Reklama

Ceny w rosyjskich sklepach mogą wzrosnąć jeszcze bardziej

Ograniczenie wjazdu europejskich ciężarówek do Rosji, które ma być odpowiedzią na unijne sankcje, wywołuje niepokój w Rosji. Grozi to zniknięciem z półek tamtejszych sklepów niektórych towarów. Związki producentów żywności i napojów piszą do rosyjskich władz, by zrezygnowały z ograniczeń, bo będą one "krytyczne dla bezpieczeństwa żywnościowego Federacji Rosyjskiej". Wszyscy obawiają się dalszych wzrostów cen żywności, które już teraz są bardzo dotkliwe.

Stowarzyszenia zrzeszające producentów żywności napisały list do premiera Michaiła Miszustina, prosząc, by nie wprowadzał zakazu wjazdu zagranicznych tirów. Ich przedstawiciele zaznaczali, że ciężarówki z Europy muszą dotrzeć do miejsca przeznaczenia w Rosji bez zatrzymywania się i przeładunku, bo to utrudniłoby dostarczanie produktów, które łatwo się psują.

Tymczasem resort transportu 17 maja poparł plany wprowadzenia zakazu wjazdu europejskich przewoźników do Federacji Rosyjskiej.

Unia Europejska wprowadziła w kwietniu zakaz wjazdu na swoje terytorium ciężarówek rosyjskich i białoruskich. W odpowiedzi na to analogiczny zakaz dotyczący swojego terytorium nałożyła Białoruś. W efekcie ciężarówki z Europy muszą wyładowywać towary w wyznaczonych miejscach na białoruskiej granicy, następnie są one dystrybuowane przez rosyjskich i białoruskich przewoźników. Samochody czekają na rozładunek wiele dni.

Reklama

Taryfa przewozowa podwoiła się

Ograniczenie ruchu ciężarówek europejskich w Rosji miałoby działać na podobnych zasadach jak te wprowadzone na Białorusi. Wszystko to oznacza dodatkowe koszty dla rosyjskich konsumentów. Według uczestników rynku, średnia taryfa za przewóz z UE do Federacji Rosyjskiej już teraz wzrosła z 3,2 tys. euro do 7,8 tys., a czas dostawy wydłużył się o tydzień.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Jest to sprzeczne z planem działań priorytetowych na rzecz rozwoju rosyjskiej gospodarki, który zakłada przyspieszenie przepływu towarów przez granicę - podkreślają autorzy apelu, wśród których znaleźli się m.in. przedstawiciele organizacji handlujących napojami, mlekiem czy rybami. Podkreślają, że tego typu działania rodzą ryzyko dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju i negatywnie wpłyną na tutejszy sektor spożywczy oraz na rolnictwo.

Przedstawiciele organizacji wskazują, że w Rosji nie ma infrastruktury do przeładunku towarów, brakuje też magazynów czasowego składowania na przejściach granicznych. Restrykcje mogą doprowadzić do zniknięcia szeregu towarów zagranicznych lub znacznego wzrostu ich cen. Problemem będzie dostarczenie produktów, które łatwo się psują, jak warzywa czy owoce. Większość tej kategorii produktowej sprowadzana jest z półkuli południowej i z Bałkanów.

Będą wyjątki

Ministerstwo Przemysłu i Handlu Rosji popiera ideę zakazu wjazdu ciężarówek z Unii Europejskiej do Federacji Rosyjskiej. Pojawiają się jednak zapowiedzi, że wyjątki będą dotyczyły żywności, leków, produktów medycznych i pomocy humanitarnej. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść, gdy potwierdzi się, że infrastruktura graniczna jest na to gotowa.

Ustalenie listy materiałów priorytetowych może być jednak kłopotliwe. Kluczowe dla konsumentów i producentów są nie tylko gotowe produkty, ale też surowce, półprodukty, części zamienne do urządzeń wykorzystywanych w przemyśle spożywczym czy materiały opakowaniowe.

Drożyzna daje o sobie znać

Rosjanie już teraz bardzo mocno odczuwają wzrost cen produktów spożywczych. Deputowany moskiewskiej Dumy Miejskiej z Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Nikołaj Zubrilin mówił niedawno, że ceny artykułów spożywczych wzrosły średnio dwa razy, a leków - półtora raza. Do tego dochodzi wyższy czynsz czy opłaty za media.

- Inflacja w ciągu kilku miesięcy pochłonęła już 50 proc. dochodów - informował. Zaznaczał, że należy ograniczyć rolę pośredników handlowych, którzy zarabiają na podwyżkach. Także rząd i władze regionów nieustannie apelują, by producenci żywności nie gonili za zyskiem, mając na uwadze interesy Rosjan.

Jabłka kosztują prawie tyle co cytryny

Rosyjski portal RuNews24, który prowadzi kwartalny monitoring cen produktów spożywczych, podaje, że ceny jabłek wzrosły z 66 rubli za kilogram w lutym tego roku do 128 rubli w maju (to w przeliczeniu na polską walutę prawie 9 zł). Cytryny podrożały ze 110 rubli do 145 rubli (czyli do ponad 10 zł), ziemniaki z 34 rubli na 74 ruble (do 5,2 zł), marchew z 38 rubli do 64 rubli (do 4,5 zł), a cebula z 20 rubli na 40 rubli (do 2,8 zł).

Mleko w tym czasie potaniało z 65 rubli za litr do 62 rubli (do 4,3 zł), a kefir podrożał z 74 do 90 rubli (do 6,3 zł). Kilogram udek z kurczaka podrożał ze 190 rubli do 240 rubli (do 17 zł), a wieprzowiny z 290 do 358 rubli (do 25 zł). Cena oleju słonecznikowego wzrosła z 86 do 109 rubli za 0,9 litra (do 7,6 zł), a popularnej w Rosji kaszy gryczanej z 88 do 123 rubli za kilogram (do 8,6 zł).

Jeszcze niedawno obserwowaliśmy walkę klientów o cukier w rosyjskich sklepach. Obecnie produkt ten jest już stale dostępny dla konsumentów, choć jego cena wzrosła o 40 proc. rok do roku i o 25 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Obecnie za kilogram trzeba zapłacić 75 rubli (5,2 zł).

Monika Borkowska

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »