Reklama

Kto podkłada świnie polskim producentom?

W ostatnich latach nad branżą producentów i przetwórców mięsa i wędlin zawisły czarne chmury. Wszystko to m.in. za sprawą afery solnej, międzynarodowego skandalu związanego z fałszowaniem mięsa, zakazu uboju rytualnego, czy wykryciem w Polsce ognisk wirusa afrykańskiego pomoru świń.

W efekcie Rosja od 7 kwietnia br. wprowadziła zakaz importu wieprzowiny dla Polski i Litwy. Zgodnie z przepisami sanitarnymi, aby polskie zakłady mogły ponownie eksportować mięso do Rosji, wirus nie może zostać wykryty w następnych trzech latach na terenie całej Unii Europejskiej.

Skutki będą katastrofalne?

Utrzymanie tak długiego zakazu wiązałoby się z poważnymi kłopotami dla polskich producentów mięsa. Skutki mogą być katastrofalne. Bowiem już od końca stycznia tego roku obowiązuje zakaz eksportu mięsa wieprzowego do największych krajów azjatyckich, które razem z Rosją, Kazachstanem i Białorusią odpowiadają za połowę zagranicznej sprzedaży wieprzowiny z naszego kraju. Nałożone przez Rosjan embargo to wielki cios dla rynku, którego zbyt dodatkowo został mocno ograniczony przez wprowadzenie w roku ubiegłym zakazu uboju rytualnego.

Reklama

Należałoby szukać nowych rynków zbytu. A to jest coraz trudniejsze. Wejście na perspektywiczne w rozwoju rynki Afryki, krajów arabskich, czy obydwu Ameryk może zająć nawet kilka lat. Także zwiększenie eksportu mięsa przez polskie zakłady do krajów Unii Europejskiej może okazać się zadaniem ponad miarę. Głównie za sprawą małej konkurencyjności polskich produktów w stosunku do tych z Niemiec, Krajów Beneluxu, czy tych z południa Europy. Te średnio wytwarzają o jedną trzecią więcej mięsa niż w Polsce. Ponadto w tych krajach, w przeciwieństwie do naszego rodzimego rynku, obowiązuje standaryzacja w produkcji. To znacznie przyspiesza i ułatwia cały cykl, począwszy od uboju poprzez przetwórstwo, a kończąc na sprzedaży gotowych wyrobów. Do tego dochodzi duże rozdrobnienie na polskim rynku, które też ma znaczenie dla cen wyrobów. A te są blisko 10 proc. wyższe w porównaniu z tymi z krajów Europy Zachodniej.

Perspektywa wojny cenowej

Nie można pominąć tego, że poza Litwą i Polską pozostali producenci z krajów Unii Europejskiej mają możliwość eksportu na rynki zamknięte przez najbliższe lata dla polskich zakładów mięsnych, w tym głównie do Rosji, Kazachstanu i na Białoruś. Dodatkowo Federacja Rosyjska zapowiedziała unijnym producentom, że w przypadku wykrycia wymiany handlowej z polskimi zakładami nałoży embargo na wszystkie kraje Wspólnoty. To z całą pewnością nie pomoże w utrzymaniu dotychczasowego bilansu wymiany z krajami Unii Europejskiej. W takiej sytuacji trudno liczyć na lojalność członków Unii.

Oznacza to ogromne straty finansowe. Szacuje się, że w zeszłym roku na terytorium Rosji i Białorusi wyeksportowaliśmy około 80 tys. ton wieprzowiny. W tym do samej Białorusi od stycznia do listopada ubiegłego roku wwieziono ponad 24 tys. ton wieprzowiny z Polski o wartości 79 mln dol.

Na próżno także szukać zbytu na rynku krajowym. Bowiem w Polsce od lat spada zapotrzebowanie na mięso wieprzowe. W 2013 r. spożycie mięsa wieprzowego kształtowało się w granicach 38 kg na osobę - to o dwa kilogramy mniej niż w rok wcześniej. W dłuższej perspektywie taka sytuacja może doprowadzić w branży do wojny cenowej. A biorąc pod uwagę niską rentowność, produkcja dla wielu może okazać się nieopłacalna. I dla wielu może zakończyć się bankructwem.

Sól w oku branży

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że problem z eksportem polskiej żywności ma podłoże czysto polityczne. Stanowi próbę wbicia klina pomiędzy Polskę a pozostałe kraje Unii Europejskiej. Wyróżnienie jednych, kosztem drugich. Nałożenie kary za mieszanie się w sprawy Ukrainy i Rosji. Paradoksalnie zarówno w Polsce, jak również i na Litwie, zakażone dziki zostały zlokalizowane w niedalekiej odległości od granicy z Białorusią gdzie już wcześniej stwierdzono ogniska tej groźnej choroby. Najprawdopodobniej chore zwierzęta przywędrowały do Polski i na Litwę właśnie z Białorusi.

Afrykański pomór świń po raz pierwszy został zanotowany w 1903 r. w Afryce Południowej. Choroba dotyka świnie i dziki, powodując duże straty ekonomiczne, ponieważ nie ma na nią szczepionki. Nie jest jednak groźna dla ludzi. A przecież dokładnie dwa lata temu światło dzienne ujrzała "afera solna", która wstrząsnęła nie tylko branżą, lecz przede wszystkim konsumentami. Przez ostatnie lata Polacy mogli zjeść tysiące ton wędlin i mięs, do produkcji których wykorzystywano sól przemysłową. Zakłady mięsne w całej Polsce przez lata zaopatrywane były w sól, która zamiast solą spożywczą, okazała się zwykłą solą drogową. Jednak to nie wszystko.

Kto skorzysta na zakazach?

W ostatnich tygodniach słyszeliśmy też o fałszowaniu mięsa. Zamiast wołowiny, konsumentom podawana była konina. Końska afera zaczęła się pod koniec stycznia tego roku w Irlandii. Wówczas minister rolnictwa Irlandii Simon Coveney zwołał konferencję, na której poinformował, że hamburgery produkowane w Irlandii i eksportowane do sieci sklepów w Wielkiej Brytanii są fałszowane koniną. Wskazywano Polskę, jako głównego winowajcę. Spotkało się to z ostrą reakcją polskich przedstawicielstw branżowych, jak również i ministerstwa rolnictwa. Fakty są jednak takie, że produkowane mięso przeszło już przez tylu pośredników, że nie wiadomo, kto jest tak naprawdę winny. Nie tylko firmy, lecz i przedstawiciele rządów państw zamieszanych w aferę wzajemnie przerzucają się oskarżeniami. Dodatkowo w tym samym czasie w Danii w mięsie wołowym odkryto śladowe ilości wieprzowiny. Głównym odbiorcą produkowanego mięsa miały być kopenhaskie lokale gastronomiczne, specjalizujące się w kuchni bliskowschodniej. Jako kraj pochodzenia mięsa także w tym przypadku podano Polskę. Jako że konsumentami mięsa byli głównie muzułmanie, cała sprawa wywołała ogromne wzburzenie środowiska wyznawców islamu.

Optymizmem napawa jedynie fakt, że Polacy nie przestaną jeść mięsa i jego przetworów. Jednak skala konsumpcji może być znacznie mniejsza od zakładanej. W bieżącym roku polscy przetwórcy będą zmuszeni zmierzyć się z licznymi przeciwnościami. Nałożone sankcje, ograniczone rynki eksportu, spadek zapotrzebowania na mięso na krajowym rynku, czy zapowiadająca się wojna cenowa, sprawią, że rok 2014 będzie szczególnie ciężki. Szczególnie dla tych średniej wielkości i małych zakładów mięsnych. Te duże, a zwłaszcza grupy kapitałowe, poprzez stagnację mogą jeszcze bardziej wzmocnić swoją pozycję. Kluczem do sukcesu będzie wykorzystanie nowoczesnych technologii, organizacji pracy i marketingu.

Tomasz Starzyk

Autor jest ekonomistą, specjalistą ds. analizy danych ekonomicznych, ekspertem Bisnode D&B Polska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »