Reklama

Gorączka bursztynu pod Howerlą

Nowy szlak bursztynowy ma swoje źródła na zachodniej Ukrainie i biegnie przez Polskę prosto do Chin. Nic zdrożnego w gigantycznym przedsięwzięciu pewnie by nie było, gdyby nie fakt, że 100 proc. obrotów "słowiańskim złotem" odbywa się tam poza prawem.

Nazywano go złotem północy, złotem słowiańskim lub złotem Bałtyku i wykorzystywano w lecznictwie, zdobnictwie, magii. Interesowali się nim i opisywali jego wyjątkowe właściwości najwybitniejsi starożytni pisarze i uczeni (m.in. Homer, Sofokles, Platon, Pliniusz Starszy). Bałtycki bursztyn. Znany był italskim Etruskom już w początkach ostatniego tysiąclecia p.n.e. Handel tym kruszcem na masową skalę rozwinęli jednak Celtowie w ostatnich wiekach p.n.e. i w początkach n.e., otwierając szlaki bursztynowe Rzymianom. Główny szlak, którym kupcy rzymscy podążali po bursztyn, łączył basen Morza Śródziemnego z wybrzeżami Bałtyku...

Reklama

Obwód Rówieński, Ukraina. Jedziemy nieutwardzoną drogą przez las. Wokół tylko drzewa tonące w tumanach kurzu. Koszmarnie gorąco. Nagle, w samym sercu niczego, naszym oczom ukazują się dwa rzędy samochodów ustawionych na skrajach ścieżki. Głównie wysłużone łady, może kilka dwudziestoparoletnich skód i volkswagenów. Dojeżdżamy do prowizorycznego szlabanu, za którym siedzi jakiś facet z papierosem w zębach. Na stoliku przed nim leży pień z przybitą gwoździem kartką papieru z liczbami: 20 - 430, 50 - 860 i tak aż do 1000, gdzie po myślniku znajduje się 6300.

- O co tutaj chodzi?

- To cennik - objaśnia Alex, zawodowy przemytnik, który zgodził się uchylić rąbka tajemnicy i pokazać światu, gdzie dzisiaj zaczyna się prawdziwy bursztynowy szlak. Szczupły, średniego wzrostu, na chwilkę przed trzydziestką. Charkowianin, chociaż od kiedy trudni się handlem i przemytem bursztynu, zdecydowanie częściej bywa we Lwowie lub w Równem.

- Tu na miejscu możesz od razu kupić, świeże, jeszcze ciepłe! Ceny oczywiście w dolcach, za kilo płacisz 6300 zielonych. Ceny zależne są od rozmiaru kamieni i jakości, tutaj muszą mieć coś niezłego, bo całkiem słono sobie liczą - tłumaczy Ukrainiec.

Pompa pracuje

Dotarliśmy do jednej z nielegalnych kopalni bursztynu zorganizowanej przez ludzi z okolicznych wsi. Codziennie rano pakują do swoich wysłużonych ład gumiaki, pompy wodne, długie metalowe pręty i jadą na skraj lasu. Zaczyna się ciężki dzień pracy. Mężczyźni wkładają kalosze i wpuszczają rury w ziemię wspomagając się długimi kijami. Odpalają silnik. Pompa pracuje. Woda pod ciśnieniem wymywa piasek, i skryte pod warstwą ziemi kamienie bursztynu wypływają na powierzchnię.

Jeden zawsze pilnuje interesu, czyli siedzi przy wjeździe do lasu i udaje grzybiarza albo handlarza owoców leśnych. Zadaniem takich strażników bursztynu jest obserwowanie okolicy. Kiedy na horyzoncie pojawia się ktoś podejrzany, informują wszystkich "pracowników" kopalni, a ci w ekspresowym tempie zwijają "interes". Do tej pory policja zjawiała się niezwykle rzadko, ale zagrożenie stanowili "inni", chętni do siłowego przejęcia kopalni.

- Była taka akcja w maju zeszłego roku. Normalnie, jak co dzień ludzie tutaj kopali i nagle podjechało kilka suwów. Same mercedesy ML - snuje swoją opowieść Alex. - Wyskoczyli z nich uzbrojeni goryle. Wiesz, każdy z bronią. To byli ludzie Vladimira Prodyvusa.

- Kto to?

- Taki lokalny fafarafa, niezrzeszony parlamentarzysta. Jakieś firmy krzaki prowadzi, każe nazywać się prezesem. Przyjechał ze swoją bandą, chcieli przejąć tę nielegalną kopalnię. Przyszli jak po swoje, ale się przeliczyli. Ludzie z kopalni się skrzyknęli, wzięli, co mieli pod ręką i chwilę później banda Prodyvusa uciekała w popłochu jednym samochodem, bo pozostałe im totalnie porozwalali. Tylko wizytówki po nim zostały - śmieje się ukraiński przemytnik.

Legalnie nie kupisz

Nielegalnych kopalni bursztynu jest na zachodzie Ukrainy mnóstwo. Nikt tutaj dokładnie nie wie ile, a może nie chce wiedzieć? Jedno jest pewne: ziemia u stóp Howerli kryje drugie co do wielkości złoża bursztynu na świecie. W dodatku wydobycie ich jest niezwykle proste - złociste kamienie znajdują się na niewielkiej głębokości (około 3-5 m) i przykrywa je najczęściej łatwy do "wymycia" piach lub ił. Mało tego, ukraińskie kopaliny - jak żadne inne - w zdecydowanej większości (ponad 80 proc.) nadają się do produkcji jubilerskiej. Dla porównania - w polskich złożach ponad połowa zasobów to tzw. "drobnica", materiał zdatny jedynie do sprasowania. Dlatego to właśnie z Ukrainy pochodzą wielkie bryły bursztynu pod twórczość rzeźbiarską oraz unikatowe okazy, trafiające do muzeów jako "eksponaty" znalezione na bursztynowym szlaku.

Samowolka kopalniana to głównie obwód rówieński, wołyński i żytomierski. Dynamiki rozwojowi pozaprawnego procederu dodaje potworna bieda panująca w tych rejonach. Mieszkańcy nie mają zbyt wielu perspektyw. Mogą zostawić bliskich i wyjechać do nielegalnej pracy w Polsce. To jednak wiąże się z koniecznością nauczenia się języka oraz ogromnym ryzykiem - zatrudnienie na czarno nie daje im żadnego zabezpieczenia i grozi deportacją z Polski. Dlatego włączenie się w struktury bursztynowych kopalni to dla Ukraińców ekonomiczne zbawienie.

Ile tacy górnicy zarabiają, jakie obroty generują nielegalne odkrywki na Ukrainie? O oszacowanie strat, jakie w wyniku pozaoficjalnego handlu i wydobycia bursztynu ponosi Skarb Państwa, pokusił się kiedyś Ivan Valyushko, dziennikarz ukraińskiego tygodnika "Dzerkało Tyżnia". Z jego wyliczeń wynika, że ukraińskiemu fiskusowi - dziennie! - koło nosa przechodzi 8 mln hrywien (ponad 330 tys. euro). Na pierwszy rzut oka kwota podana przez Ivana wydaje się abstrakcyjnie wysoka, jednak wiele wskazuje na to, że jest jak najbardziej realna. Sami uczestnicy naddnieprzańskiego rynku bursztynu uważają, że formalny obrót tym surowcem praktycznie nie istnieje.

- Tu bursztynu legalnie nie kupisz - mówi Alex. - Na Ukrainie, zgodnie z prawem tylko jedna firma może go wydobywać i wprowadzać do obrotu. To Burshtyn Ukrainy, taki państwowy moloch. Wchodzisz do nich na stronę, a tam ceny o połowę niższe niż normalnie, czyli na czarnym rynku. Ale nie da się nic tam kupić - relacjonuje nasz przewodnik po nowym, bursztynowym szlaku.

Z publikacji w ukraińskich mediach wynika, że firma Burshtyn Ukrainy, której szefem jest Olexandr Bityuk, od lat wykazuje straty. Co ciekawe, władze spółki tłumaczą to niedoborem surowca. Według władz konglomeratu tylko jedna czwarta wprowadzanego przez nich do obrotu kamienia pochodzi z Ukrainy. Resztę importują z Rosji.

- Dzwonisz do nich, a oni ci mówią, że mają wyczerpany limit zamówień do grudnia 2018 r., nie wyrabiają się i nie mogą nic sprzedać. Prawda jest taka, że jeśli jesteś w tej branży, to wiesz, że ta firma też handluje na czarnym rynku po cenach obiegowych - twierdzi Alex.

W celu weryfikacji sensacyjnie brzmiących doniesień Alexa, zadzwoniliśmy do działu marketingu Burshtynu Ukrainy, podając się za potencjalnego importera z Polski. Odpowiedź była krótka:

- Nie sprzedajemy bursztynu - powiedział stanowczym głosem mężczyzna, który nawet nie raczył się przedstawić i odłożył słuchawkę.

Spod ziemi do sieci

Tymczasem ukraiński czarny rynek, o dziwo, nie uskarża się na deficyt surowca. Bursztyn spod Howerli jest niezwykle łakomym kąskiem, zwłaszcza dla zakochanych w żywicy kopalnej Chińczyków. To właśnie do Państwa Środka trafia najwięcej złocistych kamieni, nielegalnie wydobytych na Zachodzie Ukrainy, często transferem przez Polskę.

- Mam swoje kontakty - odpowiada Alex pytany o hurtowych dostawców. - Ale w sumie jak chcesz kupić trochę towaru z nielegalnej kopalni, to żadna filozofia. Wchodzisz na ukraiński OLX i oni tam się ogłaszają. Albo piszesz ogłoszenie, że chcesz kupić bursztyn i telefony się urywają. Zresztą na polskich portalach to działa tak samo, ogłoszeń jest dużo - mówi ukraiński przemytnik.

Sprawdzamy i rzeczywiście, na portalach ogłoszeniowych roi się od ofert bursztynu z Ukrainy. Popularne są z odbiorem osobistym za Bugiem. Zazwyczaj właśnie w obwodzie Rówieńskim. Kamienie dostępne w Polsce są droższe, a handlujący nimi twierdzą, że pochodzą z odkupów konfiskat Izby Celnej. Ile w tym prawdy? Jedno nie ulega wątpliwości, kupując bursztyn z takich ofert można mieć niemal stuprocentową pewność, że został wydobyty w nielegalnej kopalni.

Szara strefa bursztynu, podobnie jak inne kontrabandy, psuje rynek. Legalnie działający przedsiębiorcy, kupujący certyfikowane kamienie muszą borykać się z falą o wiele tańszego towaru zza Buga. W dodatku, jak w przypadku każdej działalności wyjętej spod prawa, oszustwa w tym obszarze są chlebem powszednim. Łatwo natknąć się na towar podrabiany lub niższej - niż pierwotnie gwarantowana w ogłoszeniach - jakości.

Przerzuty walizkowo-mrówcze

- Przerzut do Polski? - kontynuuje Alex. - Wynajmuje się kuriera. Wiesz, najczęściej jakiegoś Ukraińca, co jedzie na robotę do Polski. Albo kogoś, kto ma tam interes. Dajesz mu parę kilo, odpalasz działkę. Po drugiej stronie czeka odbiorca, przejmuje towar i dalej sobie radzi. Taki łańcuch. Jeśli są jakieś mafie, to gdzieś wysoko, niewidoczne. Najczęściej to funkcjonuje właśnie tak - dwóch dogadanych gości plus jakiś mniej lub bardziej przypadkowy kurier. Niektórzy sami z siebie wożą. Taki small business - uśmiecha się przemytnik, mrugając porozumiewawczo okiem.

Alex nie jest odosobnionym przypadkiem. Większość ukraińskich przemytników bursztynu działa na niewielką skalę, samodzielnie przewożą po kilka kilogramów w bagażach. Polscy celnicy nazywają to przemytem "walizkowo-mrówczym". Ciężko im oszacować skalę procederu, bo właściwie każdy przekraczający granicę jest potencjalnym przemytnikiem żywicy kopalnej. Bursztyn jest niewielki, łatwo go ukryć i trudno znaleźć.

- Kreatywność przemytników nie zna granic. Gdyby nie wiedza i doświadczenie naszych celników, bursztynu w ogóle nie udałoby się znaleźć - twierdzi Marzena Siemieniuk, rzecznik prasowy Izby Celnej w Białej Podlaskiej. - Znajdujemy kamienie w różnych miejscach. W kołach, w specjalnie przerobionych bakach, w skarpetkach, w skrzynkach z narzędziami, w butlach z gazem, nawet w butelkach z piwem - opowiada rzeczniczka.

Z jej relacji wynika, że przyłapani na przemycie bursztynu Ukraińcy najczęściej tłumaczą, że to dla nich, na cele osobiste, kupili na bazarze itd. Z analiz Izby Celnej w Białej Podlaskiej wynika, że znakomita część przechwyconego tam bursztynu pochodzi z nielegalnych kopalń w okolicach Równego.

- Do lipca tego roku w naszym rejonie odnotowaliśmy już ponad 20 udaremnionych prób przemytu. Ostatnio udało nam się przechwycić 189 kg, ukrytych w autobusie kursującym między Polską a Ukrainą. W części bagażowej celnicy zauważyli przeróbkę. Podejrzewali, że znajdą tam papierosy, ale okazało się, że to bursztyn ukryty w workach po cukrze. Kierowca autobusu twierdził, że nie miał o tym bladego pojęcia - relacjonuje Marzena Siemieniuk.

Dalej pocztą

W bursztynowej kontrabandzie nieformalne struktury organizacyjne istnieją na terenie Ukrainy i w Polsce. W newralgicznym punkcie - przy przekraczaniu granicy - wszyscy znikają jak kamfora, kurierzy są pozostawieni sami sobie. Marzena Siemieniuk twierdzi, że w przeciwieństwie do przemytu papierosów, w przypadku żywicy kopalnej nigdy nie zdarzył się incydent korupcji wśród urzędników celnych. Alex potwierdza, że nie zdarzyło mu się nikogo "blatować"...

- Polskich celników? Nigdy tego nie robiłem. Po co generować niepotrzebne koszty? Bez tego się kręci - zapewnia przemytnik Alex i odsłania kulisy kolejnego etapu "podróży" ukraińskiego bursztynu, który z Polski trafia do...

- Kiedyś jeden Chińczyk kupił ode mnie gigantyczną ilość, chyba ze dwie takie wielkie "bazarowe" torby - opowiada Alex. - Zapytałem go, jak oni to transferują do Chin. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział, że mają swoje kanały... pocztowe. Nic więcej nie chciał zdradzić. Chińczycy to nasi najlepsi klienci. Kupują dużo i regularnie - podkreśla Ukrainiec.

W Chinach bursztyn to gorący towar. Uznawany jest za jeden z siedmiu szczęśliwych kamieni Buddy. W ciągu ostatnich pięciu lat popyt na złocistą żywicę wzrósł niebotycznie. Przedstawiciele firmy S&A, lidera branży wyrobów jubilerskich z bursztynu (polski potentat na rynku chińskim), twierdzą, że ich obecna sprzedaż w Państwie Środka jest 10 razy większa niż w 2010 r. Ceny także wzrosły. Chińscy złotnicy za buddyjski różaniec o wadze 18 gramów jeszcze pięć lat temu brali niecałe 500 juanów. Dzisiaj ten sam produkt kosztuje blisko 7 tys. juanów. Dlatego przemyt bursztynu w tamte rejony jest coraz bardziej opłacalny.

W sierpniu zeszłego roku lubaczowska policja w trakcie kontroli drogowej znalazła przy 51-letnim mężczyźnie 20 kg nieoszlifowanego bursztynu. Funkcjonariusze postanowili przeszukać jego mieszkanie. Tam znaleziono kolejne 177 kg oraz 170 tys. dol. W wyniku pozyskanych podczas śledztwa informacji zatrzymane zostały kolejne osoby, które zaangażowane były w przemyt bursztynu z Ukrainy i Rosji do Polski.

- W tym przypadku mamy do czynienia ze zorganizowaną strukturą, działającą na ogromną skalę - przekonuje prokurator Marek Ochyra z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. - Mamy pewność, że zabezpieczone przez nas kamienie to tylko drobny wycinek tej działalności - podkreśla prokurator Ochyra.

Z prokuratorskiego śledztwa wynika, że przyłapany na gorącym uczynku Polak był członkiem zorganizowanej siatki, transferującej ukraińską żywicę kopalną do Azji. Bursztyn pochodzący m.in. z nielegalnych kopalni na zachodzie Ukrainy był przerzucany do Polski. Dalej paczkami pocztowymi trafiał do Chin. Zaangażowani w proceder byli również obywatele Państwa Środka działający na terenie Polski. Sprawa jest w toku. Na razie prokuratura informuje o zatrzymaniu tylko jednej osoby z chińskim paszportem.

- Skala procederu jest ogromna. Przemytnicy wysyłali paczki do Chin na masową skalę. W ciągu roku było ich kilkaset. Wszystkie opisane jako "podarunek". Oczywiście, nie mamy pewności, że w każdej znajdował się bursztyn. Jednak stwierdzenie, że tak było, w zdecydowanej większości przypadków nie będzie przekłamaniem - uważa Marek Ochyra.

Dwa tygodnie likwidacji

Wymykający się coraz bardziej spod kontroli, bursztynowy interes kwitnie na Ukrainie od lat. Początki działalności nielegalnych kopalni sięgają czasów "pierestrojki". Władze ukraińskie nigdy nie pokusiły się o próbę systemowego uporania się z problemem. Do teraz.

- Zrobiło się gorąco. Cały czas coś się dzieje, wczoraj prawie nie spałem, bo co chwilę były jakieś nowe doniesienia. Rząd się ostro wziął za nielegalne kopalnie. Właśnie zamknęli jedną w Żytomierzu. Co chwilę kogoś aresztują - narzeka Alex, który jest wyraźnie niepocieszony takim obrotem spraw.

W drugiej połowie lipca prezydent Petro Poroszenko dał władzom zachodnich regionów osobliwe ultimatum. Urzędnicy dostali dwa tygodnie na uporanie się z nieformalnym wydobyciem bursztynu. W przeciwnym wypadku - zapowiedział Poroszenko - sam przyjedzie na zachód Ukrainy położyć kres działalności nielegalnych odkrywek. Skąd ten pośpiech? Najpewniej ma to związek z konwersją ukraińskich długów. Warunkiem przyznania pomocy przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy była restrukturyzacja budżetu państwa, co łączy się bezpośrednio z uszczelnieniem systemu podatkowego.

Na takie dictum, regionalnym władzom nie pozostało nic innego jak zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jak wspomina Alex, w ciągu dwóch tygodni zamknięto kilka kopalni, postawiono kilkadziesiąt zarzutów. Dla ukraińskich organów ścigania kwestia złocistych kamieni stała się absolutnie priorytetowa.

Dużym problemem bezprawnego wydobycia żywicy kopalnej jest dewastacja lasów. Po kilku miesiącach "wymywania" bursztynu las zamienia się w pustynię. Zdjęcia satelitarne pokazują całe hektary pokopalnianych pustkowi. Rządowi w Kijowie dało to pretekst do wprowadzenia stanu klęski ekologicznej na terenach bogatych w złoża bursztynu. Zarządzenie w takiej sytuacji ogranicza swobody obywatelskie, dzięki czemu sprawniej można wychwycić i ukarać samozwańczych "górników". Władze Ukrainy zdają się być zdeterminowane, by położyć kres czarnemu rynkowi bursztynu.

Ostateczne rozwiązanie problemu gorączki bursztynu pod Howerlą oznaczać będzie drastyczny wzrost cen na rynku. Znacznie zmniejszy się ilość żywicy kopalnej w obrocie, a jej wydobycie stanie się o wiele bardziej kosztowne. Jeśli bowiem na terenach nielegalnych kopalń powstaną u naszych wschodnich sąsiadów odkrywki licencjonowane, to będą musiały spełniać normy środowiskowe. Najciekawiej zaś będzie w Chinach. Zapewne znowu staną się światowym liderem w podrabianiu. Tym razem bursztynu.

Maria Szurowska

Dowiedz się więcej na temat: bursztyny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »