Reklama

Czeskie szaleństwo Szwedów

Jest już sprzedawane w każdej restauracji w Szwecji, lecz czeskie browary i ministerstwo rolnictwa chcą jeszcze bardziej zwiększyć obecność czeskiego piwa w Skandynawii.

- Dzisiaj w Szwecji już w każdym pubie jest nasze piwo. W co drugim lokalu można dostać kuflowe i to nie tylko z wielkich browarów, jak Urquel czy Budvar, lecz również z mniejszych, regionalnych. To naprawdę nieprawdopodobny rezultat i widać, że Szwedzi po 18 latach członkostwa w Unii Europejskiej stali się naprawdę kontynentalni - mówi Private Banking Jan Hübner, dyrektor firmy Czech Beer House promującej czeskie piwo w Europie.

- Festyny czeskiego piwa organizujemy w Sztokholmie i na północy w Ume? Od przyszłego roku odbywać się będą też w Danii w Kopenhadze, Aalborg, Aarhus, Esbjerg i w Finlandii w Helsinkach. Jedynie Norwegia jak na razie jest w dalekich planach z powodu restrykcji wynikających z pozostawania kraju poza UE - mówi Hübner.

Reklama

W Szwecji piwo o mocy powyżej 3,5 proc. może być sprzedawane tylko w państwowych sklepach monopolowych sieci Systembolaget . Przed 10 laty dostępne były 2-3 gatunki, lecz dzisiaj na skutek zainteresowania nim szwedzkich piwoszy jest ich już 68 i liczba ta z roku na rok rośnie.

W ogrodach królewskich Kungsträd-garden w centrum Sztokholmu atmosfera w lecie była jak w... Pradze. Parasole z reklamami czeskich browarów, goście jedzący knedliczki i pijący czeskie piwo. Wieczorami przygrywał im jeden z najbardziej znanych "piwnych" zespołów muzycznych z Pragi.

- W Sztokholmie podczas kilkunastu dni festiwalu czeskiego piwa mamy namiot mieszczący tysiąc miejsc siedzących, jak typowa bierhalle w Czechach i Niemczech, i dziennie sprzedajemy ok. 2500 kufli dziesięciu gatunków piwa. Dużych browarów nie trzeba w Europie reklamować, ponieważ są już znane. My stawiamy na małe, regionalne. Co wieczór nasz namiot jest pełny, co świadczy o tym, że Szwedom nasze piwo bardzo smakuje. Co drugi gość mówi, że jest zachwycony i nie przeszkadza mu to, że obsługa jest czeska i mówi może nie najlepiej po angielsku. Wręcz odwrotnie, jak słyszą nasze kelnerki rozmawiające ze sobą po czesku, są wniebowzięci - mówi Hübner.

- Jestem tu właściwie codziennie na lunch lub kolację. Byłem wielokrotnie w Pradze i tutaj czuję się, jak tam. Muzyka, piwo i jedzenie, a nawet wesołe kelnerki są Czeszkami i tylko po wyjściu do smutnego metra wracam niestety do rzeczywistości - mówi szwedzki fotograf i podróżnik Tibor Barany.

Do piwa serwowane są czeskie specjały kulinarne, a dekorację namiotu stanowią sceny z życia dzielnego wojaka Szwejka oraz on sam niemal na żywo, co godzinę grający na trąbce. - Czuję się tutaj, jakbym wcale nie wyjechał z Pragi, tak życzliwie jesteśmy przyjmowani, a czym więcej piwa, zabawa staje się przyjemniejsza - mówi Private Banking František Valeš, wcielający się w rolę wojaka.

- Jedzenie jest codziennie przywożone z Czech i sprzedawane na pniu - mówi Hübner i wyjaśnia, że taka promocja jest kosztowna, lecz na dłuższą metę się opłaca i korzystają na niej wszyscy.

- Przecież 99 proc. Czechów uważa, że piwo jest naszym najważniejszym produktem i dziedzictwem narodowym. W projekcie biorą udział browary, producenci żywności i kilka ministerstw, głównie rolnictwa. Szwecja jest już opanowana. Teraz czas na Danię i Finlandię. W Helsinkach będzie trudniej, ponieważ Finowie preferują mocniejsze drinki, lecz te też mamy dobre, więc powinni je polubić - mówi Hübner.

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »