Reklama

Kawecki: Poziom baterii w telefonie zdecyduje czy dostaniesz pożyczkę w sieci

Dziś firma pożyczkowa nie potrzebuje informacji na temat naszej historii kredytowej, nie musi robić złożonego wywiadu na nasz temat, bo wystarczy jej dostęp do naszego telefonu komórkowego i informacja o tym jaki mamy stan baterii - o wykorzystaniu nowych technologii mówi w rozmowie z Interią Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie i ekspert w dziedzinie danych osobowych.

Sytuacja po wybuchu COVID-19 pokazała, że regulacje prawne nie nadążają za zmieniającą się sytuacją i są pewne luki prawne w odniesieniu do wrażliwych danych, które muszą być zbierane dla zachowania bezpieczeństwa epidemiologicznego.

Reklama

-  Okres pandemii pokazał, że sytuacja trochę wszystkich przerosła, bo dane są gromadzone masowo, choćby poprzez badanie temperatury ciała przy wejściu na fora, kongresy, do miejsc pracy. Pojawia się dużo wątpliwości na jakiej podstawie to można robić, co jeśli np. pracownik odmówi itd. - mówi Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, były dyrektor w Ministerstwie Cyfryzacji odpowiedzialny za obszar ochrony danych osobowych.

Martwe przepisy

Zwraca też uwagę, że minęły dwa lata od wejścia w życie europejskiej regulacji  RODO, a nie mamy w Polsce żadnego certyfikatu związanego z ochroną danych osobowych.

- Bardzo mocno walczyliśmy o skuteczny mechanizm certyfikacji, taki który pozwalałby każdemu przedsiębiorcy, który chce wykazać, że dba o bezpieczeństwo danych osobowych, wystąpić do regulatora, do komisji akredytacyjnej z prośbą o wystawienie takiego certyfikatu.  Niestety minęły dwa lata, a żaden nie został jeszcze wydany - mówi Maciej Kawecki. Podobnie wygląda sprawa z kodeksami branżowymi, których wciąż nie ma.

- Istotą RODO jest te samoregulacja czyli możliwość tworzenia kodeksów branżowych, tak aby każdy przedsiębiorca mógłby go wdrożyć. Tymczasem minęły dwa lata, a Urząd Ochrony Danych Osobowych nie zatwierdził żadnego takiego kodeksu - dodaje. Trzeba odpowiedzieć na pytanie dlaczego te przepisy są martwe i dlaczego te mechanizmy nie zadziałały i co z tym zrobić.  

Nowe metody oceny klientów

Rozwój technologii postępuje tak szybko, że gromadzone jest tak gigantyczna liczba danych.

- Dziś firma pożyczkowa nie potrzebuje informacji na temat naszej historii kredytowej, nie potrzebuje też złożonego wywiadu na nasz temat, bo wystarczy jej dostęp do naszego telefonu komórkowego i informacja o tym jaki mamy stan baterii. Jeśli telefon się często rozładowuje, to oznacza, że jesteśmy nieodpowiedzialni cyfrowo, a tym samym nieodpowiedzialny także analogowo. Algorytm sztucznej inteligencji informuje wówczas, że klient może tej pożyczki nie spłacić.  Dla oceny wiarygodności klienta znaczenie ma również to jak szybko wypełniane są pola w elektronicznych wnioskach i przykładowo jeśli okienko z datą urodzenia jest wypełniane wolno, to oznacza, że dana osoba nie robi tego samodzielnie, ale wpisuje to ktoś za nią, co z kolei zwiększa prawdopodobieństwo, że ta pożyczka nie zostanie spłacona terminowo - Kawecki podaje przykład na stosowane już dziś techniki.

- Firmy gromadzą coraz więcej danych na nasz temat i RODO miało być odpowiedzią na te wyzwania, ale mam dużo zastrzeżeń co do tego czy rzeczywiście spełnia te zadania. Nie chodzi tylko o same regulacje, ale o ich wdrażanie przez administrację publiczną, bo np. mechanizmy i kryteria certyfikacji trzeba stworzyć i wprowadzić - mówi Maciej Kawecki.  

Zwraca uwagę, że problem występuje też na poziomie unijnym, bo proces decyzyjny Europejskiej Rady Ochrony Danych jest na tyle długi, że nie nadąża za rozwojem technologii. - Komisja Europejska jest zobowiązana do rewizji działania RODO i prace nad tym są prowadzone - dodaje.

Zastrzega jednocześnie, że firmy nie korzystają z udogodnień, który daje RODO, bo w tej regulacji są też bardzo probiznesowe rozwiązania. Nie trzeba "zalewać" klientów nudnymi i długimi klauzulami informacyjnymi, bo można je zrobić w postaci infografik.

Pandemia zmniejsza czujność

Ryzyko kradzieży tożsamości rośnie wraz z upowszechnianiem się nowych technologii rośnie, a obecnie mamy dodatkowy czynnik ryzyka. 

- Coraz częściej, zwłaszcza w czasie pandemii z usług  internetowych korzystamy w domu, a przestrzeń domowa daje złudne wrażenie bezpieczeństwa również w sieci. Tymczasem kryzys finansowy powoduje, że aktywizują się ci, którzy szukają zarobku na zjawisku kradzieży tożsamości. Nie jest do pogodzenia korzystanie z dobrodziejstw cyfryzacji z byciem anonimowym, natomiast da się zrobić tak, żeby zakres gromadzonych informacji na nasz temat był minimalny - mówi ekspert.

Jego zdaniem warto sobie zadać pytanie czy na pewno musimy sprawdzać do jakiej znanej osoby jesteśmy podobni, bo wówczas dajemy takim aplikacjom dostęp do naszej książki telefonicznej i do galerii zdjęć. Czy korzystając z usług przewoźników, musimy używać funkcjonalności dzielenia rachunku, co również się łączy z udostępnieniem dostawcy tej usługi naszej książki telefonicznej.

Jak dodaje, dużo większą ostrożność trzeba wykazać przy korzystaniu z usług firm, które nie podlegają ścisłym regulacjom. - Nie można stawiać znaku równości między bankami, które są instytucjami ściśle regulowanymi, profesjonalnymi i zaawansowanymi technologicznie a finansowymi jak np. firmami udzielającymi chwilówek, które stosują dużo niższe standardy i są zlokalizowane poza terytorium UE zaznacza Kawecki. Podkreśla też rosnącą rolę internetu rzeczy i sztucznej inteligencji oraz tłumaczy dlaczego nie zadziałały w wystarczającym stopniu aplikacje, które miały pomóc w  zahamowaniu rozszerzania  się wirusa COVID-19. Jak dodaje jednym z powodów, dla których polska aplikacja ProteGo Safe nie zdała egzaminu jest brak wystarczającej edukacji w tym zakresie i niski poziom zaufania do państwa, choć dodaje, że można dopatrzeć się błędów również w samej aplikacji.

Pytany o to na jaki tryb nauczania w okresie pandemii  zdecydowała się Wyższa Szkoła Bankowa, którą kieruje, powiedział, że uczelnia zdecydowała się na model hybrydowy, więc będą prowadzone zarówno zajęcia online jak i tradycyjnie, przy podziałach na grupy i zachowaniu wytycznych oraz  dystansu społecznego.

- Kontakty w wykładowcą i grupą w procesie edukacji  jest bardzo ważny i część studentów chce mieć taką możliwość - podkreśla Maciej Kawecki.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »