Reklama

Demografia: Polaków jest coraz mniej

Ostatnie dane pokazują, że ludność Polski zmalała w ciągu roku o ponad 200 tys. osób. Jednak w rzeczywistości może nas być mniej niż pokazują statystyki. Pokaże to spis powszechny. Jest natomiast pewne, że w roku 2050 będzie brakowało kilku milionów rąk do pracy.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

W ciągu ostatnich 12 miesięcy urodziło się 334,6 tys. dzieci, a w tym czasie zmarło 538,6 tys. osób - podał w poniedziałek GUS. Oznacza to, że deficyt demograficzny za ostatnie 12 miesięcy wyniósł 204 tys. osób.

- Moim zdaniem wpływ na to miały dwa czynniki. Pierwszy to dłuższy cykl związany z przesuwaniem się wyżów i niżów demograficznych, bo ten wyż, który był i jego kulminacja przypadała na rok 2006 się przesunął i właściwie już wchodzi niż demograficzny, który obejmuje kobiety w wieku, w którym najczęściej rodzą dzieci, w tym kobiet w wieku 25-35 lat. Drugi czynnik, który miał wpływ na ostatnie dane, to wpływ COVID i braku podstaw bezpieczeństwa, co powoduje odkładanie w czasie decyzji prokreacyjnych i w efekcie przekłada się na mniejszą dzietność - mówi Interii prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN.

Reklama

Według danych GUS, na koniec sierpnia 2021 r. ludność Polski liczyła 38 133 tys. osób, ale zdaniem prof. Śleszyńkiego, statystyka nie do końca oddaje stan rzeczywisty.

- Poczekajmy na wyniki spisu powszechnego, bo problem polega na tym, że w Polsce statystyka zameldowań i wymeldowań obejmowała tylko część zdarzeń i w ruchu wewnętrznym wyłapywała 85-90 proc i może tylko 15 proc. migracji wewnętrznych było niedoszacowanych, ale znacznie większa luka w danych odnosi się do migracji zagranicznych. Dużo ludzi wyjechało za granicę, ale ten problem ma znacznie dłuższą historię. Już w latach 80. co najmniej 700 tys., a może nawet 1 mln osób wyjechało z Polski, ale się nie wymeldowało. Najczęściej wybieranym kierunkiem był RFN. Potem był przestój, jeśli chodzi o migrację zagraniczną, ale wysokie bezrobocie było czynnikiem wypychającym i po roku 2000 szacowało się, że nawet do 2,5 mln osób przebywało za granicą. Problem polega na tym, że duża część z tej grupy, bo około 2/3 zostało tam na stałe - tłumaczy prof. Śleszyński.

Dodaje też, że w związku z tym jako społeczeństwo wyludniamy się od początku lat dziewięćdziesiątych, tylko statystyka nie pokazuje pełnego obrazu sytuacji.

- Kluczowe pytanie dotyczy tego, ile osób przebywa w naszym kraju. Jest imigracja ekonomiczna, głównie z Ukrainy, choć ostatnio zwiększa się imigracja z Białorusi, ale są także inne kierunki jak Filipiny, Pakistan, Indie i republiki środkowoazjatyckie. Są różne szacunki i na ich podstawie można powiedzieć, że to grupa 1-1,5 mln, a niektórzy twierdzą, że nawet 2 mln, choć ja uważam, że to trochę przeszacowana liczba - zauważa ekspert.

Podkreśla, że trend demograficzny oznacza duże wyzwanie, także z punktu widzenia rynku pracy i funkcjonowania społeczeństwa jako całości.

- Nawet jeśli z 1,5 mln osób, 1 milion zostanie na stałe, to i tak nie zniweluje tego ubytku, który jest wynikiem emigracji z Polski, która miała miejsce już wcześniej. Na pewno nie mieszka w kraju 38,2 mln osób, tak jak podają oficjalne statystyki, ale mniej, może 36,5-37 mln - dodaje prof. Śleszyński.

Według prognoz będzie brakować kilku milionów pracowników. - Wiemy, że populacja będzie się kurczyła, wszystkie prognozy pokazują spadek, a rynku pracy nie da się oszukać i w perspektywie 2050 będzie brakowało co najmniej 2 mln rąk do pracy, a w pesymistycznym wariancie nawet 7 mln. W tej chwili mamy około 16 mln pracujących, jeśli weźmiemy pod uwagę takie czynniki jak wskaźniki aktywności ekonomicznej, bezrobocia, liczby ludzi pracujących w stosunku do liczby potrzebnych do obsługi ludności, to najbardziej prawdopodobny jest szacunek 4 mln brakujących osób pracujących. Ta luka nie utworzy się nagle, ale będzie narastać, a częściowo zasypują ją imigranci ekonomiczni. Dlatego uważam, że w przyszłości będziemy mieli wzrost imigracji zagranicznej, bo gospodarka będzie musiała się na kimś opierać, a automatyzacja czy robotyzacja nie zastąpi kilku milionów brakujących rąk do pracy -przewiduje prof. Śleszyński.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »