Reklama

Eksperci: Nie spodziewamy się problemów w strefie euro. Cios może nadejść z Chin

Ewentualne zawirowania w eurolandzie nie powinny być w najbliższym czasie realnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki - przekonują ekonomiści.

Choć kolejny "grecki pożar" został przygaszony ledwie kilka miesięcy temu, nikt dzisiaj nie straszy bankructwem któregokolwiek z krajów eurolandu.

Wspólnota zmaga się z innymi fundamentalnymi problemami (imigracja), a kłopoty zadłużonych gospodarek UE (Grecja, Hiszpania, Włochy) przestały dominować w serwisach agencji informacyjnych.

Pytani przez Interię eksperci zwracają uwagę, że większym problemem dla Polski mogą się okazać groźne dla całego świata kłopoty chińskiej gospodarki.

Turbulencje w eurolandzie? Zachowajmy spokój

- Przede wszystkim zagrożenia dla polskiej gospodarki płynące ze strefy euro nie były dotąd ogromne - tłumaczy w rozmowie z Interią prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, członek Narodowej Rady Rozwoju, były wiceminister finansów . - Los polskiej gospodarki w niewielkim stopniu zależy od sytuacji w Grecji, Portugalii czy nawet Hiszpanii. Dla nas ważniejsze jest to, co dzieje się w Niemczech, a u naszego zachodniego sąsiada nie widzieliśmy jakiegoś szczególnego kryzysu - prof. Gomułka tłumaczy, że dla Polski - od nawet najbardziej spektakularnych i głośno "ogranych" w mediach kryzysów greckich - ważniejsza jest sytuacja w takich krajach jak wspomniane Niemcy, Francja i np. Anglia.

Reklama

- Nawet jeżeli doszłoby do nowego kryzysu w Grecji, polegającego na uchylaniu się tego kraju od realizacji przyjętych zobowiązań, to z naszego punktu widzenia w dalszym ciągu jest to sprawa marginesowa - mówi Stanisław Gomułka.

- Nie musimy się obawiać turbulencji w strefie euro dopóki najbogatsze i najbardziej liczące w się w eurolandzie kraje z determinacją bronią projektu wspólnej waluty - tłumaczy prof. Gomułka.

- Jestem przekonany, że taka determinacja istnieje w wielu krajach posługujących się euro. Nie chodzi przy tym tylko o obronę samej strefy euro, ale także o pilnowanie interesu narodowego. W interesie tych krajów leży dobra kondycja wspólnej waluty i przestrzeganie reguł z Maastricht - wyjaśnia prof. Gomułka i dodaje, że Grecja była raczej wyjątkiem, a pozostałe kraje eurolandu z przekonaniem będą bronić stabilności strefy wspólnego pieniądza.

Ożywienie w strefie euro

- Jeżeli mówimy o zagrożeniach dla polskiej gospodarki, to nie spodziewam się, że ich powodem będą wewnętrzne kłopoty eurolandu. Wydaje mi się, że aktywna polityka Europejskiego Banku Centralnego, czyli cięcie stóp i rozszerzenie programu skupu aktywów, już przyniosła pozytywny skutek. Nie spodziewałbym się więc większych turbulencji w strefie euro - tłumaczy w rozmowie z Interią Marcin Kiepas, główny ekonomista Admiral Markets.

Ożywienie w strefie euro pozostaje stabilne i jest głównie wspierane rosnącym popytem wewnętrznym - zwracają uwagę eksperci Narodowego Banku Polskiego w październikowym raporcie oceniającym międzynarodową koniunkturę ("Koniunktura Międzynarodowa" jest biuletynem publikowanym przez NBP trzy razy w roku i przedstawia bieżącą i oczekiwaną sytuację ekonomiczną w głównych gospodarkach rozwiniętych i najważniejszych gospodarkach wschodzących). NBP opierając się na danych Eurostatu raportuje o "korzystnych nastrojach" przedsiębiorców z eurolandu. Optymizmem napawa także rosnąca po latach stagnacji akcja kredytowa banków ze strefy euro oraz stabilny wzrost płac i spadek bezrobocia.

- Proszę zauważyć, że kwestia grecka - a zatem wewnętrzne problemy strefy euro tak ważne jeszcze kilka miesięcy temu - przestała budzić emocje wśród rynkowych graczy. Teraz większe zagrożenie może nadejść z Chin i to spędza sen z powiek inwestorów - dodaje Kiepas.

Ekonomista Admiral Markets zwraca także uwagę na kursy walutowe. - Nie można nie zauważyć, że kurs wspólnej waluty, choćby w stosunku do dolara, jest bardzo niski, co będzie wspierać eksport słabszych gospodarek - mówi Kiepas i podsumowuje, że nie oczekuje negatywnych czynników związanych bezpośrednio ze strefą euro.

Analityk nie spodziewa się też szybkiego negatywnego wpływu kryzysu migracyjnego na gospodarkę strefy euro i gospodarek krajów unijnych. - To oczywiście może być źródłem kłopotów gospodarczych, ale te będą odsunięte w czasie - tłumaczy, że dla polskiej gospodarki większym zagrożeniem od turbulencji w strefie euro jest w tej chwili sytuacja polityczna naszego kraju. - Spójrzmy choćby na karuzelę kadrową w spółkach. To nie może być obojętne dla giełdowych notowań - mówi Kiepas.

Prognozy makroekonomiczne dla strefy euro

Rynki wschodzące pod ciągłą presją

Na niebezpieczeństwo grożące światowej gospodarce w przypadku zadyszki "chińskiego smoka" zwraca uwagę także Aleksander Łaszek - główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

- Szczerze mówiąc, większe niż w samej strefie euro zagrożenie dla polskiej gospodarki widzę w tej chwili w Chinach. To oczywiście zagrożenie pośrednie. Zadyszka chińskiej gospodarki może mieć wpływ na choćby na wymianę handlową Niemiec, a przez to - pośrednio - także na Polskę - mówi Łaszek. - Kryzysy bywają niespodziewane, a my wciąż nie mamy dokładnej diagnozy tego co dzieje się w chińskiej gospodarce - dodaje ekonomista FOR.

Jednak zdaniem Łaszka, niekorzystny bodziec dla Polski może niespodziewanie nadejść z zupełnie innej strony - zza oceanu.

-Zaszkodzić może ewentualny wzrost stóp procentowych w USA. Nie wiemy, jak to się odbije na gospodarkach gospodarek wschodzących, które zadłużały się w tanim dolarze - Łaszek tłumaczy, że w sytuacji zmian stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych także kurs złotego nie będzie stabilny. Ekonomista FOR dodaje, że wewnętrzne zagrożenia w strefie euro, nawet jeżeli się pojawią, nie muszą destrukcyjnie wpływać na polską gospodarkę. - Turbulencje, z którymi mieliśmy do czynienia do tej pory przy okazji kryzysu greckiego, nie spowodowały wielkich kłopotów w polskiej gospodarce - podsumowuje.

Co ciekawe, chińskiego wpływu na polską gospodarkę radzi nie przeceniać cytowany przez nas wcześniej prof. Gomułka. - Spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach to zmiana ze wzrostu na poziomie 6-7 proc. do np. 3 proc. Taka zmiana będzie mieć zupełnie marginesowy wpływy na polską gospodarkę - tłumaczy prof. Gomułka. Jego zdaniem, kraje eurolandu - mając ujemny bilans handlowy z Chinami - nie powinny się teraz obawiać spowolnienia wzrostu w Państwie Środka.

Ekonomiści nie wykluczają jednak pogorszenia się sytuacji na polskiej giełdzie. - Gwałtowne wydarzenia w chińskiej gospodarce na pewno od razu uderzyłyby w polską giełdę, ale taka jest natura rynku - podsumowuje Stanisław Gomułka.

Kryzys migracyjny - wielkie zagrożenie dla gospodarki czy szansa na rozwój?

Czy obecny kryzys migracyjny może doprowadzić strefę euro na skraj przepaści? Zdaniem cytowanego wcześniej prof. Gomułki, przepływ ludzi z południa Europy na północ może okazać się bodźcem rozwojowym.

- Napływ migrantów, a także przepływ ludzi do najbogatszych krajów eurolandu z Hiszpanii czy Grecji, może spowodować, że te pierwsze będą się rozwijać szybciej - tłumaczy prof. Gomułka. - Abstrahując od sytuacji kulturowej i politycznej, dopływ pół miliona rąk do pracy w bogatych krajach Europy powinien być raczej korzystny. Bogate kraje cierpią przecież z powodu kryzysu demograficznego, a rąk do pracy nigdy za wiele - dodaje ekonomista i przytacza niepokoje prognozy demograficzne dla krajów uważanych za najbogatsze w strefie wspólnej waluty.

Jacek Świder

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »