Reklama

Farmy słoneczne coraz dłużej czekają na przyłączenie do sieci

Opóźnienia w przyłączaniu do sieci powodują, że gotowe farmy fotowoltaiczne o mocy prawie 0,5 GW nie mogą produkować energii mimo pełni sezonu letniego. Operatorzy Systemu Dystrybucyjnego nie nadążają z odbiorami ze względu na niedobór pracowników, firmy nie przygotowały się bowiem na boom w fotowoltaice. Inwestorzy muszą czekać na odbiór nawet dwa-trzy miesiące.

Chodzi o duże farmy słoneczne budowane przez inwestorów na gruntach, oczekujące na przyłączenie do sieci średniego napięcia.

- Inwestorzy wybudowali kilkaset farm, które są gotowe, mają gwarancję wejścia do systemu aukcyjnego, natomiast nie zostały podłączone do sieci przez Operatorów Systemu Dystrybucyjnego, czyli przez Energę, Eneę, Tauron i PGE. Zimą nie byłby to aż taki problem, wtedy produktywność instalacji solarnych jest mniejsza, dzień jest krótki. Natomiast dziś, gdy dzień jest najdłuższy w roku, gdy mamy słoneczną pogodę, te straty są bardzo duże - mówi Interii Paweł Konieczny, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej.

Reklama

Dodaje, że instalacje są technicznie gotowe, brakuje tylko przysłowiowej "kropki nad i", czyli odbioru i dokumentacji formalnej. Zdarza się, że gotowe farmy czekają dwa-trzy miesiące, tracąc większość najlepszego sezonu. Choć dużo zależy od regionu i operatora, w różnych częściach Polski sytuacja wygląda inaczej.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

To było do przewidzenia

- Operatorzy Systemu Dystrybucyjnego nie przygotowali się kadrowo na boom w zakresie dużej fotowoltaiki. Pracownicy firm energetycznych wykonują swoją pracę bardzo dobrze, tyle że jest ich zbyt mało. Koncerny nie wzięły pod uwagę tego, że farm będzie powstawało bardzo dużo. Kolejne firmy wygrywają aukcje, zobowiązując się do budowy nowych instalacji. W ostatni piątek prezes Urzędu Regulacji Energetycznej ogłosił zwycięzców następnych aukcji. Wśród nich jest aż 1016 kolejnych farm słonecznych o mocy do 1 MW - informuje Konieczny.

Do tego dochodzą ograniczenia związane z pandemią. W przypadku niektórych OSD farmę wizytują pracownicy odpowiedzialni za różne sfery - działanie farmy i stacji transformatorowej, układ pomiarowy, układy zabezpieczeń, telemechanikę. Wcześniej często pojawiali się przy odbiorze jednocześnie, teraz muszą stawiać się w różnych terminach, by ograniczyć między sobą kontakty. Do tego dłużej niż przed pandemią czeka się na dokumenty formalne, które są niezbędne do uruchomienia farmy.

Konieczny podkreśla, że operatorzy nie mogą być zaskoczeni liczbą oddawanych projektów, bo kilka lat temu każda z tych farm otrzymywała od nich warunki przyłączenia. Odpowiednio wcześniej mieli więc świadomość, ile tych instalacji trzeba będzie podłączyć. - Był czas na przygotowanie się i w większości przypadków nie został on wykorzystany. Tymczasem instalacji powstaje coraz więcej, jesteśmy po kolejnych aukcjach. Efekt jest taki, że na polach stoją niepodłączone farmy o mocy kilkuset megawatów - mówi członek zarządu PSES.

Uprośćmy procedury

Problemem są też rozbudowane procedury przy podłączaniu do sieci. Zwraca on uwagę, że w proces zaangażowanych jest zbyt wiele osób. Sugeruje, że można zastanowić się nad ich uproszczeniem.

Dodaje, że urzędy i resorty są skłonne do upraszczania pewnych procesów, czego dowodzi choćby procedowana obecnie w Sejmie propozycja znosząca obowiązek uzyskiwania koncesji na wytwarzanie energii elektrycznej przez farmy do wielkości 1 MW. - URE doszedł do wniosku, że takich instalacji jest tak dużo, a jednocześnie są one na tyle powtarzalne, że w zupełności wystarczy wpis do rejestru, który zajmuje dwa tygodnie a nie dwa-trzy miesiące, jak to jest w przypadku koncesji - informuje Konieczny.

Niewykluczone, że i na tym polu mogłoby dojść do zmiany przepisów ułatwiających pracę OSD i poprawiających sytuację inwestorów.

Ratunkiem dla inwestorów mogłoby być również określenie przepisami prawa terminu przyłączenia do sieci instalacji. - O ile proces wydawania warunków przyłączenia, czyli analizy, czy dana instalacja może być przyłączona do sieci, jest obwarowany z góry określonymi terminami (zależnie od napięcia operator musi wydać decyzję w okresie 120-150 dni), o tyle przyłączenie nie jest już w ten sposób opisane. Gdyby taki termin był wskazany, firmy musiałyby dostosować się do przepisów i nie mielibyśmy takich sytuacji jak obecna - mówi Konieczny.

Pozostaje cierpliwie czekać

Co pozostaje inwestorom? - Czekać, nic więcej nie mogą zrobić. Teoretycznie można wyobrazić sobie spór prawny, ale takie procesy trwają wiele lat, opóźniłyby one jeszcze bardziej uruchomienie projektów - informuje przedstawiciel PSES. - Staramy się nagłośnić ten problem, mając nadzieję, że osoby decyzyjne w OSD wzmocnią kadrowo zespoły odpowiedzialne za przyłączenia i przeanalizują swoje procedury wewnętrzne - dodaje.

Tymczasem na horyzoncie pojawia się kolejne wyzwanie - stopniowe wyczerpywanie się możliwości podłączania nowych instalacji do sieci. Projektom będzie coraz trudniej uzyskać warunki przyłączenia. - Coraz większy odsetek wniosków jest rozpatrywany negatywnie. Po wykonaniu ekspertyzy przez OSD okazuje się, że do danej sieci jest podłączonych na tyle dużo źródeł wytwórczych, że kolejnych podłączać już nie można - alarmuje Konieczny.

Zaradzić temu można stawiając magazyny energii na samej farmie, ale niezbędne są też dalsze duże inwestycje w sieć energetyczną.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »