Reklama

Co Saxo Bank prognozował w 2014 roku

Zdaniem ekonomistów Saxo Banku w 2014 roku czeka nas scenariusz dość głębokiego i wszechstronnego kryzysu. np. Japonia anuluje swój dług publiczny. Oto szczegóły.

Unia Europejska wprowadzi podatek majątkowy, wzrośnie znaczenie ruchów antyunijnych w Parlamencie Europejskim, Niemcy pogrążą się w recesji , giełda paryska zanotuje największe straty spośród wszystkich parkietów regionu, w USA wybuchnie deflacja, FED ponownie złagodzi politykę monetarną, nastąpi symboliczny koniec Twittera a akcje spółek technologicznych stanieją o 50 proc. , ograniczenie skupu aktywów przez FED pogrąży gospodarki wschodzące, ropa Brent będzie kosztować poniżej 80 USD za baryłkę a Japonia anuluje swój dług publiczny.

Krytyczny etap historii

Reklama

Gdy wreszcie zakończy się rozdział poświęcony globalnemu kryzysowi finansowemu i jego utrzymującym się jeszcze długo następstwom, zostanie on uznany za dużo ważniejszy, niż czasy wielkiego kryzysu. Światowym bankom centralnym i rządowym decydentom skończyły się odpowiedzi, przy czym unikają oni odpowiedzialności za to, co wychodzi na jaw oraz realnych reform, które pozwoliłyby wreszcie ruszyć do przodu.

Zamiast tego pozostało im podbijanie notowań na rynkach najróżniejszymi wypowiedziami i opiniami, albo po prostu modlitwa o lepsze jutro.

Pod względem dystrybucji dochodów i bogactwa, świat pozostanie tak samo asymetryczny jak dzisiaj. Do tego obecny zestaw rozwiązań politycznych oznacza, że z luzowania ilościowego i taniego pieniądza korzysta 20% gospodarki - spółki giełdowe i duże banki, które coraz bardziej rosną w siłę. Pozostałe 80% ¬ - czyli MŚP i przeciętni pracownicy - boryka się z najniższym w historii wskaźnikiem relacji płac do PKB, globalnym nasileniem działań oszczędnościowych i brakiem dostępu do kredytów.

Rok 2014 może - i powinien - być czasem, kiedy mandat do zmian nie tylko stanie się konieczny, ale zostanie również wcielony w życie. Jednakże zmiana nastąpi jedynie w wyniku klęski dotychczas podejmowanych działań, a nie dzięki jakiemuś proaktywnemu "oświeceniu", któremu ulegną decydenci. Bardzo rozczarowujące w 2014 r. będzie to, że zarówno amerykańskiej, jak i niemieckiej gospodarce nie uda się nabrać odpowiedniego rozpędu, by wyrwać się z zamkniętego kręgu, a ich wzrost spadnie do zera. Wymusi to zmiany polityczne, gdyż strategia podbijania wycen rynku samymi wypowiedziami nie będzie już wystarczać. Konieczne jest - i do tego wzywamy - by realna gospodarka znalazła się w większym stopniu w centrum uwagi, zarówno pod względem ekonomicznym jak i politycznym.

Musimy się wreszcie obudzić, w przeciwnym razie pozostaną nam alternatywy pociągające za sobą naprawdę przerażające scenariusze. Bezrobocie doprowadzi w końcu do napięć społecznych, a pierwszym testem będą wydarzenia w Europie: istnieje bowiem poważne ryzyko, że wynik majowych wyborów okaże się mocno niekorzystny dla samej Unii.

Zamierzeniem niniejszej prognozy nie jest czarnowidztwo: w ujęciu historycznym prawdziwe zmiany zawsze były owocem klęski starych sposobów funkcjonowania. Nauczka, jaką powinniśmy byli wyciągnąć z wielkiego kryzysu jest taka, że pozwalając na katastrofę jednocześnie przyspieszamy moment nadejścia "lepszego", nawet jeśli dzieje się to kosztem dużej dawki krótkotrwałego bólu. Tymczasem teraz niebezpiecznie zbliżamy się do modelu gospodarczego, który przypomina raczej nieudany eksperyment zwany Związkiem Radzieckim. Przestańmy biegać w kółko, zamiatać problemy pod dywan i udawać, że luzowanie ilościowe to coś innego, niż gospodarczy nałóg. I ruszmy wreszcie do przodu.

Steen Jakobsen, Saxo Bank

Deflacja w USA dopadnie i was

Wskaźniki ekonomiczne może i sugerują, że gospodarka amerykańska ma się lepiej, jednak Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) wciąż się waha - i ma po temu powody. Kruchą kondycję rynku nieruchomości uwydatniły umiarkowane wzrosty rentowności obligacji w połowie 2013 r. Z tego powodu w lipcu sprzedaż nowych domów spadła do rocznego minimum, a w porównaniu z pierwszym półroczem nadal jest przytłumiona. Płace praktycznie nie rosną, mimo iż dzięki wolnym mocom produkcyjnym zatrudnienie we wszystkich sektorach jest wyższe. Ponieważ na styczeń Kongres zaplanował Akt II przedstawienia pt. "Jak zdezorganizować amerykańską gospodarkę", ponownie ucierpią inwestycje, zatrudnienie i zaufanie konsumentów. To spowoduje spadek inflacji zamiast jej wzrostu, a deflacja znów będzie głównym tematem obrad FOMC. Dobrym rozwiązaniem będzie tu zakup amerykańskich obligacji 10-letnich, których rentowność przewidujemy w 2014 r. na poziomie 1,5%.

Mads Koefoed, Saxo Bank

Wszystko na ratunek hipotekom

Na pierwszy rzut oka można by sądzić, że gospodarka amerykańska już za chwilę przyspieszy. Jednak to tylko iluzja karmiona trzecią rundą luzowania ilościowego, wartego 85 miliardów USD miesięcznie. Z powodu intensywnych zakupów koszty odsetkowe zmalały, a aktywa ryzykowne poszybowały w niebo, tworząc tym samym sztuczne poczucie poprawy sytuacji. Nadal jednak na horyzoncie widać poważne wyzwania, gdyż sektor prywatny wciąż zmniejsza lewarowanie, rynek nieruchomości wpada w tarapaty przy każdym wzroście oprocentowania, wydatki sektora publicznego cały czas maleją, a zatrudnienie w przedsiębiorstwach prywatnych nadal nie napawa optymizmem. FOMC doskonale zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę.

Zwłaszcza rynek mieszkaniowy ledwo dyszy, więc w 2014 r. FOMC postawi wszystko na hipoteki, zastępując QE3 programem 100% skupu papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi i zwiększając - zapomnijcie o ograniczaniu - skalę tego programu do ponad 100 miliardów USD miesięcznie. Ponowne osłabienie kondycji rynku nieruchomości znacznie podkopie notowania funduszu Vanguard REIT ETF, którego wycena spadnie do poziomu 30 USD, najniżej od 2009 r.

Mads Koefoed, Saxo Bank

W 2014 r."tłusta piątka" z okropnym kacem

Notowania amerykańskich spółek z sektora technologii informatycznych kształtują się obecnie ok. 15% poniżej aktualnej wyceny indeksu S&P 500. Ostro kontrastuje to z historyczną premią, która w okresie bańki internetowej wynosiła ok. 160%. Ogólnie rzecz biorąc, podobają nam się akcje spółek technologicznych, gdyż to one w dużej mierze napędzają tak konieczny wzrost wydajności, potrzebny gospodarce, by w perspektywie długoterminowej rósł poziom bogactwa w przeliczeniu na osobę. Jednak notowania akcji niewielkiej grupy spółek technologicznych przekraczają wycenę rynku o 700%, niemal zaprzeczając "prawom Newtona" obowiązującym na rynkach finansowych. Akcje te nazywamy "tłustą piątką" sektora technologicznego, a są to Amazon, Netflix, Twitter, Pandora Media oraz Yelp. Ponieważ premia waluacyjna jest wypaczona ze względu na wzrost, jaki nastąpił po kryzysie finansowym, wycena tych papierów jest niezwykle wysoka. Inwestorzy mają problem ze znalezieniem dobrych scenariuszy rozwoju, więc gdy w okolicy nagle jakiś się pojawi, zostaje wylicytowany do poziomu, na którym wskaźnik relacji ryzyka do zysku staje się bardzo niekorzystny. To jak nowa bańka w ramach starej bańki.

Oferta złożona przez Facebook'a firmie Snapchat, opiewająca na 3 miliardy USD w gotówce i odrzucona przez 23-letniego założyciela tej spółki, jest skrajnym przykładem aroganckiej dumy, pokazującym, jak w tej części sektora technologicznego entuzjazm osiągnął nowe poziomy. Snapchat nie ma modelu biznesowego i osiąga zerowe przychody, więc wartość tej akwizycji określono nie na podstawie marginalnej różnicy w przepływach pieniężnych, jaką przyniosłaby ona Facebook'owi, ale w oparciu o potencjalną wartość strat, jakie Facebook by poniósł, gdyby Snapchat zyskał dużą popularność. Właśnie ta twórcza destrukcja jest "ciemną materią", która powinna wzbudzić ostrożność inwestorów wobec gigantycznej premii waluacyjnej, jaka się obecnie tworzy w tej niewielkiej grupie spółek technologicznych. Jeśli chodzi o inwestowanie na tej podstawie, stworzymy syntetyczny, równo ważony indeks "tłustej piątki", który wystartuje ostatniego dnia obrotu w 2013 r. z wartością 100 pkt. Naszą "szokującą prognozą" jest to, że w ciągu 2014 r. wartość tego indeksu spadnie do poziomu 50 pkt.

Peter Garnry, Saxo Bank

Zdesperowany BoJ anuluje dług publiczny

W 2014 r. globalne ożywienie straci tempo, co wywoła spadki notowań aktywów ryzykownych i wymusi na inwestorach powrót do jena japońskiego. W ramach powtórki z 2011 r. USD/JPY spadnie poniżej poziomu 80, zmuszając zdesperowany Bank of Japan do anulowania rządowych dłużnych papierów wartościowych - będzie to ostatnia próba ucieczki z pułapki deflacji, w której ten kraj tkwi od dwudziestu lat. Ponieważ nikt nie zna rezultatów tego manewru księgowego, dokonywanego wewnątrz sektora publicznego, decyzja ta będzie oznaczać niezwykle stresującą sytuację całkowitej niepewności, a także potencjalnie katastrofę o nieznanych skutkach ubocznych. Szalona perspektywa, prawda? Cóż, w dzisiejszych czasach w imię walki z kryzysem można robić wszystko. Luzowanie ilościowe jest zasadniczo niekonwencjonalną drogą, niejako "od podwórza", dzięki której bank centralny może pozwolić rządowi na kontynuowanie polityki braku oszczędności, nie stwarzając przy tym presji na podniesienie stóp procentowych i jednocześnie ograniczenie wydatków rządowych.

Banki centralne pośrednio kupują dług publiczny poprzez swoich dealerów pierwotnego rynku pieniężnego, zwiększając tym samym odsetek długu publicznego znajdującego się w rękach właśnie sektora publicznego. Przypuszczalnie inflacja od jakiegoś czasu jest niska, dlatego, że w wyniku zmian dług na gigantyczną skalę skupują teraz wspomniani dealerzy. Środki związane z tymi operacjami pochodzą z rezerw, których nie wprowadzono do gospodarki ze względu na bardzo niski popyt na kredyt ze strony sektora prywatnego. Czy banki centralne wynalazły "cudowny lek na wszystko"?

Nie do końca. W rzeczywistości w wielu gospodarkach rozwiniętych dług publiczny znajduje się na trajektorii niezrównoważonego wzrostu, a rozwój gospodarczy kuleje pomimo gigantycznych działań stymulujących podejmowanych przez rząd. Najbardziej godna uwagi jest sytuacja w Japonii, gdzie wskaźnik długu publicznego do PKB wynosi ok. 215%, a prognozy przewidują jego dalszy wzrost. Ponieważ ze względu na sytuację demograficzną nadal panuje tam silna presja deflacyjna, obciążenie długiem wkrótce stanie się niemożliwe do uniesienia. Jednak w wewnętrznych kręgach banków centralnych popularność zaczyna zdobywać zgrabny, nieprzetestowany jeszcze trick, w ramach którego instytucja ta po prostu anuluje posiadane zasoby długu publicznego. W przypadku Japonii oznaczałoby to, że ok. 15% tego długu po prostu by zniknęło. To prosty trick księgowy, który faktycznie jest posunięciem w stylu "widzisz, a teraz nie widzisz."

Peter Garnry, Saxo Bank

Cena ropy spada do 80 USD za baryłkę

Globalne rynki ropy przechodzą okres transformacji, kiedy to dzięki wzrostowi wydobycia metodami niekonwencjonalnymi (zwłaszcza w USA i Kanadzie), jak również dzięki zwiększeniu produkcji w Arabii Saudyjskiej, pomimo licznych zakłóceń, ceny ropy utrzymują się na stabilnym poziomie. Dlatego też przez ostatnie trzy lata ropa Brent kosztowała średnio ok. 110 USD za baryłkę, a konsensusowa prognoza na 2014 r. przewiduje średnią cenę ok. 105 USD za baryłkę.

Ponieważ spodziewany jest wzrost podaży z krajów spoza OPEC o ponad 1,5 miliona baryłek dziennie, a następnie o dalsze 2 miliony gdy skończą się zakłócenia w Libii i zelżeją sankcje wobec Iranu, ropa zaleje rynek globalny.

Producenci będą musieli podjąć wspólny wysiłek ograniczenia wydobycia. Fundusze hedgingowe zareagują na zmianę dynamiki, po raz pierwszy od wielu lat budując potężną krótką pozycję na rynku. Spowoduje to spadek ceny ropy Brent do 80 USD za baryłkę, zwłaszcza że niemal wszyscy producenci, desperacko potrzebujący wysokich cen ropy, będą reagować powoli. Rosja i większość członków OPEC zamieszają opóźniać ten proces by zbilansować swoje budżety, natomiast Stany Zjednoczone mogą się ociągać ze względu na fakt, iż wysokie ceny są konieczne dla zapewnienia opłacalności wydobycia gazu łupkowego.

Gdy już producenci zabiorą się wreszcie za ograniczanie produkcji, ceny ropy zareagują mocnym odbiciem, tymczasem przemysł uświadomi sobie, że dobra cena wcale nie jest sprawą przesądzoną.

Ole Hansen, Saxo Bank

Niemcy w recesji

W pięć lat po globalnej recesji gospodarka niemiecka osiąga lepsze wyniki, niż pozostałe kraje strefy euro. Jednak w 2014 r. sytuacja ulegnie zmianie, a analitycy, zgodnie przewidujący wzrost na poziomie 1,7%, będą głęboko rozczarowani. Lata przesadnego oszczędzania w Niemczech spowodowały, że nawet USA krytykują ten kraj. Nie można też wykluczyć, że inne liczące się gospodarki przygotują skoordynowany plan redukcji nadmiernej nadwyżki handlowej.

Dodajmy do tego spadek cen energii w USA, który zachęca niemieckie firmy do przenoszenia produkcji na Zachód, niższą konkurencyjność ze względu na rosnące płace realne, potencjalne żądania ze strony SPD - nowego partnera koalicyjnego - by poprawić warunki życia niemieckiej klasy niższej i średniej, a także coraz silniejsze Chiny, które po niedawnym Trzecim Plenum będą bardziej koncentrować się na konsumpcji krajowej - i przepis na spadek aktywności gospodarczej gotowy. Wbrew wszelkim oczekiwaniom w przyszłym roku produkcja w gospodarce zamiast rosnąć, będzie malała, a rentowność niemieckich 10-letnich obligacji rządowych spadnie do 1%.

Ole Hansen, Saxo Bank

Unijny podatek majątkowy w sowieckim stylu

W 2014 r. deflacja i brak wzrostu wywołają panikę wśród decydentów. W efekcie Komisja Europejska utworzy grupę roboczą ds. podatków majątkowych, które obciążą każdego, kto zaoszczędził więcej niż 100 000 USD lub EUR. Inicjatywa ta będzie realizowana w imię eliminacji nierówności i doprowadzi do tego, że 1% obywateli - czyli ci najbogatsi - wniesie "bardziej sprawiedliwy" wkład do budżetu, by zmniejszyć obciążenia dla całego społeczeństwa.

W kilku artykułach naukowych i analizach opublikowanych niedawno przez bankowe instytucje badawcze ustalono, że aby zebrać wystarczającą ilość środków na "bufor kryzysowy" dla banków i rządów (by ratować je zarówno ze środków zewnętrznych, jak i ich własnych) oraz na pokrycie innych zobowiązań powstałych w wyniku obecnego kryzysu finansowego i zadłużeniowego, potrzebny jest podatek majątkowy w wysokości 5-10%.

Będzie to ostateczny ruch w kierunku totalitarnego państwa europejskiego i najgorszy moment dla praw jednostki i praw majątkowych. Zatoczyliśmy pełne koło i wracamy do modelu Związku Radzieckiego. W tym kontekście oczywistym rozwiązaniem jest kupowanie tzw. "twardych aktywów" i sprzedaż "nadmuchanych" aktywów niematerialnych. Kupilibyśmy SPDR Gold Shares ETF (GLD:arcx), przewidując wzrost jego ceny aż do 180, i sprzedalibyśmy równo ważony koszyk akcji Hermes International (HRMS:xpar), Louis Vuitton (MX:xpar) i Sotheby's (BID:xnys), przewidując spadek jego wartości ze 100 do 50.

Steen Jakobsen, Saxo Bank

Antyunijny sojusz

Na okres od 22 do 25 maja przyszłego roku zaplanowano wybory do Parlamentu Europejskiego. Od wejścia traktatu lizbońskiego w życie w 2009 r. Parlament Europejski stał się nie tylko silnym współ-ustawodawcą, lecz także ważnym graczem w procesie wyboru kandydata na przewodniczącego Komisji - organu wykonawczego Unii Europejskiej. Partie krajowe będą kontestować wybory, lecz większość posłów - dostawszy się już do Parlamentu - zdecyduje się dołączyć do ponadnarodowych ugrupowań politycznych. Powstanie ogólnoeuropejski, antyunijny sojusz, w którego skład wejdą członkowie brytyjskiej Partii Niepodległości, Alternatywy dla Niemiec (sceptycznie nastawionej do wspólnej waluty), francuskiego Frontu Narodowego i holenderskiej Partii Wolności.

Staną się największą siłą w parlamencie, na którą przypadnie ponad 275 miejsc, odsuwając od władzy tradycyjne ugrupowania polityczne. Parlament Europejski wybierze nowego, antyunijnego przewodniczącego, a głowom europejskich państw i rządów nie uda się wybrać przewodniczącego Komisji. W rezultacie w Europie znów zapanuje polityczny i gospodarczy chaos. Jedną z możliwości zabezpieczenia się przed takim rozwojem sytuacji byłoby kupno niemieckich obligacji Bund i jednoczesna sprzedaż hiszpańskich Bonos, z nadzieją, że spread między nimi znów dojdzie do 300 punktów bazowych.

Steen Jakobsen, Saxo Bank

Indeks CAC 40 traci 40%

Nadmuchana luzowaniem ilościowym bańka na rynku akcji przeciągnie się na 2014 r. Wówczas jednak notowania dojdą do ściany i gdy wszyscy uświadomią sobie, że jedynym czynnikiem napędzającym rynek jest zasada większego głupca, nastąpi gwałtowne tąpnięcie. Tymczasem zapaść we Francji jeszcze bardziej pogłębi się w wyniku niegospodarności rządu François Hollande'a, gdyż prezydent i jego ekipa nie będą potrafili zareagować na brak konkurencyjności, jakim odznacza się ten kraj, ani też znaleźć sposobu na pobudzenie wzrostu. Ceny nieruchomości, które po kryzysie nie odnotowały większej korekty, w końcu zachowają się tak, jak ich holenderskie odpowiedniki w 2012 r. i gwałtownie polecą w dół, pociągając za sobą konsumpcję i zaufanie. Na fali ucieczki inwestorów indeks CAC 40 do końca roku straci ponad 40% w stosunku do szczytu z 2013 r.

John J Hardy, Saxo Bank

"Krucha piątka" straci

Normalizacja stóp procentowych na całym świecie, której pierwszym przejawem będzie najprawdopodobniej ograniczenie luzowania ilościowego w USA, doprowadzi do wzrostu krańcowych kosztów kapitału. Kraje o rosnącym deficycie na rachunku bieżącym będą przez to bardziej narażone na skutki osłabienia apetytu globalnych inwestorów na ryzyko, co w ostatecznym rozrachunku może wymusić spadki kursów walut tych państw, zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego. Do tej kategorii zaliczyć można pięć krajów: Brazylię, Indie, RPA, Indonezję i Turcję. Wszystkie te państwa w ciągu ostatnich dziesięciu lat odnotowały gwałtowny wzrost, który przyciągnął miliardy dolarów w ramach bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ).

Jednak w miarę, jak strumyczek z tanim, łatwo dostępnym pieniądzem będzie wysychał, kraje te znajdą się w szczególnie niekorzystnej sytuacji, gdyż deficyty na ich rachunkach bieżących ciągle rosną. Ze względu na dodatnie przepływy BIZ omawiane państwa przestały się skupiać na kształtowaniu solidnego wzrostu poprzez długoterminowe plany wydatków z pozytywnym zwrotem.

Jednak, ponieważ ze względu na wyższe koszty pracy i ogólny wzrost świadczeń z nią związanych wydatki będą rosnąć, powstanie presja spadkowa wobec walut "kruchej piątki". Wybory, które przypadają w Indiach w maju, a w Indonezji w połowie lipca, mogą opóźnić wprowadzenie reform mających powstrzymać pogarszanie się sytuacji, przez co państwa te będą jeszcze bardziej podatne na ryzyko. Czas im się skończył i pozostaje już tylko jedno narzędzie - dewaluować pieniądz. W takiej sytuacji sugerowałbym więc sprzedaż równo ważonego koszyka walut "kruchej piątki" i oczekiwanie na +10% zyski.John J Hardy, Saxo Bank

Dowiedz się więcej na temat: Saxo Bank | prognozy na 2014 rok | prognozy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »