Reklama

Koronawirus w Polsce. Nie mamy kogo wozić, nie ma dla nas pracy - ModlinBus

Nasi pracownicy wykonywali obowiązki typowo usługowe. Jeśli nie pracują, nie zarabiają, firma nie zarabia, a dopłata nic tutaj nie zmieni. Zdecydowaliśmy się na zwolnienia, dzięki czemu mogą znaleźć zatrudnienie gdzie indziej, w czasie gdy my nie jesteśmy im w stanie płacić tzw. "postojowego" - mówi Marcin Sadowski, współwłaściciel firmy transportowej ModlinBus.

Monika Borkowska, Interia: ModlinBus to firma zajmująca się przewożeniem pasażerów na podwarszawskie lotnisko w Modlinie.

Reklama

Marcin Sadowski, współwłaściciel firmy transportowej ModlinBus: Zgadza się. W 2012 roku wygraliśmy konkurs na obsługę linii autobusowej Warszawa-Modlin.  Z czasem, w miarę wzrostu popytu na nasze usługi, uruchomiliśmy drugą markę do połączeń międzymiastowych: OKBus. Te autobusy jeździły głównie z Łodzi. Obsługiwaliśmy też kilka innych miast, ale tamte kierunki przestały być rentowne. Pozostaliśmy więc ostatecznie przy Łodzi i Warszawie.

Od 15 marca działalność operacyjna firmy nie jest prowadzona.

- Granice są zamknięte, ruch lotniczy praktycznie jest wstrzymany. Nie mamy kogo wozić, nie ma dla nas pracy przynajmniej do końca kwietnia. Główne kraje, do których generowany był ruch pasażerski z Modlina, to Włochy, Francja, Hiszpania, Wielka Brytania, Belgia. Patrząc na skalę epidemii można zakładać, że zamknięcie granic może wydłużyć się do końca maja albo dłużej.

W jaki sposób zareagowaliście na tę sytuację?

- Mamy bazę kosztów stałych, musieliśmy działać szybko. Tym bardziej, że perspektywy były jednoznaczne - całkowita utrata przychodów. W międzyczasie pojawił się projekt tarczy antykryzysowej, który nie  przynosił nam korzyści w takim wymiarze, by utrzymać pracowników. My przecież z dnia na dzień straciliśmy wszystkie zlecenia. Musieliśmy podjąć decyzję o wypowiedzeniu wszystkich umów, jakie nas łączyły z pracownikami.

Ile osób zatrudniała firma?

- W szczytowym momencie pracowało u nas ponad 60 osób, a ostatnio było to 45 pracowników. Głównie kierowcy, ale też dział sprzedaży, obsługi klienta, pracownicy biurowi, obsługa informatyczna.

Na jakich zasadach zatrudnieni byli kierowcy?

- Głównie umowy zlecenia i umowy o współpracy. Kierowcy mają limity czasu pracy, konkretną pulę godzin, którą mogą wyjeździć w ciągu dnia, w tygodniu i w miesiącu, z zachowaniem odpowiednich przerw. Rozliczanie tego w oparciu o umowę o pracę spowodowałoby, że musielibyśmy mieć dodatkowo kilka osób do obsługi czasu pracy kierowców.

Autobusy są własnością spółki?

- Pojazdy mamy w leasingu. Swego czasu mieliśmy na stanie 19 autobusów. Teraz jest ich 10. Cały czas ponosimy koszty leasingu. Ciążą na nas wszystkie zobowiązania. Wystąpiliśmy z wnioskiem o restrukturyzację umów leasingowych. Zobowiązania nie znikną, ale zostaną odroczone.

W propozycjach tarczy antykryzysowej mowa jest o wsparciu firm transportowych przez ARP, która będzie brać udział w refinansowaniu umów leasingowych.

- Gdyby jakaś instytucja faktycznie mogła przejąć część rat, byłaby to realna pomoc. Ale procedura jest zawiła, konkretów jeszcze nie znam. Gdy tylko się pojawią, będziemy na pewno zainteresowani takim rozwiązaniem.

W pierwszej wersji rząd proponował odroczenie składek ZUS na trzy miesiące. Ostatecznie skończyło się na trzymiesięcznym zwolnieniu z płacenia składek. To wystarczające wsparcie?

- To pozytywna zmiana. Odroczenie płatności w momencie w momencie gdy firma nie generuje żadnych przychodów byłoby tylko odkładaniem problemu na później. Gdybym za trzy miesiące nie wznowił działalności, a okres karencji by minął, miałbym do zapłacenia spiętrzone składki. Pierwotny projekt ustawy o tarczy dotyczył przedsiębiorców zatrudniających do 10 osób, obecnie na anulowanie składek mogą liczyć tylko samozatrudnieni oraz przedsiębiorcy zgłaszający do ZUS poniżej 10 pracowników. Nasza firma się nie łapie, mimo, że uczciwie zgłosiliśmy do ubezpieczenia wszystkich pracowników niezależnie od typu umowy.

A propozycje dotyczące dopłat do pensji pracowników?

- Dopłaty być może sprawdzą się w innych branżach. W naszej nie... Nasi pracownicy wykonywali obowiązki typowo usługowe. Jeśli nie pracują, nie zarabiają, firma nie zarabia, a dopłata nic tutaj nie zmieni. Zdecydowaliśmy się na zwolnienia, dzięki czemu mogą znaleźć zatrudnienie gdzie indziej, w czasie gdy my nie jesteśmy im w stanie płacić tzw. "postojowego".

Jakie rozwiązania należałoby zastosować, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców?

- Oczekiwałbym zawieszenia split payment. Nasza firma ma zwroty VAT. Na koncie leżą pieniądze, które nam się należą i które moglibyśmy wykorzystać choćby na uruchomienie programów pomocowych, przeznaczając je na wynagrodzenia dla pracowników czy na spłatę zobowiązań leasingowych. Tymczasem teraz nie możemy z tymi pieniędzmi zrobić nic poza opłaceniem składek ZUS i podatków. Nie mamy szans wykorzystać ich na pilniejsze potrzeby. Tu jest spore pole do zmian. My na przykład w ostatnim czasie musieliśmy ściąć płace pracowników do poziomu środków, którymi dysponowaliśmy w momencie wstrzymania działalności.

- Chcę przy tym podkreślić, że nigdy nie wyciągaliśmy ręki do państwa. Zawsze radziliśmy sobie ze wspólnikami sami. Wychodziliśmy z założenia, że państwo nie musi nam pomagać, wystarczy, by nie przeszkadzało. Przedsiębiorcy w normalnych warunkach są w stanie sobie świetnie radzić. Teraz, w sytuacji nadzwyczajnej, gdy w wyniku czynników zewnętrznych zwyczajnie nie możemy prowadzić działalności, oczekiwalibyśmy zrozumienia i wyjścia naprzeciw firmom, które odpowiadają przecież za znaczącą część PKB.

Rozmawiała Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy