Reklama

Górnictwo potrzebuje intensywnej terapii

Mamy kolejny kryzys węglowy. Niższy popyt na rynku powoduje wzrost zapasów. W ślad za tym spadają ceny. W tym roku węgiel energetyczny może potanieć nawet o 10 proc. Krajowe górnictwo boryka się z problemami, które wymagają rozwiązań systemowych. Bo ocieplenie klimatu, czyli polityka odwrotu od węgla nie są czynnikami przejściowymi.

Zapasy węgla rosły od września zeszłego roku i obecnie wynoszą prawie 5 mln ton. Tymczasem w ostatnich latach kształtowały się na poziomie mniej więcej 2 mln ton. To nie jest jeszcze historyczne maksimum. Bywało, że na zwałach leżało ok. 7 mln ton węgla.

Z czego wynika ostatni wzrost? - Główną przyczyną była łagodna zima z 2018 na 2019 rok. Po sezonie energetyka została z dość dużymi zapasami i od ostatniego lata odbierała już dużo mniej węgla energetycznego od zakładów górniczych - mówi Interii Jakub Szkopek, analityk DM mBanku.

Reklama

Poza tym w zeszłym roku Polska zaimportowała 10 TWh prądu, czyli 6,5 proc. krajowego zużycia.

Zapasy szybko nie spadną

Według eksperta, nie ma obecnie za dużych szans na rozparcelowanie wysokich zwałów węgla energetycznego, tym bardziej, że również obecna zima również jest ciepła. - Zapasy mogą utrzymywać się na poziomie 5-6 mln ton przez najbliższe miesiące - ocenia analityk.

W dodatku krajowy węgiel jest droższy niż kupowany ze Wschodu, a nawet ten, którym handluje się w portach Europy Zachodniej.

Szkopek szacuje, że w tym roku ceny węgla energetycznego na rynku mogą spaść dalej, nawet o 10 proc.

- Perspektywa wyników spółek górniczych na 2020 rok, jeśli chodzi o producentów węgla kamiennego, nie wygląda optymistycznie. Zazwyczaj gdy spadały ceny zwiększano wolumen produkcji, by ratować wyniki. Tym razem to nie poskutkuje, bo mamy wysokie zapasy. Jest więc presja zarówno na sprzedaż, jak i na ceny. Kopalnie są w klinczu - mówi Szkopek.

PGG wystawiona na próbę

W najgorszej sytuacji jest Polska Grupa Górnicza, największa spółka górnicza, której produkcja oparta jest na węglu energetycznym, tańszym od koksującego. W dodatku wysokie są tu koszty produkcji. - Już w końcówce 2019 roku zapowiadaliśmy, że zeszłoroczny wynik PGG będzie nie do powtórzenia ze względu na spadek cen i presję na wolumeny. Do tego dochodzą oczekiwania płacowe załogi - mówi analityk DM mBanku.

W negocjacjach płacowych, które ruszyły pod koniec zeszłego roku, związki zawodowe PGG domagały się m.in. 12-proc. podwyżek na 2020 rok, włączenia dodatku gwarantowanego do podstawy naliczania Barbórki i 14-tej pensji za rok 2019. Jak dotąd do porozumienia nie doszło. Kolejne spotkanie przedstawicieli i związków zaplanowane jest na 30 stycznia.

Spełnienie postulatów oznaczałoby wzrost kosztów stałych o ponad 600 mln zł w skali roku. - Firma w obecnej sytuacji nie może się na to zgodzić - mówi Szkopek.

Jak podaje "Rzeczpospolita" powołując się na nieoficjalne informacje, PGG chce znaleźć nabywcę dla niesprzedanych zapasów bez względu na koszty. Alternatywą jest odchudzenie grupy lub zamknięcie co najmniej jednej kopalni. Płynność finansowa spółki pogarsza się z dnia na dzień.

Najbardziej zasadny wydaje się w tej chwili przegląd aktywów. - Nierentowne kopalnie powinny ograniczyć produkcję, a te najmniej efektywne być może powinny zostać zamknięte - ocenia Szkopek.

Geologia decyduje o kosztach produkcji

Polskie kopalnie są dość trudne pod względem geologicznym, co wpływa na stosunkowo wysokie koszty wydobycia.

- W Australii ściany mają po 5-6 m wysokości przy 200-300 metrach wybiegu, nie ma tam zagrożenia metanowego, bo surowiec zalega płyciej, na głębokości mniej więcej 500 m. Natomiast w Polsce węgiel znajduje się 1000 metrów w głąb ziemi, ściany są 1-2 metrowe, wyzwaniem jest zbierający się metan. Warunki są dużo trudniejsze - informuje Szkopek.

Dodatkowo sporo mamy do zrobienia zwłaszcza w obszarze umaszynowienia. Wspomniana już np. Australia dużo inwestuje w sprzęt, w autonomiczne wydobycie. A to zasadniczo wpływa na efektywność produkcji. Polskie kopalnie mają pod tym względem sporo do nadrobienia.

OZE w natarciu

Co dalej? Na poprawę otoczenia nie ma co liczyć, bo globalne ocieplenie daje o sobie wyraźnie znać, a polityka klimatyczna Unii Europejskiej nie pozostawia złudzeń - węgiel będzie stopniowo wypierany z rynku i zastępowanym gazem oraz odnawialnymi źródłami energii. Proces ten jest już z resztą widoczny w krajowej energetyce.

W grudniu 2019 roku produkcja energii elektrycznej w elektrowniach opartych na węglu kamiennym spadła do 46,1 proc. całej produkcji z 49,3 proc. rok wcześniej, a z elektrowni na węgiel brunatny zmniejszyła się do 23,5 proc. z 27,3 proc. przed rokiem. Rósł natomiast udział pozostałych źródeł, m.in. gazu do 9,5 proc. z 6,1 proc. oraz  wiatru do 12,1 proc. z 9,2 proc.

Produkcja węgla kamiennego w minionym roku spadła w Polsce o 2,8 proc., do 61,9 mln ton. Spada też od początku ubiegłego roku import.

Krajowe władze zapowiadają, że będą aktualizować program dla górnictwa węgla kamiennego, by dostosować planowaną produkcję do potrzeb sektora energetycznego. Adam Gawęda, wiceminister aktywów państwowych, informował niedawno, że państwo będzie prowadzić proces konsolidacji aktywów wydobywczych, by uporządkować rynek.

Gawęda wskazywał, że konieczna będzie ocena, jakie w perspektywie dekady będzie realne zapotrzebowanie na węgiel ze strony energetyki. Na razie zdecydowano o uruchomieniu centralnego magazynu węgla, o pojemności ok. 1 mln ton, gdzie gromadzone będą nadwyżki z kopalń.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: węgiel | górnictwo | ceny węgla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »