Drugie zamykanie gospodarki. Mogą tego nie wytrzymać liczne firmy i finanse publiczne

Dla przedsiębiorców jedyna nadzieja w tym, że jesienne ograniczenia działalności biznesowej nie będą tak poważne jak wiosną. Dla polskiego rządu kolejne wielkie dopłacanie do gospodarki może być ryzykowne. Wszystko wskazuje na to, że pod koniec tego roku nasz dług publiczny przekroczy konstytucyjną granicę 60 proc. PKB. Przed podobnymi dylematami stają inne kraje UE.

Administracyjne obostrzenia wprowadzone w Polsce w miniony piątek nie obejmują zakładów produkcyjnych, placówek handlowych i dużej części usług. Bardzo ważne jest także utrzymywanie w całej Europie otwartych granic dla handlu zagranicznego. Jednak nic nie jest jeszcze przesądzone.

- Obostrzenia będą miały swój skutek za 10-14 dni. W przypadku, gdyby nie działały, będziemy musieli zamykać następne dziedziny życia gospodarczego, kulturalnego i społecznego - mówił w piątek premier Mateusz Morawiecki.

Ta zapowiedź oznacza, że skala jesiennego lockdownu może być duża - w niektórych sferach zbliżona do wiosennego "zamrożenia" gospodarki. Najbardziej zagrożone są tu gastronomia i hotelarstwo.

Reklama

Ekonomiści ING Banku Śląskiego i Pekao SA zapytani przez Interię o możliwe wprowadzenie przez rząd kolejnej tarczy antykryzysowej są zdania, że jest szansa przeznaczenia na ten cel ponad 100 miliardów złotych. Także dlatego, że do września tego roku zrealizowano tylko 12 proc. deficytu budżetowego planowanego na 2020 rok.

Rosnący dług publiczny

Polscy politycy muszą jednak liczyć się z szybko pogarszającym się stanem finansów publicznych. Jak wyliczył Eurostat, od początku tego roku relacja naszego długu publicznego do PKB wzrosła o 7,2 punktu procentowego i na koniec drugiego kwartału wyniosła 55,1 proc. Wiele wskazuje na to, że  do końca roku przekroczymy zapisaną w konstytucji granicę 60 proc. PKB.

Przy czym Eurostat bierze pod uwagę dług liczony według metodyki unijnej. Uwzględnia nie tylko budżet centralny, ale także sferę zabezpieczenia społecznego (ZUS),  finanse samorządów i wszelkie agendy państwowe, które wydają pieniądze z pominięciem budżetu.

Wysokość polskiego zadłużenia (55,1 proc. PKB) nie szokuje na tle UE, choć niektóre kraje są w dużo lepszej sytuacji. Dług publiczny Estonii I Bułgarii wynosi około 20 proc. PKB, a Szwecji, Czech i Rumunii waha się w granicach 40 proc.

Z drugiej strony, Grecy wskaźnik "wyśrubowali" do 187 proc. PKB, dla Włoch został wyliczony na 149 proc., Portugalia ma 126 proc., a Francja - 114 proc. W połowie tego roku dług publiczny wszystkich krajów Unii Europejskiej sięgnął 11,86 biliona euro. To o blisko 800 miliardów euro więcej niż na koniec marca 2020 roku. Relacja długu publicznego do PKB w zaledwie kwartał podniosła się z 79,4  proc. do 87,8 proc.

W strefie euro dług publiczny z końcem drugiego kwartału stanowił aż 95,1 proc. PKB. Tymczasem wciąż obowiązuje kryterium z Maastricht wyznaczające limit zadłużenia publicznego na 60 proc. PKB. Już od dawna prawie żaden duży kraj unii walutowej nie spełnia tego warunku.

Jednak w czasie pandemii mało kto apeluje o powstrzymanie tempa zadłużania się prze kraje wspólnoty. Rynki finansowe w miarę spokojne przyjmują też szybki wzrost polskiego długu. Nie tylko w Europie, ale i na całym świecie próby podtrzymywania koniunktury gospodarczej są teraz ważniejsze niż troska o stan finansów publicznych.

Europejskie usługi w odwrocie

Nie ulega wątpliwości, że jesień będzie wyjątkowo trudna dla sfery usług. Nic więc dziwnego, że menedżerowie z europejskich przedsiębiorstw usługowych dużo gorzej oceniają najbliższą przyszłość niż przedstawiciele sfery przemysłowej.

Ze wstępnych szacunków wynika, że październikowy wskaźnik koniunktury PMI dla usług w prawie wszystkich największych krajach Starego Kontynentu lokuje się poniżej granicy 50 punktów, która jest cezurą między rozwojem, a recesją. W strefie euro indeks zmalał w ciągu miesiąca z 48 do 46,2 punktu. W Niemczech usługowy PMI spadł z 50,6 do 48,9 punktu, a we Francji z 47,5 do 46,5 punktu. W Polsce indeks dla firm z tego sektora gospodarki nie jest liczony.

Dużo lepsze w Europie są w tym miesiącu nastroje w przemyśle. Szczególnie efektownie wypada w październiku niemiecki PMI przemysłowy - wzrósł z  56,4 do 58 punktów. W wrześniu budzącą nadzieję granicę 50 punktów przekroczyli Francuzi (51,2), którzy teraz zanotowali lekki spadek do 51 punktów. Wyraźnie poszła w górę cała strefa euro - z 53,7 do 54,4 punktu.

Październikowego wskaźnika koniunktury dla polskiego przemysłu jeszcze nie znamy, a wrześniowy wyliczono na 50,8 punktu. To wynik tylko minimalnie lepszy od sierpniowego (50,6 punktu). W dodatku ekonomiści liczyli na wzrost do 52,4 punktu. Polski przemysł odradza się po wiosennej zapaści pandemicznej, ale tempo zmian jest powolne.

Jednak nawet nasi zachodni sąsiedzi bardzo powoli wracają do stanu równowagi gospodarczej. Świadczy o tym najnowsza wartości indeksu nastrojów ZEW. Październikowy wynik na poziomie 56,1 pkt. jest znacznie gorszy od wrześniowego, który wyniósł 77,4 pkt. Jest to także pierwszy spadek tego wskaźnika od marca 2020 roku.

Bardzo niska w tej chwili wartość ZEW została w Niemczech okrzyknięta sygnałem ostrzegawczym czwartego kwartału. Pogorszenie koniunktury jest bardzo prawdopodobne w sytuacji, gdy w całej Europie nowa fala pandemii zmusza rządy do wprowadzenia co najmniej "miękkiego lockdownu". Niemcy są także pełni obaw co do finału negocjacji w kwestii umowy handlowej pomiędzy UE a Wielką Brytanią. Boją się, że nastąpi fiasko rozmów i dojdzie do "twardego brexitu"

Gospodarczy rollercoaster

Tymczasem Wielka Brytania ma zaskakująco dobre wskaźniki PMI. W październiku indeks w przemyśle wyniósł 53,3 punktu, a w usługach - 52,3. W obu wypadkach były to jednak wyniki trochę gorsze niż w sierpniu i wrześniu.

Brytyjski PKB w drugim kwartale tego roku skurczył się aż o 19,8 proc. To był największy na Wyspach  kwartalny regres ekonomiczny w historii zbierania danych przez państwowy urząd statystyczny. Gospodarka Wielkiej Brytanii w 2020 roku ucierpiała najbardziej spośród państw G7.

Jednak wiele wskazuje na to, że Londyn będzie mógł się pochwalić nawet 20-procentowym wzrostem PKB w trzecim kwartale w porównaniu z drugim. Z najnowszych danych wynika też, że sprzedaż detaliczna na Wyspach we wrześniu była o 4,7 proc. wyższa niż we wrześniu 2019 roku. Letnie ożywienie gospodarcze, któremu sprzyjało osłabienie pandemii, prawdopodobnie dało bardzo dobre efekty. 

Podobne trendy można zaobserwować w USA. W amerykańskim przemyśle październikowy PMI osiągnął poziom 53,3 punktu, a w usługach zanotowano 56 punktów. W drugim kwartale 2020 roku Stany Zjednoczone były ogarnięte niemal powszechnym lockdownem i miały rekordowo wielki spadek PKB - aż o 31,4 proc.

Nie można jednak zapominać, że Amerykanie podają dynamikę PKB w ujęciu annualizowanym. Innymi słowy, wyliczają w jakim tempie kurczyłaby się tamtejsza gospodarka, gdyby tempo spadku w kwartale, w którym dokonano pomiaru, utrzymało się na takim samym poziomie przez cały rok.

Licząc po "europejsku", kwartalna dynamika amerykańskiego PKB w okresie kwiecień-czerwiec wyniosła minus 9 proc. Podobny spadek zanotowały Niemcy, a nieco lepszy wynik miała Polska (8,4 proc.)  Mniej pandemiczny trzeci kwartał - jak się prognozuje -przyniósł Stanom Zjednoczonym bardzo wyraźną poprawę PKB - co najmniej tak dużą, jak wielki był wiosenny spadek.

Jednak zarówno Wielka Brytania, jak i USA nie unikną ponownego załamania koniunktury w czwartym kwartale z powodu nawrotu pandemii. W Polsce będzie podobnie. Wielu ekonomistów spodziewa się, że po słabym drugim kwartale i wyraźnie lepszym trzecim znów wpadniemy w gospodarczy dołek. W czwartym kwartale spadek PKB może być równy połowie spadku z okresu kwiecień-czerwiec i przekroczyć 4 proc.

Jacek Brzeski

Polsat News
Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | lockdown | pandemia | koronakryzys
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »