Reklama

Futbol. La Liga zaczyna podliczać straty

Mówi się nawet o miliardzie euro strat. Na razie wiadomo, że od początku sezonu hiszpański futbol stracił 240 mln euro - w tym 88 mln euro za karnety i 40 mln euro z zakupu biletów. Kolejne 260 mln euro to kwota, jaką kluby muszą zwrócić za niewykorzystane prawa do transmisji telewizyjnych meczów. A sezon nie dotarł jeszcze do półmetka.


Kiedy na wiosnę pandemia zmusiła kluby piłkarskie do zawieszenia meczów, KPMG - jedna z czterech największych spółek audytorsko-doradczych na świecie - prognozowała, że straty z zawieszenia rozgrywek pięciu największych, europejskich lig piłkarskich przekroczą w tym sezonie 4 mld euro. Do tego - ostrzegało KPMG - 10 mld euro stracą kluby na swoich największych aktywach - transferach, bo ceny piłkarzy, nawet tych najsłynniejszych, pójdą w dół. KPMG wyrokowało, że hiszpańska liga, jako trzecia - po brytyjskiej i niemieckiej - najbardziej odczuje skutki kryzysu.  

Reklama

Rozgrywki ligowe dotrwały w Hiszpanii do połowy marca, czyli do ogłoszenia stanu alarmowego i ponownie ruszyły - ale bez publiczności - 11 czerwca. Hiszpańska Federacja Futbolu zdecydowała, że mecze będą się odbywały codziennie. W ten sposób można było nadrobić kalendarz, ale nie finanse. W sezonie 2018/2019 wpływy pierwszligowych, hiszpańskich klubów wyniosły 4,8 mld euro. W minionym spadły o 200 mln euro. Trwający sezon piłkarski może zakończyć się stratami sięgającymi nawet miliarda euro - ostrzegają władze La Ligi. 

Zwykle ratunkiem na "chude lata" były transfery piłkarzy. To one podratowały sytuację Realu Madryt. Miniony sezon kupna-sprzedaży zawodników "biali" zakończyli z 222 milionami euro strat.

Jednak latem, podczas najtrudniejszych miesięcy dla europejskiego i hiszpańskiego futbolu, na konto Królewskich wpłynęło 130 mln euro. Najbardziej szczodry okazał się Inter Mediolan, który zdecydował się na zakup Ashrafa Hakimiego za 40 mln euro, Tottenham zapłacił za Sergia Reguilona 30 mln euro (do zmiany barw namawiał go osobiście Jose Mourinho), z Evertonu klub otrzymał zaś 25 mln euro za przejście Jamesa Rodrigueza. 

Real, mający od lat ambicje posiadania "galaktycznej drużyny" tym razem nie kupił ani jednego zawodnika, a do tego piłkarze zgodzili się na obniżki pensji - od 10 do 20 proc. Mimo pieniędzy z transferów, ten sezon nie będzie dla Realu łatwy. Przed miesiącem Królewscy wydali komunikat, w którym ostrzegli, że jeśli stadiony nie zostaną otwarte, klub straci 200 milionów euro. Tyle bowiem zarabia na organizacji meczów. Pozostałe dwa filary dochodów, to wpływy z praw do transmisji telewizyjnych i pieniądze od sponsorów.

FC Barcelona - drugi po Realu Madryt najbogatszy, hiszpański klub - zakończył transferowy sezon 2019/2020 ze stratą 114 mln euro. Klub stanął w obliczu zwolnienia grupowego (tzw. ERTE) pracowników etatowych. Aby do tego nie doszło, zawodnicy - nie tylko piłkarze, ale też np. koszykarze - zdecydowali się na 70-proc. obniżkę pensji na czas lockdownu (o 11,5 proc. w skali roku). Pomysłodawcami akcji byli: Leo Messi, Sergio Busquets, Sergi Roberto i Gerard Piqué.

Zaoszczędzono 35 milionów euro, z których klub mógł płacić pensję etatowym pracownikom. W tym sezonie bilans kupna i sprzedaży zawodników ma się zakończyć dla Barcy półmilionowym zyskiem. 

Oszczędności nie ominęły też Atletico Madryt, klubu który w 2019 roku zarobił 377 miliony euro i który według firmy doradczej Deloitte, zajmuje pod względem aktywów 13. miejsce na świecie. Podobnie jak Barca, “los colchoneros" zdecydowali, że na czas stanu alarmowego będą zarabiali o 70 proc. mniej. Pensje obcięto też ekipie trenerskiej, a także 430 pracownikom klubu.

Dzięki tej decyzji można było zrezygnować ze zwolnień grupowych, jakie groziły pracownikom Atletico. Klub mimo to, drugi sezon z rzędu, wypada najgorzej w bilansie zysków i strat. W tym, biorąc pod uwagę sprzedanych i kupionych zawodników, wciąż jest 69 mln euro "pod kreską". Atletico, jak żadna inna drużyna wyczekuje powrotu do normalności. Wpływy do kasy, w 60 proc. zależą od pieniędzy uzyskanych za prawa do emisji meczów w telewizji.

Dlatego Atletico, podobnie jak pozostałym drużynom z La Liga, zależy na szybkim otwarciu stadionów. Z listopadowego raportu Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA) wynika, że straty światowego futbolu wyniosą w tym sezonie 5 mld euro - o miliard więcej niż ECA prognozowała we wrześniu. Autorzy raportu założyli, że ich nadrabianie rozpocznie się od najbliższego sezonu, ale warunkiem jest wypełnienie - choć w części -  trybun. Na przykład we Francji mecze może oglądać na żywo 5 tysięcy osób, a w Holandii stadion może być wypełniony w 20-30 proc.  

Decyzja wciąż jednak nie zapadła. Oprócz pustych stadionów, La Liga musi zwrócić 360 mln euro za niewykorzystane przez pandemię prawa do emisji meczów, namówić sponsorów do sięgnięcia do kasy i kibiców, aby znów zaczęli płacić składki. Wiadomo, że wcześniej czy później wszystkie te warunki zostaną spełnione. Trudno sobie wyobrazić Hiszpanię bez futbolu. Jednak jak wynika z prognoz hiszpańskich mediów, przed klubami piłkarskimi, nawet tymi największymi, kolejny chudy rok. 

Ewa Wysocka 

Dowiedz się więcej na temat: La Liga | futbol

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »