Koronawirus w Polsce. Zawieszenie działalności firm. Najgorszy był początek kwietnia

​Co dziesiąta firma zarejestrowana w Polsce miała pod koniec marca zawieszoną działalność. Z danych GUS wynika, że w zeszłym miesiącu Polacy mniej chętnie niż na początku roku zakładali firmy, ale też niewiele osób zdecydowało się na zamknięcie biznesu. Najbardziej przedsiębiorcy musieli być zdeterminowani na początku kwietnia, wtedy zawiesili działanie prawie 24,5 tys. firm.

Główny Urząd Statystyczny podał informację o tym co w marcu działo się w rejestrze REGON. Na ponad 4,534 mln zarejestrowanych firm prawie 490 tys. nie działało - miało zawieszoną działalność. To o ponad 18,2 tys. przedsiębiorstw więcej niż w lutym.

Firmy już w marcu zwolniły pracowników i obniżyły wynagrodzenia. Tak wynika z najnowszych danych GUS. W przedsiębiorstwach, gdzie pracuje od dziesięciu osób w marcu zatrudnienie było o 0,5 proc. niższe niż w lutym. W marcu realny  fundusz płac wzrost wyniósł tylko 1,9 proc. w skali roku i był to najniższy wzrost od sierpnia 2013 r.

Reklama

- Dane z rynku pracy w marcu są już wyraźnie naznaczone lockdownem, mimo że został on wprowadzony dopiero w połowie miesiąca. Szczególnie widoczne jest to w dynamice zatrudnienia, która znalazła się na poziomie najniższym od lutego 2014 r. Jak wskazują dane GUS, w marcu w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, ubyło ponad 34 tys. etatów, a zatem skala redukcji była nawet większa niż w roku 2009, tj. tuż po wybuchu kryzysu w końcu 2008 r. - tłumaczy Monika Kurtek, główna ekonomistka  Banku Pocztowego. - Marzec przyniósł także wyhamowanie dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw, gdzie w wielu branżach w bardzo szybkim tempie zaczęto wprowadzać obniżki pensji. 

Firmy skreślane z rejestrów

Najwięcej firm przestało działać w handlu, naprawie pojazdów samochodowych (20,9 proc.) oraz budownictwie (18,7 proc.). Najczęściej przedsiębiorcy zdecydowali się na takie posunięcie w województwach: małopolskim (5,4 proc.), dolnośląskim (4,8 proc.) i lubelskim.

GUS poinformował również, że miesiąc temu zaczęło działać ponad 24,3 tys. nowych firm (o prawie 5,5 tys. mniej niż w lutym, a wyrejestrowano prawie 13,7 tys. przedsiębiorstw - niestety nie ma danych porównawczych w stosunku do lutego).

- Z zebranych przez nas informacji wynika, że do piątku skreślono z rejestrów 61,5 tys. firm, zawieszono działalność ponad 117 tysięcy - relacjonuje Tomasz Starzyk z firmy Bisnode Polska. Dodaje, że od początku roku zarejestrowano niespełna 97 tys. firm. - "Czarny" dla biznesu był pierwszy tydzień kwietnia, wówczas zawiesiło działalność ponad 24,45 tys. przedsiębiorstw.

Dla porównania przypomina, że w zeszłym roku do od stycznia do tego czasu (16 kwietnia) zawieszono działalność niespełna 74 tys. firm.

Nastroje w firmach nie są optymistyczne. Jak dotąd co piąta firma zatrudniająca od jednej do 250 osób już zwolniła pracowników, a zastanawia się nad tym kolejnych 23 proc. Tak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Ponad połowa respondentów przyznała, że pandemia negatywnie wpłynie na kondycję firm do końca III kwartału tego roku.

Z różnych szacunków ekonomistów wynika, że stopa bezrobocia może w tym roku nawet przekroczyć 10 proc. To znaczy, że liczba osób bez pracy może się podwoić (na końcu lutego było to nieco ponad 900 tys. osób).

Zdaniem Agnieszki Domińczak - Chłoń, prof. SGH na koniec roku możemy mieć nawet 12-proc. bezrobocie. Wspólnie z kilkunastoma innymi ekonomistami przedstawiła propozycje działań, które mogą zmniejszyć zagrożenia na rynku pracy. Ich zdaniem równie ważne jest to by przedsiębiorcy dostali jak najszybciej pomoc, jak i ochrona osób, które stracą zatrudnienie lub źródło utrzymania.

Firmy czekają na pomoc

Ekonomiści tłumaczą, że wsparcie dla przedsiębiorstw powinno być szybkie i opierać się na samoocenie przedsiębiorców. To znaczy, że przy udzielaniu pomocy  należy zlikwidować biurokrację. Do tej pory w Tarczy Antykryzysowej  (w obu jej częściach) rząd zdecydował, że pomoc w postaci różnych świadczeń dostaną firmy, które nie zwolnią pracowników. Ekonomiści, którzy od kilku tygodni przygotowują Alerty  gospodarcze zaproponowali jednak , by bezzwrotna pomoc nie była uzależniona od braku zwolnień pracowników, a jedynie pomniejszana w proporcji do spadku zatrudnienia. Zastanawiają się także nad możliwością wypłaty rekompensat za utracone dochody dla osób samozatrudnionych i mających zlecenia do wysokości określonej części minimalnego wynagrodzenia (rekompensaty te byłyby przez te osoby w części zwracane w ramach rocznego rozliczenia PIT, według tych samych zasad, co wsparcie dla firm).

Zwracają uwagę na koszty w czasach pandemii wynagrodzeń za czas choroby. Dla nich możliwym rozwiązaniem byłoby skrócenie okresu wypłaty wynagrodzenia za czas choroby przez pracodawcę z 33 do 10-15 dni, przy przeniesieniu kosztu pozostałych 18-23 dni na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.

Potrzebne jest maksymalne uproszczenie procedur

Ich zdaniem,  w najbliższym czasie potrzebne jest także maksymalne uproszczenie procedur związanych z rejestracją osób bezrobotnych Obecnie można się rejestrować online, ale jest to skomplikowane.

Zwracają uwagę na to, iż powiatowe urzędy pracy borykają się ze sztywnymi ramami programów pomocowych, ustalanymi dla kraju czy województwa. Postulują ich uelastycznienie tak, aby dostosować je do lokalnej sytuacji na rynku pracy.

Ale też zmiany wywołane na rynku pracy przez pandemię mogłyby skłonić władze do reform strukturalnych: wzmacniających bodźce do pracy i zatrudniania osób młodych, starszych oraz kobiet, a więc tych grup, w których aktywność zawodowa jest w Polsce niska w porównaniu do europejskich liderów. Ważne jest także  reforma klina podatkowego, obniżająca jego wysokość dla osób o niskich dochodach. Prawidłowa i optymalna progresja klina podatkowoskładkowego musi się odbywać na całym rozkładzie dochodów podatkowoskładkowych. Biorąc pod uwagę stopień skomplikowania systemu, pożądane jest kompleksowe uspójnienie systemu podatkowo-składkowego z systemem świadczeń. Reforma klina nie powinna zakładać neutralności fiskalnej.

Pod "Alertem" podpisali się ekonomiści z różnych uczelni: dr Bartłomiej Biga - UE w Krakowie, prof. SGH Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. Jan Czekaj - UEw Krakowie, dr Sławomir Dudek - główny ekonomista Pracodawców RP, dr hab. Dariusz Filar - emerytowany profesor Uniwersytetu Gdańskiego, dr Mirosław Gronicki  - b. Minister Finansów, prof. dr hab. Jerzy Hausner - UE w Krakowie, dr Janusz Jankowiak - główny ekonomista, Polska Rada Biznesu, Robert Kowalski - Stanford University, prof. UG Leszek Pawłowicz - koordynator Europejskiego Kongresu Finansowego, wiceprezes zarządu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową,  prof. SGH Andrzej Rzońca ,prof. Andrzej Sławiński - SGH, dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek - UW.

Aleksandra Fandrejewska

 

 

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »