Donbas: Coś do nas macie? Mówcie!

Związek Przemysłowy Donbasu ma dość pieniędzy i wytrwałości, by inwestować nie tylko w Hutę Częstochowa, ale i polskie stocznie. Ma też dość polskich podejrzeń o pochodzenie kapitału, mówi otwarcie: - jeśli macie do nas zastrzeżenia, powiedzcie o nich.

Związek Przemysłowy Donbasu ma dość pieniędzy i wytrwałości, by inwestować nie tylko w Hutę Częstochowa, ale i polskie stocznie. Ma też dość polskich podejrzeń o pochodzenie kapitału, mówi otwarcie: - jeśli macie do nas zastrzeżenia, powiedzcie o nich.

Gazeta Prawna: Po pierwszym przetargu na Hutę Częstochowa, gdy wybrano Mittal Steel, wiceminister skarbu Andrzej Szarawarski powiedział: gramy z wyższą ligą w metalurgii, a nie z jakimiś przypadkowymi inwestorami. Czy rzeczywiście Donbas należy do pierwszej ligi?

Konstanty Litwinow: Nikomu nic nie musimy udowadniać. Jakie zresztą miałyby być kryteria oceny? Wielkość korporacji? Ilość wytapianej stali? W czasie dwóch poprzednich lat kupiliśmy Dnieprodzierżyński Kombinat Metalurgiczny o rocznej mocy produkcyjnej w wysokości 3,5 mln ton. Potem największą na Węgrzech Hutę Dunaferr - kolejne półtora miliona ton. Wreszcie Częstochowę - jeszcze milion. Wdrożyliśmy pierwszy etap modernizacji huty w Alczewsku na Ukrainie - dodatkowe dwa i pół miliona ton. Zwiększając potencjał, doszliśmy do ponad 10 milionów ton wytapianej stali, a docelowo, po zakończeniu trwającej restrukturyzacji, dojdziemy do około 15 mln ton.

Reklama

GP: Donbas wiele obiecał za Częstochowę. Pieniądze, inwestycje, pakiet socjalny. Podobnie jak wcześniej Mittal Steel za Polskie Huty Stali, którego teraz hutnicy oskarżają o złamanie zapisów umowy prywatyzacyjnej. Jak możemy mieć pewność, że w Częstochowie to się nie powtórzy?

KL: Zdajemy sobie sprawę ze społecznych oczekiwań. Wszystkie nasze działania są dokładnie "prześwietlane". Zawsze działamy przy otwartej kurtynie. Opinia publiczna będzie wiedziała o wszystkim, co się dzieje w hucie. Wiemy, że ten zakład zbyt długo czekał na inwestora, na stabilizację, której jest spragniony. Nie składaliśmy obietnic bez pokrycia, nieprzemyślanych. Wszystkie zostały zabezpieczone powiązanymi z sobą gwarancjami. Wdrożenie naszego pakietu inwestycyjnego gwarantuje wywiązanie się z pakietu socjalnego, którego huta w stanie obecnym nie mogłaby zapewnić. Z kolei, jeśli niczego do huty nie włożymy, nie będzie ona w stanie samofinansować się, a tym bardziej przynosić zysków.

GP: Załóżmy więc, że mija 5 lat. Jak wtedy wyglądała będzie huta?

KL: Może nie będzie produkować więcej stali niż obecnie, ale na pewno dwa razy więcej wysokiej jakości blach. Przy tym będą to blachy w szerokim asortymencie, poszukiwane na rynku. Ale nie tylko: pójdziemy w dalsze etapy przeróbki, inwestując w konstrukcje stalowe. Rozwiniemy sieć dystrybucji na rynku wewnętrznym. Będziemy produkować dużo, tanio, ale będą to produkty wysokiej jakości. Wiele modyfikacji, które będziemy wdrażali w walcowni, sprawi, że zaczniemy produkować nowe gatunki blach. Dążymy do zaopatrywania całego sektora stoczniowego. Możliwe jednak, że będziemy musieli uzupełniać swoją produkcję dostawami blach z Ukrainy, aby zachować konkurencyjność cenową.

