Reklama

Czy może zabraknąć nam wody?

Coraz częściej zmagamy się z problemem suszy i towarzyszących jej wysokich temperatur. Gwałtowne fale upałów, będące efektem globalnego ocieplenia klimatu, wzmagają proces parowania, co z kolei przekłada się na niskie stany wód. Konieczna jest zmiana podejścia, edukacja i programy rządowe i samorządowe zapobiegające narastaniu problemu. W przeciwnym razie zabraknie nam wody.

Sygnały o naprężonym bilansie wodnym pojawiały się od dawna. Polska znajduje się na drugim od końca miejscu w Europie, jeśli chodzi o dostęp do wody (liczony ilością wód powierzchniowych przypadających na mieszkańca).

Reklama

Naprężenie bilansu wodnego było odczuwalne od lat, ale nasila się wraz z globalnym ociepleniem. - Bijemy rekordy wysokich temperatur, częściej pojawiają się niskie stany wód, susze nawiedzają nas dużo częściej niż w poprzednich latach - mówi w rozmowie z Interią prof. Bogdan Chojnicki z katedry meteorologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Woda szybciej paruje

Woda powierzchniowa bierze się z opadów. Około jedna trzecia spływa z powrotem rzekami do morza, a reszta paruje z powierzchni roślin i z gleby. W warunkach podniesionej temperatury, a taką coraz bardziej odczuwamy, parowanie zaczyna się zwiększać.

Jak informuje prof. Chojnicki, projekcje pokazują, że opady lekko wzrosną. Ten proces już następuje, choć w bardzo wolnym tempie - przybywa mniej więcej 1 mm opadów na 10 lat.

To niewiele, biorąc pod uwagę, że średnia roczna suma opadów atmosferycznych w Polsce wynosi około 600 mm. Jednak wzrost temperatur wzmaga parowanie, a to oznacza spadek poziomu wód powierzchniowych. - Idziemy więc w kierunku jeszcze większych naprężeń bilansu wodnego. Rzeki, spod których miasta często czerpią wodę, będą coraz częściej narażone na niskie stany - mówi

.

Jak zaradzić tej sytuacji?

Kluczowa jest walka z ociepleniem klimatu. Tu potrzeba oczywiście globalnych rozwiązań systemowych. Ale należy też podjąć konkretne działania w skali kraju. - Jednym z rozwiązań, które trzeba stosować, jest retencja, wychwytywanie wód opadowych. Warto zwiększać retencję na terenie całego kraju, nie budując ogromne centralne rezerwuary, ale dbając o małe zbiorniki wodne, o torfowiska, miejsca, gdzie woda w naturalny sposób się zbiera.

Nie osuszajmy ich, nie drenujmy tylko dlatego, że nam przeszkadzają. Małe zbiorniki śródpolne odgrywają niebagatelną rolę - powiedział prof. Chojnicki. - Musimy też dobrze zastanowić się nad melioracjami, dzięki którym możemy zadbać o stabilną ilość wody w glebie, by okresy suszy były mniej dotkliwe dla rolnictwa - dodał.

Konieczna zmiana nawyków

Niezwykle istotnym czynnikiem jest zmiana podejścia zwykłych ludzi, świadomość wagi problemu. Musimy zacząć oszczędzać wodę. - Tu istotna jest rola państwa. Kształcenie, uświadamianie, tworzenie pewnych regulacji może pomóc zaradzić przyszłym kłopotom. Trzeba działać wielotorowo, wielowątkowo, wielopoziomowo. Zmieniać normy, promować inne widzenie rzeczywistości, bardziej prośrodowiskowe, nie gubiąc jednak z drugiej strony zdrowego rozsądku. Jesteśmy częścią systemu, ale jest nas coraz więcej, wytwarzamy coraz większą presję na środowisko - mówi prof. Chojnicki. Taka debata powinna się odbyć szybko i powinna jej towarzyszyć promocja odpowiednich rozwiązań.

Jeśli chodzi o zużycie wody, i tak jest lepiej, niż kilkadziesiąt lat temu. Przed 1989 rokiem gospodarowanie wodą było nieefektywne. Zaczęło się to zmieniać w latach 90. Przełomem okazało się zamontowanie liczników. Gdy okazało się, że za wodę trzeba płacić według zużycia, podejście ludzi się zmieniło.

Rachunek ekonomiczny okazał się skutecznym narzędziem. Czynnik ekonomiczny dużo zmienił również w przemyśle. Tam marnotrawstwo wody jest bardzo ograniczone, bo się zwyczajnie nie opłaca. Wykorzystanie wody w procesie produkcyjnym jest istotnym elementem kosztów. Firmy inwestują w procesy technologiczne, zwiększając wydajność i nastawiając się na oszczędności.

Na zmiany klimatyczne szczególnie wrażliwe są miasta.

Rozbudowują się one w bardzo szybkim tempie. W ślad za tym idzie rosnąca liczna mieszkańców, a co za tym idzie - zużycie wody. Powstaje tam też coraz więcej terenów zabetonowanych, wyasfaltowanych dróg, ścieżek. Woda zamiast wsiąkać w glebę trafia do kanalizacji.

Samorządy już działają

Problem jest już zauważalny. W czasie tegorocznej fali upałów, które nawiedziły Polskę w czerwcu, część gmin wprowadziła zakaz podlewania ogródków i trawników pod groźbą kary. Chciały w ten sposób zapobiec sytuacji, w której zagrożony zostałby dostęp do bieżącej wody.

Na wielu rzekach utrzymuje się alarmująco niski stan wód. Państwowy Instytut Geologiczny pod koniec lipca ostrzegał, że również w sierpniu na terenie dwunastu województw mogą pojawić się problemy z zaopatrzeniem z płytkich ujęć wód podziemnych.

Stan zagrożenia hydrologicznego może wystąpić m.in. na terenie województwa wielkopolskiego, opolskiego, śląskiego, mazowieckiego i zachodniopomorskiego. Oznacza to ryzyko wysychania studni, które nierzadko są jedynym źródłem wody dla gospodarstw.

Pojawiają się powoli programy, które mają zaradzić problemom z wodą. Od 2 sierpnia wrocławianie mogą składać wnioski o dofinansowanie w ramach pilotażowego programu "Złap deszcz", finansowanego z budżetu miasta. Każdy, kto zamontuje na posesji zbiornik do zbierania deszczówki lub zamierza zmodernizować stary, może liczyć na zwrot kosztów inwestycji. Przedstawiciele Urzędu Miejskiego we Wrocławiu wyjaśniali, że chcą, by mieszkańcy miasta w jak największym stopniu zagospodarowywali deszczówkę, wykorzystując ja do podlewania ogródków, roślin domowych czy zużywając ją do celów gospodarczych.

Również w Warszawie ruszyły konsultacje programu dotacji na instalację urządzeń małej retencji wody. Dofinansowanie budowy przydomowego zbiornika deszczówki lub studni chłonnej wyniosłoby nawet 10 tys. zł. Miasto tłumaczy, że chce ograniczyć przesuszenie gruntów. - Skrzynki rozsączające, studnie chłonne, oczka wodne czy podobne szczelne zbiorniki spowolnią bezpowrotny odpływ wody do rzeki. Za ich pomocą możemy wykorzystać wodę deszczową i roztopową - mówi Justyna Glusman, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju i zieleni m.st. Warszawy. Z dotacji będą mogły korzystać mieszkańcy, wspólnoty i spółdzielnie.

Z kolei we wrześniu ruszy nabór wniosków na inwestycję w tzw. małą retencję. Rolnicy będą mogli ubiegać się w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o pomoc finansową na projekty chroniące ich przed suszą. Chodzi o budowę zbiorników wodnych lub zakup systemów nawadniających. Kwota dofinansowania może sięgnąć nawet 100 tys. zł (nie więcej niż 50 proc. poniesionych na inwestycję kosztów. Do wydania jest 10 mln euro.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »