Reklama

Coraz bliżej unijnej bitwy o pieniądze

Donald Tusk zaplanował już na luty 2018 r. pierwszą dyskusję przywódców UE o budżecie na okres po 2020 r. Ale ostateczne porozumienie jest planowane dopiero na 2019 r.

"Polityczne priorytety" nowego budżetu wieloletniego UE, czyli zapewne m.in. wspólne finansowanie polityki migracyjnej, mają być jednym z tematów lutowego szczytu Unii, a Komisja Europejska powinna przedłożyć swój projekt tego budżetu w maju 2018 r. Wymaga jednomyślnej zgody Rady UE (ministrowie krajów Unii) oraz zatwierdzenia przez Parlament Europejski, który może powiedzieć "tak" lub "nie" bez prawa do modyfikowania budżetu. Jednak w rzeczywistości główny ciężar negocjacyjny spoczywa na przywódcach krajów Unii, których polityczna ugoda ze szczytu UE w 2019 r. zostanie potem już tylko sformalizowana przez Radę UE.

Reklama

Szczyt z lutego 2013 r., na którym uzgodniono budżet 2014-20, trwał ponad 30 godzin, łącznie z bezpośrednio poprzedzającymi go spotkaniami w mniejszych grupach. Przez cały ten czas na nogach - spośród przywódców - był tylko ówczesny szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, kanclerz Angela Merkel i ówczesny francuski prezydent François Hollande. Premier Donald Tusk przespał parę godzin na kanapie w pokoju polskiej delegacji.

Budżet rozkręca się powoli

Budżet wieloletni to zwyczajowa nazwa "wieloletnich ram finansowych", czyli planu finansowego Unii wyznaczającego priorytety budżetowe, ogólne zasady finansowania oraz - o to toczą się najcięższe boje - pułapy wydatków. W owych "ramach" muszą się następnie pomieścić roczne budżety UE przyjmowane późną jesienią każdego roku w głosowaniu większościowym Rady UE oraz europarlamentu. Choć w "ramach finansowych" nie wpisuje się konkretnych kwot dla poszczególnych krajów UE, to określenie ogólnounijnych pułapów i reguł finansowania pozwalają dyplomatom na bieżąco - już podczas szczytowych obrad - szacować dość precyzyjnie wielkość kopert budżetowych dla swych krajów. Polska w budżecie wieloletnim 2014-20 ma do wykorzystania 86 mld euro z "funduszy unijnych", czyli funduszy strukturalnych i inwestycyjnych. Ponadto Warszawa dostaje spore pieniądze na bezpośrednie dopłaty rolne, ale w przypadku Polski te subwencje - w perspektywie kilkuletniej - równoważą się mniej więcej z polską składką do wspólnej kasy (o czym niżej).

Budżet wieloletni na okres 2014-20 to ciut ponad 1 proc. unijnego dochodu narodowego brutto (DNB to wskaźnik trochę różniący się od PKB) i - po przekalkulowaniu na obecne ceny - wynosi łącznie 1087 mld euro w zobowiązaniach i 1026 mld euro w płatnościach. Zobowiązania to kwota, na jaką opiewają wszystkie projekty (np. konkretne odcinki dróg w Polsce) zatwierdzone przez Brukselę i tym samym mające unijną gwarancję finansowania, jeśli zostaną zrealizowane. Natomiast w wydatki to pieniądze przeznaczone na pokrycie faktur za już realizowane projekty (np. wybudowane drogi). Planowane zobowiązania są większe od planowanych wydatków, bo po pierwsze - nie wszystkie zatwierdzone projekty dochodzą do skutku, a po drugie - część faktur będzie opłacana dopiero z przyszłego budżetu wieloletniego (czyli w przyszłych "ramach finansowych). Unijne reguły dopuszczają bowiem trzyletni poślizg - inwestorzy z projektów zatwierdzonych w 2020 r. mogą przekazywać do Brukseli ostatnie faktury w 2023 r.

Należyte przygotowanie projektów wspieranych z kasy UE zajmuje po kilka-kilkanaście miesięcy i dlatego liczba wniosków o finasowanie (a potem faktur) zwykle rośnie z roku na rok wskutek stopniowego rozkręcania się budżetu wieloletniego. Dlatego roczny budżet na 2018 r. (160 mld w zobowiązaniach, 145 mld w płatnościach) jest większy od budżetu rocznego na 2017 r. i zapewne okaże się mniejszy od budżetu rocznego na 2019 r. Wraz z budżetami rocznymi rosną roczne składki od krajów UE. I dopiero po zamknięciu bilansu 2020 r. będzie można dokładnie powiedzieć, ile dokładnie wyniosła średnia składka Niemiec, Francji czy Polski w okresie 2014-20. To m.in. dlatego ewentualną pobrexitową dziurę w kasie UE szacowano bardzo zgrubnie - na 10-12 mld euro rocznie. Szczęśliwie, grudniowe wstępne porozumienie między Brukselą i Londynem oddala groźbę owej dziury, bo Brytyjczycy obiecali respektowanie obowiązków z obecnych "wieloletnich ram finansowych".

Niemcy głównym płatnikiem, Polska głównym beneficjentem

Obecny budżet wieloletni obejmuje siedem lat (2014-20), ale jeszcze nie wiadomo, czy przyszłe "ramy" będą też siedmioletnie (2021-27) czy - jak teraz wolałaby Komisja Europejska - pięcioletnie (2021-25). Natomiast nie zanosi się na żadną rewolucję w kwestii źródeł finansowania wspólnej kasy UE. To przede wszystkim składki przelewane z budżetów krajów UE (to było 67 proc. wpływów Brukseli w 2016 r.), a w mniejszym stopniu m.in. cła zbierane na wspólnych granicach zewnętrznych Unii oraz wpływy powiązane z VAT-em ściąganym w każdym z krajów Unii (podstawowa stawka to 0,3 proc. od podstawy opodatkowania VAT). Składki zależą od wielkości gospodarek poszczególnych krajów Unii i dlatego są aktualizowane co rok, by dostosować je do wzrostu dochodu narodowego. Największym płatnikiem są Niemcy, które w budżecie wieloletnim 2007-13 były odpowiedzialne za blisko 20 proc. budżetu UE. Drugim w kolejności płatnikiem jest Francja (niecałe 18 proc.).

Polska w 2016 r. otrzymała z budżetu UE około 10,6 mld euro, a jednocześnie polski wkład do tego budżetu wyniósł 3,5 mld euro. A zatem Polska na czysto dostała 7,1 mld euro w 2016 r. Z kolei Niemcy na czysto dołożyły do tego budżetu 12,9 mld euro, Francja 8,2 mld euro, Wlk. Brytania 5,6 mld euro, Włochy 2,3 mld euro, a Holandia 2,1 mld euro. Dokładne dane za 2017 r. będą znane dopiero za kilkanaście tygodni, ale jest pewne, że wpłaty - zgodnie z zasadą corocznego rozkręcania się budżetu wieloletniego - będą wyższe od 2016 r. i niemal na pewno sporo niższe od wpłat w 2018 r.

Budżet z praworządnością?

Rozporządzenie o "wieloletnich ramach finansowych" stanie się podstawą dla nowych unijnych przepisów szczegółowych m.in. o polityce strukturalnej (nazywanej też polityką spójności), polityce rolnej bądź też o polityce migracyjnej. Te przepisy zostaną zaproponowane przez Komisję Europejską, a będzie musiała je zatwierdzić w głosowaniu większościowym zarówno Rada UE, jak i Parlament Europejski. Wskutek sporów Polski z Brukselą o zmiany w polskim sądownictwie teraz bodaj wszyscy płatnicy netto do przyszłego budżetu UE (kraje dokładające na czysto do wspólnej kasy) rozważają - choć nie byłoby to proste pod względem prawnym - wbudowanie mechanizmów wiążących wypłaty z wymogiem przestrzegania praworządności m.in. w przepisy szczegółowe o polityce spójności.

Tomasz Bielecki, Bruksela, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »