetowe. - Jestem przekonany (...), że zarówno w wymiarze kwotowym, jak i procentowym założony deficyt 2,8 proc. PKB jak i 54 mld zł nie zostanie przekroczony - powiedział Szałamacha (za PAP).

W styczniu br. agencja ratingowa Moody's ostrzegła Polskę, że utrzymanie tak wysokiego deficytu budżetowego grozi wzrostowi deficytu finansów publicznych do 3,1 proc. PKB (teraz 2,8 proc. PKB). Agencja dostrzega rosnące ryzyko rozluźnienia polityki fiskalnej w 2016 roku, a wzrost deficytu (a w konsekwencji także finansów publicznych) kwalifikuje jako czynnik negatywnie wpływający na wiarygodność kredytową Polski. Należy także pamiętać, że wcześniej agencja ratingowa S&P obniżyła rating kraju z poziomu "A-" do "BBB+" z perspektywą negatywną.

Długi trzeba spłacać...

...a dobre warunki rozwoju gospodarczego (powyżej 3,5 proc.) powinny raczej służyć ograniczaniu zadłużenia kraju. Podobny stan wzrostu nie będzie utrzymywać się wiecznie, i to co dzisiaj jest nasz budżet wytrzymać, odbije się czkawką przy spowolnieniu lub recesji. Zwróćmy uwagę na dwie ważne przy ocenie deficytu finansów publicznych kwestie. Koszty obsługi długu już dzisiaj - w zależności od przyjętej metodologii jego liczenia (krajowa bądź Eurostatu) - wahają się od ok 40 mld do prawie 55 mld złotych. Rosnący dług publiczny to także większe obawy o problemy z jego spłatą, a tym samym konieczność pożyczania pieniędzy po wyższym koszcie (premia za ryzyko). Na koniec warto podkreślić także, że w najbliższej przyszłości stopy procentowe będą musiały pójść w górę. To zaś zwiększy nie tylko koszty obsługi długu już zaciągniętego, ale także koszt kolejnych pożyczek. Ekonomiści zwracają uwagę, że przy dobrej koniunkturze powinno się tworzyć rezerwy i wdrażać bardziej zrównoważony budżet, by na czasy spowolnienia móc stymulować gospodarkę.

Czy budżet może się posypać?

- W okresie dobrej koniunktury należałoby oczekiwać redukcji deficytu, by mieć więcej miejsca na stymulowanie gospodarki budżetem, kiedy nadejdą złe czasy. Kolejne lata mogą być trudne. Wiele czynników ryzyka obecnych jest dzisiaj w otoczeniu makroekonomicznym. Spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie, w tym zła koniunktura w strefie euro, może wpłynąć negatywnie na realizację budżetu w Polsce po stronie dochodowej. Z tego też powodu powinno się budżet tworzyć w sposób bardziej konserwatywny. Problemy pojawią się, jeśli nie uda się założonego scenariusza makroekonomicznego zrealizować - dodaje Bujak.

- Wiele zależy od budżetu na 2017 rok. Nawet jeśli będziemy mieli wzrost deficytu finansów publicznych w 2016 roku powyżej 3 proc. PKB, ale jasny sygnał, że w 2017 roku będzie on ograniczony, to byłoby to już istotnym uspokojeniem sytuacji. Zarówno Komisja Europejska, jak i międzynarodowe agencje ratingowe nie podjęłyby w podobnej sytuacji drastycznych ruchów. Jednakże, już wiemy że budżet 2017 r. stoi przed znacznie większymi trudnościami niż w 2016 r. Nie będzie wpływów z aukcji LTE, nie znamy także wysokości zysku NBP. Mało tego, program 500+ nie będzie obowiązywać przez dziewięć miesięcy, ale przez cały rok. Całokształt założeń i planów rządu wskazuje, że deficyt może być niebezpiecznie wysoki dopiero w 2017 r. - mówi Interii Aleksander Łaszek.

Bartosz Bednarz

- - - - -

Analityk Moody's o plusach i minusach polskiej gospodarki

Główny analityk agencji Moody's na Polskę Sarah Carlson, pytana o mocne strony polskiej gospodarki, podkreśla jej wysoką odporność na kryzys. - Widzieliśmy to w bardzo trudnym okresie dla światowej gospodarki, szczególnie w Europie w ostatnich latach. Fakt, że sąsiedzi i partnerzy handlowi Polski doświadczali tak dużych trudności, a Polska utrzymała dodatnie tempo wzrostu gospodarczego jest imponujący. To pokazuje jak duża jest odporność gospodarki, a to ważne dla ratingu - mówi. Jej zdaniem, na duży plus zasługuje również dyscyplina fiskalna władz i próby ograniczenia zadłużenia.

Po stronie słabości Sarah Carlson wymienia zaś bilans handlowy. - Polska miała duży deficyt obrotów bieżących, który jednak zmniejszył się w ostatnich latach. Kolejną słabością polskiej gospodarki jest jej zależność od zagranicznych inwestycji - wskazuje.

Źródło: TVN24 Biznes i Świat/x-news

Pobierz: darmowy program do rozliczeń PIT 2015

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »