Reklama

Czy Polsce grozi totalne bankructwo?

Pantha rei, wszystko płynie - mawiał Heraklit z Efezu. Trafność tego spostrzeżenia potwierdza także fakt, że nadrzędną przyczyną ekspresowego tempa demontażu OFE jest katastrofalny stan sektora finansów publicznych.

Czyżby wobec tego jedyną niewiadomą pozostawało tylko to, kiedy rząd zlikwiduje OFE? Czy tych niewiadomych powinno być więcej?

Niezależnie od mojego wcielenia zawodowego - wiceprezesa PTE Skarbiec-Emerytura SA czy też np. członka Rady Nadzorczej Budimex SA, rekomendowanego przez OFE - zawsze priorytetowo traktowałem interes członków funduszy emerytalnych. Zwracałem uwagę na nieprawidłowości w ich funkcjonowaniu wtedy, kiedy dzisiejsi, utytułowani krytycy w ogóle ich nie dostrzegali. Dlatego mam obecnie prawo bronić zagrożonych interesów milionów członków OFE, gdy są one w sposób oczywisty zagrożone.

Reklama

Dziś już nawet rząd Donalda Tuska przyznaje, że prawdziwą przyczyną "skoku na kasę OFE" jest załamanie sektora finansów publicznych. To już jakiś postęp. Dzięki temu nikt nie ośmieli się insynuować, że dopychane kolanem zmiany w OFE są powodowane nagłą iluminacją rządu i wspierających go niektórych ekonomistów, w tym tzw. neofitów, którzy do niedawna (bądź nadal) zasiadali w zarządach i radach nadzorczych PTE (sic!).

Dalsza dyskusja na temat zmian emerytalnych jest konieczna - choćby z uwagi na potrzebę edukowania tej połowy Polaków, którzy deklarują, iż nie rozumieją o co chodzi w sprawie zmian w ustawie o OFE. Z drugiej zaś strony, z uwagi na obowiązek obiektywnego rozstrzygnięcia wątpliwości co do tego, czy proponowane zmiany są długoterminowo korzystne dla budżetu państwa, jak i przyszłych emerytów, generując rzekomo jedynie iluzję długu emerytalnego, nie zaś faktyczne przyszłe budżetowe i finansowe, najprawdopodobniej niezbilansowane zobowiązanie emerytalne.

Quo vadis świecie polityczny

To politycy swymi błędnymi działaniami, bądź szkodliwym zaniechaniem doprowadzili do obecnego popsucia reformy emerytalnej i stanu budżetu państwa. Jednak z uwagi na "konieczność wyboru przyszłości" ważniejsza, niż powyższa konstatacja, jest znajomość aktualnych stanowisk polityków co do proponowanych zmian w OFE oraz tego, jakimi decyzjami w sprawie OFE mogą skutkować przyszłe zmiany na scenie politycznej po wyborach parlamentarnych.

Przed oddaniem głosu w zbliżających się wyborach parlamentarnych winniśmy przede wszystkim pytać polityków o to czy i jakie działania zamierzają podjąć w celu minimalizacji negatywnych skutków "demograficznego tsunami", spowodowanego negatywnymi trendami demograficznymi. Zarówno wynik ostatnich głosowań sejmowych, jak i publiczne wypowiedzi polityków w sprawie OFE, pozwalają na sformułowanie wstępnych prognoz.

Każda z głównych partii, zdając sobie sprawę z mizerii budżetowej, wyraża przyzwolenie na krótkoterminowe obniżenie wartości składek przekazywanych do OFE. Najbardziej radykalny jest koalicyjny PSL. Minister Jolanta Fedak otwarcie zapowiada chęć drastycznego ograniczenia roli PTE, twierdząc, że "OFE to hazard emeryturami", apologizuje przy tym repartycyjny system emerytalny.

W wywiadzie udzielonym dla "Polska the Times" otwarcie przyznała: - Nie jestem jednak makroekonomistką, dlatego zawsze na system emerytalny będę patrzyła przez pryzmat interesu emerytów. Ale oceniając sytuację z dzisiejszej perspektywy, nie można wykluczać żadnego rozwiązania, łącznie z tym, że składka spadnie do zera. Lekceważenia bezpośrednich i pośrednich, złożonych następstw demontażu OFE dowodzi poniższa opinia Minister J.Fedak: - Zwolennicy OFE podkreślają, że warszawska Giełda Papierów Wartościowych funkcjonuje dzięki aktywom OFE.

Czy to przypadkiem nie grozi przeszacowaniem wartości spółek na giełdzie? Czy, aby nie za późno na stawianie takiego pytania? Co prawda rządowa kastracja OFE nie spowoduje wystąpienia efektu "bańki giełdowej", lecz ubolewać należy, iż dotąd nic nie wiadomo czy rząd PO - PSL, dopychając kolanem zmiany ustawowe w OFE, w ogóle wszechstronnie przeanalizował w tzw. "rachunku ciągnionym" mikro- i makroekonomiczne skutki wprowadzenia tych zmian.

Szampan dla PO, dla Polaków kac

Zamach na OFE ma pozwolić Platformie Obywatelskiej trwać i nic nie robić (Ludwik Dorn taką sytuację zdiagnozował lapidarnie we właściwy dla siebie dowcipny sposób: "szampan dla PO, dla Polaków kac") pozwala wierzyć, że celem PiS nie jest jednak marginalizacja OFE, mimo że ewentualny powrót znaczącej części członków OFE do ZUS, de facto, tonizowałby ryzyka budżetowe kosztem środków emerytalnych, które winny być gromadzone w OFE (a nawet - potencjalnie - także tych już uprzednio zgromadzonych).

Ziszczenie się takiego scenariusza prowadziłoby w konsekwencji do wspólnego mianownika z wizją minister J. Fedak, tj. finalnej likwidacji OFE. Na szczęście PiS od PO i PSL różni opinia jego zaplecza intelektualnego.

Stanowisko przedstawione przez Cezarego Mecha, byłego szefa Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, byłego współtwórcy programu gospodarczego PiS, dowodzi świadomości zagrożeń, jakie dla bezpieczeństwa systemu emerytalnego w Polsce niosą koszty "demograficznego tsunami". Znamienne jest, iż kwestia braku właściwego sekurytyzowania przyszłych zobowiązań emerytalnych, zdaniem zwolenników rządu PO, takich jak np. członka Rady Gospodarczej przy Premierze, byłego członka RPP i byłego prezesa PTE Skarbiec-Emerytura, Bogusława Grabowskiego, nie tylko nie stanowi zagrożenia, a wręcz rzekomy atut (o czym poniżej), o tyle C. Mech ma pełną świadomość istnienia bardzo realnego niebezpieczeństwa, że obecna, błędna polityka gospodarcza, jak i brak działań prorodzinnych spowodują w sytuacji braku zastępowalności pokoleń że obciążenia pracy w Polsce będą niebawem tak wysokie, iż praca w kraju może stać się nieopłacalna dla coraz bardziej nielicznego młodego pokolenia.

Spadek dzietności ma fundamentalne znaczenie finansowe, gdyż utrzymywanie dzieci jest tańsze niż osób starszych, zaś brak wystarczającej liczby dzieci oznacza spadek ilości osób pracujących wraz ze starzeniem się społeczeństwa. C.

Mech otwarcie stawia problem, iż zrównoważenie systemu emerytalno-rentowego wymagać będzie albo znaczącego wzrostu podatków, albo radykalnego cięcia emerytur i świadczeń chorobowych. Co więcej, im później podejmie się te wyzwania, tym drastyczniejsze społecznie będą następstwa tych zaniechań. Niestety, w Polsce mamy rażąco niskie wydatki na pomoc społeczną i świadczenia rodzinne (tylko 0,8 proc. PKB), tj. ok. trzy razy niże niż średnia w UE. W tym kontekście, to najwyższy czas aby zacząć realizować faktyczną politykę prorodzinną, mimo, że najbardziej znani ekonomiści (na czele z prof. Leszkiem Balcerowiczem) radzą coś wręcz odwrotnego - redukcję wydatków prorodzinnych i tzw. transferów społecznych.

Niestety w trakcie debaty telewizyjnej, ani L. Balcerowicz, ani J. Rostowski więcej kwestii przeciwdziałania negatywnym tendencjom demograficznym nie zauważyli. Mimo tego, stanowiska poszczególnych partii politycznych w kwestii OFE (fundamentalnie ważne dla każdego obywatela) winny być szczególnie analizowane przez wyborców w ich najlepiej pojętym interesie, zanim zdecydują oni na kogo głosować.

Z uwagi na stopień niewiedzy około 50 proc. Polaków w zakresie meandrów funkcjonowania II filaru, pomysłem racjonalnym wydaje się przeprowadzenie wraz z jesiennymi wyborami parlamentarnymi referendum, które miałoby dać odpowiedź czy pozostawić OFE, czy wrócić do ZUS. Czas do wyborów należałoby w takiej sytuacji poświęcić na edukowanie członków OFE (po to by wybierali racjonalnie i świadomie) oraz przeprowadzenie dalszych, pogłębionych i bardziej kompleksowych analiz pośrednich i bezpośrednich implikacji ewentualnego demontażu OFE.

Pojęciowe nadużycia, czyli poprawność polityczna "neofitów"

Wobec nieświadomości znaczącej części społeczeństwa polskiego tego, czym w rzeczywistości skutkować będą wprowadzane zmiany w działalności otwartych funduszy emerytalnych, szczególnie szkodliwe jest lekceważenie głównych zagrożeń je powodujących i powodowanych, w tym przede wszystkim odpowiednio demograficznych i związanych z przyszłym ukrytym, niezbilansowanym długiem budżetowym.

Nie należy ukrywać, że środowisko ekonomistów i finansistów jest podzielone do tego stopnia, iż prezentowane są różne, często skrajne, wzajemnie sprzeczne poglądy. Debata telewizyjna Balcerowicz - Rostowski była tego egzemplifikacją. Jak w takiej sytuacji oczekiwać, że tzw. przeciętni Polacy będą w stanie dokonać racjonalnego wyboru: wrócić do ZUS czy pozostać w OFE? Faktem godnym odnotowania jest to, iż skrajnymi krytykami OFE bywają także ekonomiści, którzy w przeszłości byli członkami zarządów i rad nadzorczych PTE.

Jednym z nich jest Bogusław Grabowski, były prezes PTE Skarbiec-Emerytura SA, który popiera pomysł likwidacji OFE. Ciekawe, kiedy i z jakich względów dopiero teraz zauważył, że w zasadach reformy emerytalnej rzekomo popełniono błąd, gdyż do niedawna nic nie było wiadomo, aby poddawał on działalność funduszy emerytalnych tak frontalnej krytyce, jak to czyni obecnie. Doprowadziło to do tego, iż w jego kontrowersyjnym artykule pt. "Iluzja długu emerytalnego (ukrytego), czyli dlaczego OFE są generatorem długu publicznego", opublikowanym w "Rzeczpospolitej" (16.03.2011 r.) sformułował on szereg wielce dyskusyjnych tez, mających rzekomo potwierdzać słuszność zmian forsowanych przez rząd PO - PSL. Jako były wiceprezes PTE Skarbiec-Emerytura (w czasie kiedy to OFE osiągało najlepsze wyniki inwestycyjne w jego historii) z uwagi na ograniczoną objętość niniejszego tekstu, pozwolę sobie jedynie na sformułowanie kilku wątpliwości w stosunku do poglądów przedstawionych w w/w artykule B. Grabowskiego, byłego prezesa tego PTE Skarbiec-Emerytura (w czasie kiedy OFE osiągało najgorsze na rynku rezultaty inwestycyjne, a członkowie funduszu emerytalnego masowo przenosili się do konkurencyjnych funduszy emerytalnych).

Ryzyko niezbilansowania

B. Grabowski już na wstępie swego artykułu postawił tezę, iż: "przesunięcie składki do ZUS jest niezbędne i niezależne od pilnej potrzeby redukcji pozostałych wydatków". Właśnie zasadne kontrowersje budzą - wskazane przez autora - owe rzekome przyczyny "przesunięcia składki do ZUS", ponoć niezależne od palących potrzeb budżetowych.

Przede wszystkim, zauważyć należy, iż B. Grabowski w swym artykule nie wykazał należnej atencji dla kreowania rozwiązań prorodzinnych, mających minimalizować przyszły, negatywy wpływ niekorzystnych trendów demograficznych. Ograniczył się do sugestii, jakoby przyszłe wypłaty z systemu emerytalnego miały być w pełni finansowane przyszłymi wpłatami składek. Myślę, że nie tylko ja nie zostałem przekonany przez autora, iż rzekomo bezzasadne jest twierdzenie, jakoby demontaż OFE skutkuje ukrywaniem, niezbilansowanego długu emerytalnego.

Wbrew tezom B. Grabowskiego, ryzyko niezbilansowania istnieć będzie także po wprowadzeniu zmian w OFE, natomiast pogląd autora bazuje na wielu założeniach, które - co prawdopodobne - się nie ziszczą. Główne z nich to takie, iż I filar po zmianach bilansuje się w długim okresie i to przy relatywnie niskiej stopie zastąpienia. Tyle teorii. Natomiast funkcjonujący w praktyce, aktualnie obowiązujący system indeksacji indywidualnych kont w ZUS generuje poważne ryzyko niezbilansowania z tego względu, że w latach, w których tempo wzrostu przypisu składek emerytalnych jest wolniejsze od inflacji (czyli następuje realny spadek przypisu składek), waloryzacja stanów kont emerytalnych jest większa niż wzrost przypisu składek emerytalnych ZUS. Co najważniejsze, w żadnym okresie waloryzacja stanów kont emerytalnych nie jest niższa niż wzrost przypisu składek ZUS.

W razie gdyby w długim, kilkudziesięcioletnim okresie wystąpiło kilka lat spadku PKB, co implikowałoby to, że wysokość rocznej waloryzacji stanów kont emerytalnych będzie za każdym razem wyższa o kilka punktów procentowych od tempa wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS, to w takim okresie skumulowany wskaźnik indeksacji stanów kont emerytalnych ZUS może być wyższy niż wzrost przypisu składek emerytalnych, i to o kilkanaście, a być może nawet kilkadziesiąt procent.

Znaczący wzrost ryzyka niezbilansowania rozwiązania przyjętego w 1999 r. jest spowodowany przede wszystkim tym, że podczas gdy pierwotna waloryzacja stanów kont emerytalnych powiązana była wyłącznie ze skalą wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS, natomiast w roku 2002, gdy nastąpił realny spadek tego przypisu o 2,3 proc., dodano w ustawie postanowienie, że wskaźnik waloryzacji nie może być niższy niż stopa inflacji. Właśnie dokonanie owej zmiany dowodzi istnienia immanentnego ryzyka makroekonomicznego, związanego z relatywną łatwością manipulowania zapisami na kontach ewidencyjnych w ZUS.

Aktualne propozycje rządowe dotyczące specjalnie waloryzowanych subkont w ZUS, na które ma trafiać 5 proc. składki przekazywanej dotychczas do OFE implikują dalszy wzrost ryzyka politycznego niezbilansowania I filaru, gdyż stany kont mają być stosunkowo hojnie waloryzowane uśrednionym tempem wzrostu nominalnego PKB w pięcioletnich periodach, a nikt dziś nie jest w stanie dokładnie określić, czy i o ile system waloryzacji rzeczywiście będzie wyższy niż tempo przypisu składki.

Kontrowersyjne tezy

Polska jest jednym z państw, w których właśnie dzięki reformie emerytalnej z 1999 r. można w miarę wiarygodnie szacować przyszłe zobowiązania emerytalne - co jest wartością samą w sobie. Co więcej, wbrew obiektywnym analizom, z nieznanych przyczyn B. Grabowski stwierdził, iż w przyszłości system emerytalny będzie "samofinansujący się". To musi dziwić, gdyż nawet dziś, przy funkcjonowaniu znaczącego komponentu kapitałowego systemu emerytalnego, nie jest to system "samofinansujący".

Cóż dopiero mówić o przyszłości, kiedy to "demograficzne tsunami" spowoduje wzrost stopnia niezrównoważenia finansowego systemu emerytalnego, szczególnie wziąwszy pod uwagę obietnice rządu, co do sposobu waloryzacji zapisów komputerowych na kontach przyszłych emerytów w ZUS. B. Grabowski kwestionuje też sensowność modelu polegającego na zamianie przyszłego zobowiązania emerytalnego na bieżące zobowiązanie obligacyjne, twierdząc, że to zasadniczy błąd, który trzeba naprawić.

Niezrozumiałe jest również dlaczego dostrzega, iż pogarszająca się demografia spowoduje w przyszłości spadek składki zdrowotnej, a nie zauważa, że czynnik demograficzny będzie powodował także zmniejszenie poboru przyszłej składki emerytalnej. Podobnie wątpliwe jest twierdzenie, jakoby wprowadzenie systemu zdefiniowanej składki z odpowiednim mechanizmem indeksacji zniweluje ryzyko demograficzne.

Z treści artykułu B. Grabowskiego ma wynikać rzekoma przewaga niesekurytyzowanego, przyszłego zobowiązania finansowego wobec przyszłych emerytów nad skapitalizowanym, ujawnionym długiem budżetowym. Niezrozumiała jest także nomenklatura używana przez autora, który przyszły, ukryty, gotówkowy dług budżetowy, powstający w wyniku waloryzacji zapisów w ZUS, określa mianem "pozabilansowego, warunkowego zobowiązania finansowego".

O ile jeszcze można zgodzić się z B. Grabowskim co do tego, iż trzymając się zasad rachunkowości "korporacyjnej", a nie budżetowej, byłby to dług "pozabilansowy", o tyle trudno się zgodzić z nazywaniem go mianem "warunkowego". Chyba, że B. Grabowski już dziś zakłada, że nadwątlony obecnie kapitał wiarygodności państwa polskiego (w związku z obecnym faktycznym demontażem OFE), w przyszłości skutkować będzie niewywiązaniem się także z obietnic składanych przez obecny rząd (np. co do mechanizmów waloryzacji stanów kont w ZUS) oraz rządy kolejne.

Wszak klarowne, niekorzystne i niedoszacowane tendencje demograficzne oraz proponowane zasady waloryzacji nie pozwalają na nieodpowiedzialne snucie pozytywnych scenariuszy w zakresie, który mógłby uzasadniać użycie w stosunku do przyszłych zobowiązań finansowych wobec polskich emerytów przymiotnika "warunkowe".

Pogląd B. Grabowskiego nakazuje podkreślić, iż państwa i korporacje zwykle popadają w poważne kłopoty finansowe z uwagi na gotówkowe zaburzenia w płynności finansowej, objawiające się utratą zdolności do obsługi własnych zobowiązań, nie zaś z powodu memoriałowych, "warunkowych" deficytów finansowych.

Dlatego też powyższe tezy są szczególnie kontrowersyjne. Ekwilibrystyki słowne B. Grabowskiego, mające wykazać, iż rzekomo "dług emerytalny ukryty to nie przyszły dług publiczny, tylko przyszłe zobowiązanie emerytalne: terminowe, warunkowe, które, co jeszcze ważniejsze, w systemie zdefiniowanej składki znajdą w przyszłości automatyczne pokrycie w przyszłych dochodach z tytułu wpłacanych składek emerytalnych", jak wykazano powyżej, wcale nie jest "automatycznie" pewne i prawdziwe ex definitione.

Ryszard Jach

Autor jest jednym z twórców drugiego filaru i wieloletnim bankowcem inwestycyjnym, byłym prezesem PTE Skarbiec-Emerytura S.A.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »