Reklama

Granice globalizacji na talerzu

Konsumpcja mięsa na świecie podwoiła się w ostatnich dwóch dekadach i nadal będzie wzrastać, choć w wolniejszym tempie. Wzrost zamożności zwiększa spożycie mięsa, ale zmiany klimatyczne, pandemie i świadomość biologicznych barier globalizacji mogą sprawić, że mięso stanie się produktem bardziej luksusowym.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Wedle najnowszych wspólnych ocen Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) oraz OECD (OECD‑FAO Agricultural Outlook 2021‑2030) konsumpcja mięsa wzrośnie na świecie do 2030 r. o 14 proc. Najbardziej zwiększy się ona w krajach afrykańskich (o 30 proc.) oraz azjatyckich i położonych w regionie Pacyfiku (o 18 proc.). Jest ona tam jednak na znacznie niższym poziomie niż w Ameryce Północnej czy w Europie. Na niezmienionym w praktyce poziomie spożycie mięsa pozostanie w krajach europejskich (wzrost tylko o 0,4 proc.).

Reklama

Więcej ludzi, więcej na konsumpcję

Globalny wzrost produkcji i spożycia mięsa nakręcać będą tak jak dotychczas: zwiększanie się ziemskiej populacji oraz wzrost jej zamożności. W obu przypadkach dotyczy to przede wszystkim krajów rozwijających się. Afryka, Azja, Ameryka Południowa to obszary, na których stopa przyrostu naturalnego utrzymuje się nadal powyżej 2 proc., z każdym rokiem powiększa się więc liczba osób do wyżywienia.

Są to jednocześnie obszary generalnie poprawiającego się poziomu życia, a dotychczasowe statystyki i badania jednoznacznie wskazują, że jednym z pierwszych tego symptomów jest wzrost spożycia mięsa. Nie do końca skutecznymi hamulcami mięsnej konsumpcji są jedynie względy kulturowe i religijne powstrzymujące np. społeczności muzułmańskie od spożywania mięsa wieprzowego. Zamiast wieprzowiny silniej wzrasta tam jednak konsumpcja innego rodzaju mięsa, przede wszystkim drobiu.

Mięso z fabryki

Skazana niejako na wzrost produkcji mięsa globalna społeczność czyni to od lat w sposób coraz bardziej zmechanizowany i przemysłowy, aby zapewnić możliwość wzrostu konsumpcji. Polega to m.in. na coraz dalej idącej specjalizacji, prowadzącej od uprawy roślin przez produkcję pasz dla zwierząt hodowlanych, różne stadia ich hodowli - po liczne fazy wstępnego i dalszego przetwórstwa mięsnego.

Na każdym z kolejnych etapów kluczowe znaczenie ma wydajność pracy z wszystkimi tego ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami. Wzrost efektywności skłania m.in. do zakładania coraz większych gospodarstw rolnych i farm hodowlanych, także tam, gdzie przedtem dominowały lasy. Efekty ich pracy stają się przedmiotem wielkiego światowego handlu, gdyż produkcja znacznej części gotowego już do sprzedaży mięsa odbywa się w wielkich fabrykach zlokalizowanych często w innych krajach i na innych kontynentach, do których trafia wiele tysięcy zwierząt dziennie.

Z roku na rok wzrasta udział międzynarodowego handlu w wytwarzaniu mięsa w takim kształcie, jaki go widzą końcowi konsumenci. Jeszcze w latach 60. mniej niż 4 proc. wytwarzanej w świecie wołowiny była przedmiotem handlu zagranicznego. Obecnie udział ten wynosi już 20 proc. W przypadku drobiu odsetek ten sięga 12 proc., a wieprzowiny - 11 proc. W globalnym handlu mięsem i jego elementami najsilniej zaangażowanych jest obecnie tylko kilka krajów i obszarów ekonomicznych: USA, Kanada, Brazylia, Unia Europejska, Chiny, Indie i Japonia, a ściślej wielkie koncerny spożywcze z tych krajów i części świata. W przypadku drobiu europejskim liderem w produkcji i handlu jest Polska.

Tanie mięso, tanie miejsca pracy

Wzrost wydajności i jego konsekwencje dotyczy także zatrudnienia w produkcji i przetwarzaniu mięsa. W cyklu od pola do talerza pracują setki tysięcy słabo opłacanych pracowników, wywodzących się coraz częściej - aby było efektywniej - spośród mniej lub bardziej legalnych imigrantów. Trudno się temu specjalnie dziwić, bo kto z miejscowych, zwłaszcza w krajach rozwiniętych, chce pracować np. w rzeźni.

Ceną taniego i łatwiej dostępnego konsumentom mięsa jest - obok skażenia nawozami i preparatami ochronnymi pól uprawnych oraz wzmożonej emisji gazów cieplarnianych (połowa emisji CO2 w rolnictwie powstaje przy produkcji mięsa) - także zachęta do migracji. Praca przy rozbieraniu mięsa jest w Europie czy w USA wprawdzie bardzo ciężka, ale płatna i tak wyżej niż w Afryce czy Meksyku.

Wzrasta świadomość ograniczeń

Są jednak ekologiczne czy wręcz biologiczne granice tego globalnego modelu biznesowego. Widoczne one są już od lat w postaci wzrastającego zagrożenia zmianami klimatycznymi, pogłębiającymi się m.in. wraz z postępami rabunkowego wyrębu lasów tropikalnych pod nowe gigantyczne pola uprawne roślin na pasze dla jeszcze większych stad hodowlanych. Obraz zagrożeń wyostrzył się wraz z wybuchem pandemii koronawirusa (pochodzi najprawdopodobniej od zwierząt, chociaż są i inne teorie), a także innych epidemii jak np. Afrykański Pomór Świń (ASF), które wprawdzie rozprzestrzeniają się jedynie w obrębie własnych gatunków zwierzęcych, ale powodują gwałtowne zakłócenia w światowej produkcji, handlu i cenach mięsa w świecie.

Dylematy te może złagodzić, a niekorzystne zmiany przynajmniej zwolnić, świadoma polityka konsumencka oparta nie tyle na ograniczeniach czy restrykcjach dotyczących warunków prowadzenia upraw rolnych czy produkcji żywności, co raczej na kształtowaniu wzorców zachowań konsumentów. Dotyczy to zwłaszcza społeczeństw krajów rozwiniętych, w których spożycie mięsa jest kilkukrotnie wyższe niż w krajach afrykańskich czy azjatyckich.

Zwraca na to uwagę przygotowany przez niemiecką Fundację Heinricha Bölla raport na temat produkcji i jakości mięsa w świecie (Meat Atlas: Facts and figures about the animals we eat). To powtórka analizy na ten sam temat dokonanej przed ośmiu laty. Autorzy raportu z satysfakcją odnotowują, że obrana droga wpływania na społeczną świadomość globalnych kosztów i ograniczeń związanych z produkcją mięsa może przynosić oczekiwane efekty.

Przykładem jest skuteczność europejskiej inicjatywy obywatelskiej End the Cage Age, która czynnie zaangażowała przeciw złemu traktowaniu zwierząt hodowlanych 170 organizacji społecznych i półtora miliona Europejczyków. Przyczyn zapewne jest dużo więcej, ale od dwóch-trzech lat konsumpcja mięsa w krajach europejskich wyraźnie ustabilizowała się, a w niektórych z nich nieznacznie wyhamowuje. Dotyczy to zwłaszcza młodszych generacji społeczeństw europejskich. Przykładowo w Niemczech - zauważa Fundacja Heinricha Bölla - dwie trzecie młodych ludzi odrzuca dotychczasowy model przemysłowej produkcji mięsa. Spożywają mniej mięsa albo zgoła przechodzą na wegetarianizm. Ankietowe badania, na które powołuje się niemiecka fundacja, wskazują na podobne preferencje także w naszym kraju.

Zielony Ład na widelcu

Komisja Europejska zakłada (EU Agricultural Outlook), że konsumpcja mięsa w krajach unijnych nie będzie już wzrastać. W czasie najbliższej dekady obniży się nawet z 68,7 kg mięsa na głowę rocznie w 2019 r. do 67,6 kg w 2030 r. Dotyczy to zwłaszcza wołowiny, której spożycie zmniejszy się w tym czasie z 10,6 do 9,7 kg mięsa rocznie. Zmaleje także spożycie wieprzowiny, wzrastać natomiast nadal będzie - tak jak na całym świecie - konsumpcja drobiu. W Polsce - dla porównania - konsumpcja mięsa wyniosła według GUS (dane te były korygowane) przeciętnie 62,4 kg na głowę. Według wstępnych ocen w 2019 r. jego spożycie w Polsce zmalało.

Zmiany te, wspomagane oczywiście takimi obywatelskimi działaniami, jak wspomniana inicjatywa End the Cage Age, wynikać będą jednak raczej z nowych rozwiązań regulacyjnych podejmowanych przez władze Unii Europejskiej dla ograniczenia negatywnego wpływu człowieka na środowisko naturalne. Chodzi tu zwłaszcza o zmniejszenie zużycia substancji chemicznych wspomagających rozwój roślin uprawnych, ale zarazem przyczyniających się do biodegradacji i wzrostu emisji gazów cieplarnianych.

To nowa europejska strategia "od farmy do widelca" (Farm to Fork Strategy), będąca sercem ogłoszonego w 2019 r. Europejskiego Zielonego Ładu, który ma doprowadzić Europę do neutralności klimatycznej do 2050 r. Kluczowymi elementami strategii "od farmy do widelca" ma być zmniejszenie do 2030 r. zużycia pestycydów i innych związków chemicznych w rolnictwie o 50 proc., nawozów sztucznych o 20 proc. O 25 proc. ma w tym samym czasie wzrosnąć w rolnictwie udział upraw organicznych.

Zakłada się, że regulacje te wymuszą w krajach europejskich znacznie większą dbałość o skutki zmechanizowanego rolnictwa i produkcji żywności dla środowiska naturalnego. Jakie będą tego konsekwencje dla wielkości plonów i wydajności całego procesu, wiodącego od rolniczej farmy do domowego talerza i widelca - nikt przypuszczalnie do końca jeszcze nie wie. Spodziewać się można jedynie, że wśród produktów spożywczych, w tym także w mięsie, więcej będzie w przyszłości produktów lepszej jakości. Zapewne jednak także droższych niż obecnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »