Gimbusy znów z Jelcza i Sanoka?
W rządowym przetargu na dostawę autokarów szkolnych faworytami są fabryki Jelcz i Autosan, należące do Sobiesława Zasady. Największym problemem ich konkurentów jest fakt, że 70 pojazdów trzeba dostarczyć do 15 grudnia, czyli w trzy miesiące od złożenia oferty.
Jak się dowiedziała "Rzeczpospolita", w tak krótkim czasie jest w stanie sobie poradzić tylko firma, która spodziewa się wygranej i wyprodukuje autobusy wcześniej. Aleksander Kierecki, szef wrocławskiej firmy JMK, zbierającej dane o sprzedaży autobusów w Polsce uważa, że wrześniowy przetarg, podobnie jak poprzednie, zostanie podzielony między zakłady Jelcz i Autosan. Nie będą to jednak lukratywne kontrakty, a fabryki zarobią co najwyżej na późniejszym serwisowaniu.
Rzecznik spółki Polskie Autobusy, produkującej w Jelczu i Sanoku mówi, że nawet bez wcześniejszego przygotowania obydwie firmy podołałyby zamówieniu. Tłumaczy: "Jelcz i Autosan mogą łącznie wytworzyć 900 autobusów rocznie, czyli 75 miesięcznie". Zaznacza, że zamówienie podzielono na trzy transze po 22, 23 i 25 pojazdów, wobec czego każdy producent może się starać o jego część.
Nie ulega wątpliwości, że w przetargu ogłoszonym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu najważniejszym i jedynym argumentem będzie niska cena pojazdu. Szef spółki Solbus wyjaśnia, że preferuje się w ten sposób producentów stosujących w swoich pojazdach najprostsze i najstarsze rozwiązania techniczne.
W tym roku Jelcz i Autosan wygrały już dwa przetargi na dostawę 43 gimbusów. W pierwszym Autosan zaoferował pojazdy po 339,1 tys. zł, a w następnym zwyciężył Jelcz, sprzedając swoje autobusy po 339 tys. zł.