GP: Ale gdy losy przetargu jeszcze ważyły się, obiecywaliście zaangażowanie kapitałowe w polskie stocznie. Czyżby to była marchewka dla komisji przetargowej?

KL: Nadal poważnie bierzemy to pod uwagę. Mamy zresztą wzajemne zobowiązania z Agencją Rozwoju Przemysłu. Wkrótce sprzedamy niewielki pakiet udziałów Huty Częstochowa Polskim Stoczniom. Mamy przy tym możliwości wymiany udziałów z korporacją stoczniową. Zobaczymy, jak będzie rozwijała się współpraca i nie wykluczamy, że zaangażujemy się w stocznie kapitałowo. Założyliśmy możliwość wzajemnego dokapitalizowania, bo sektor stoczniowy jest bardzo uzależniony od wahań cen materiałów wsadowych na rynku. Naszą intencją, oczywiście przy zadbaniu o własne interesy, byłoby zapewnienie stoczniom takich mechanizmów, które chroniłyby je przed gwałtowną utratą rentowności. Jednym z rozwiązań byłoby objęcie w stoczniach odpowiednio dużego pakietu udziałów, przez co działania ochronne byłyby już wewnętrzną sprawą inwestora. Zobaczymy jednak, czy zdecydujemy się na ten krok czy też znajdziemy jeszcze inną formułę.

GP: Stocznie to jedno, ale co z pozostałymi inwestycjami? Nie udało się wam przejąć Huty Batory. W sprawie Walcowni Rur Jedność negocjacyjną wyłączność otrzymała rosyjska korporacja TMK. Czy to oznacza, że Donbas zakończył już podbój polskiego hutnictwa?

KL: Gdzie w grę wchodzi przetarg, konkurs, wyniku nie da się przewidzieć. Dla nas to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności, że termin składania ofert na WRJ zbiegł się z wyłącznością Donbasu na negocjacje w sprawie Częstochowy. Nie mogliśmy angażować się na dwóch frontach, a najważniejsza była Częstochowa. I dlatego nie złożyliśmy oferty na WRJ. Nie znaczy to wcale, że straciliśmy zainteresowanie dla tego przedsięwzięcia. Sprawa nie jest jeszcze zakończona, TMK nie sfinalizował jeszcze transakcji.

GP: Ale na Walcowni Rur Jedność nie kończy się branża. Jakie jeszcze firmy was interesują?

KL: Może Huta Andrzej. Zresztą możliwe są inne zmiany właścicielskie. Nie można np. wykluczyć, że obecny właściciel Roman Karkosik w niezbyt odległej perspektywie zdecyduje o sprzedaży Huty Batory. Nie ukrywam, że bylibyśmy zainteresowani konsolidacją przemysłu rurowego w Polsce.

GP: Gdy Donbas składał ofertę na Częstochowę, w branży panowała hossa. Teraz się skończyła, a Arcelor, Thyssen czy Mittal ograniczają produkcję. Czy to nie zmienia polskich planów Donbasu?

KL: Absolutnie nie. Rynek stali charakteryzuje się wahaniami, te cykle są naturalne. My natomiast nie budujemy biznesu w perspektywie 2-3 lat, ale planując przynajmniej 10 lat do przodu. Uśredniamy hossę i bessę. Nasz biznesplan uwzględnia to, co teraz dzieje się w branży.

GP: Ale w przeliczeniu na tonę produkowanej blachy Częstochowa okazała się najdroższą hutą na świecie. Co będzie z jej załogą, gdy skończy się okres pakietu socjalnego?

KL: Nie sięgałbym aż tak daleko w przyszłość. To uproszczenie, że koniecznie trzeba redukować zatrudnienie. Owszem, to najprostsze wyjście, ale nie przewidujemy go w naszych planach. Chcemy dalej rozwijać produkcję materiałów wysoko przetworzonych. Konstrukcje stalowe, prefabrykacja blachy itd. Do tego musimy się przygotować, przeszkolić ludzi. Chcemy tam stwarzać nowe stanowiska pracy, aby na nie przenosić pracowników ze stanowisk już niepotrzebnych. Myślę, że za kilka lat będziemy jeszcze szukać pracowników.

GP: Wróćmy jednak do przetargu, który rozbudził wielkie emocje i w Polsce, i na Ukrainie. W jaki sposób przegrana Donbasu mogła wpłynąć na stosunki gospodarcze pomiędzy naszymi krajami?

KL: Zawsze podkreślałem, że ewentualne ochłodzenie stosunków nie byłoby efektem naszych działań. Ale obiektywnie sytuacja wyglądała mało ciekawie. Na Ukrainie mówiono tak: Polska z jednej strony zachęca do integracji i zacieśniania stosunków, a gdy poważny ukraiński inwestor chce zainwestować w hutę i składa bardzo dobrą propozycję, odpycha go. Gdyby ta inwestycja została odrzucona, konsekwencje dla rozwoju współpracy gospodarczej byłyby bardzo poważne. Bo wielu ukraińskich inwestorów zakładało, że jeśli uda się Donbasowi wejść na polski rynek, to oni też będą mieli szansę. A jeśli Donbas przegra, to nie warto próbować.

GP: Czy odrzucenie oferty Donbasu nie przypominało sytuacji z zablokowaniem rosyjskich starań o kupno Rafinerii Gdańskiej?

KL: Takie porównanie nasuwało się samo. Mówiło się o politycznym podtekście, obawie przed partnerem ze Wschodu. Tylko że w wypadku inwestycji rosyjskich można było zrozumieć obawy rządu przed udziałem wielkich rosyjskich koncernów w wypadku prywatyzacji głównych polskich rafinerii. To kwestia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Tymczasem w przypadku Donbasu nie było żadnych ekonomicznych i proceduralnych przesłanek dla odrzucenia oferty.

GP: A czy nie sądzi pan, że za odrzuceniem waszej oferty mogły stać służby specjalne, które na losy Orlenu miały ogromny wpływ?

KL: Pojawiały się plotki, prasowe spekulacje m.in. o rzekomych raportach pochodzących jakoby od służb specjalnych. Ale z nami nikt nie rozmawiał. Zastanawialiśmy się nawet nad wystosowaniem oficjalnego pisma z pytaniem: jeśli macie zastrzeżenia, powiedzcie o nich otwarcie. To wszystko było dla nas bardzo nieczytelne i trudno to komentować., bo ostatecznie MSWiA wydało nam zgodę na zakup składników majątkowych huty bez najmniejszych zastrzeżeń.

GP: Polacy są bardzo uwrażliwieni na przejawy rosyjskiej ekspansji gospodarczej, a Ukrainę lokują w bezpośredniej sferze jej wpływów. Czy w ukraińsko-polskim biznesie czuje się te antyrosyjskie fobie?

KL: Teraz nie. W ostatnich dwóch latach dokonały się zmiany w odbiorze Ukrainy przez opinię publiczną. Fakt, że gospodarki ukraińska i rosyjska są jeszcze ze sobą powiązane, co wywodzi się z czasów Związku Radzieckiego. Ale w metalurgii jesteśmy wobec siebie konkurentami. I nie ma żadnych podstaw, by wiązać nas z Rosją.

GP: Konserwatywna prawica, która wiele razy nie kryła obaw przed wschodnimi partnerami gospodarczymi, tworzy rząd, a na dodatek wygrała wybory prezydenckie. Czy to nie pogorszy klimatu dla waszych interesów w Polsce?

KL: Programy koalicji PiS i PO nie przewidują ochłodzenia stosunków z Ukrainą. Trzeba bowiem odróżniać państwa, które leżą na wschodzie. Nasze wejście do Polski stworzyło fundament ekonomicznej współpracy obu krajów. A im bardziej ta współpraca będzie rozbudowana, tym mniejszy wpływ będą miały na nią kaprysy polityków. Jestem przekonany, że nowe polskie władze będą zadowolone z tego, że współpraca gospodarcza nabrała tempa.

Adam Woźniak

Gazeta Prawna
Dowiedz się więcej na temat: zastrzeżenia | huty | Polskie | Donbas | Częstochowa | polskie stocznie | stocznie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »