Kto spowodował ten przeklęty kryzys? Niemcy i Francja...

W toczącej się debacie na temat tego, jak sprawiedliwie rozłożyć koszty ratowania strefy euro, często pojawia się fundamentalne pytanie, którego co prawda nikt nie wypowiada głośno, ale które i tak brzmi w uszach wszystkich. Kto spowodował ten przeklęty kryzys? Podpowiem państwu: to nie byli wyłącznie Grecy.

Tymczasem w Niemczech powszechne jest przekonanie, że to właśnie rozpuszczeni Grecy roztrwonili kapitał, jakim były przywileje płynące z członkostwa w eurostrefie. U niemieckich podatników da się wyczuć złość: mają oni poczucie, że wymaga się od nich, by płacili za grzechy Greków, jak również Hiszpanów i Włochów.

Ale wszystko to nie jest takie proste. O ile prawdą jest, że kolejne greckie rządy ponoszą ogromną część winy za kryzys w strefie euro oraz za złe zarządzanie gospodarką i finansami swojego kraju, to jest jeszcze wielu innych sprawców obecnej sytuacji. Do ich grona należy zaliczyć niemieckie i francuskie banki, które pożyczały Grecji pieniądze i pompowały bańkę na hiszpańskim rynku nieruchomości, a także europejskich przywódców, którzy ponad dziesięć lat temu zadecydowali o wprowadzeniu wspólnej waluty, chociaż wiedzieli, że ma ona fundamentalne wady.

Można tu również wspomnieć o działających w sposób nieprzewidywalny funduszach inwestujących w obligacje, które przed 2010 r. zlekceważyły ryzyko związane z greckim zadłużeniem i których płochliwe reakcje na różne wydarzenia (nawet te nieistotne) sieją zamęt, jeśli chodzi o koszty pożyczania przez rządy Hiszpanii i Włoch, co odbija się negatywnie na gospodarce obu tych krajów. Można też wywołać do tablicy regulatorów rynku usług bankowych i polityków, którzy zachęcali europejskie instytucje finansowe do zarabiania na obligacjach rządowych różnych krajów.

Reklama

Niemcy i Francja współwinne kryzysu?

Wydaje się jednak, że powszechna debata kręci się wokół kulturowych stereotypów. Południowcy są rozrzutnikami, wyznającymi ideologię "dolce vita". Niemcy - czasami wymieniani w jednym rzędzie z Finami, Austriakami i Holendrami - to sknery nie mające za grosz poczucia europejskiej solidarności. Niektóre stereotypy są jeszcze bardziej obraźliwe: Angela Merkel jest przedstawiana w greckich i włoskich mediach jako współczesny Hitler.

"Wzajemne obwinianie, które zdominowało polityczną debatę w Europie, jest czytelnym dowodem na ustanie ponadnarodowej współpracy na Starym Kontynencie" - to słowa Giancarlo Corsettiego, profesora makroekonomii na Uniwersytecie w Cambridge.

Pytanie "kto jest winien?" unosiło się w powietrzu także podczas narady Merkel z francuskim prezydentem Francois Hollande'em i innymi przywódcami ze strefy euro, którzy - chcąc nie chcąc - musieli dopuścić do siebie myśl, że Grecja może potrzebować jeszcze większego wsparcia niż dotychczas, jeśli ma uniknąć chaotycznego opuszczenia unii walutowej. W sobotę 25 sierpnia Hollande dodał otuchy nowemu greckiemu premierowi Antonisowi Samarasowi, zapewniając go, że Francji zależy na tym, by Ateny pozostały w strefie euro.

"Uważam, że nie powinno się więcej zadawać tego pytania" - mówił Hollande. "Grecja jest w strefie euro i powinna w niej pozostać." Hollande powtórzył za Merkel, że nowy grecki rząd "musi dowieść wiarygodności swojego programu i gotowości greckich przywódców do podjęcia wszelkich koniecznych kroków". Zarazem jednak zawarł w swojej wypowiedzi kwestię kluczową, świadczącą o tym, że nie podobają mu się niektóre środki dyscypliny budżetowej, które musieli zastosować Grecy. Zdaniem Hollande'a, rząd w Atenach musi kontynuować reformy gospodarcze, dbając jednocześnie o to, by były one znośne dla obywateli. Francuski prezydent oddał też "hołd" Grekom za "podejmowanie przez ostatnie dwa i pół roku bolesnych dla nich wysiłków".

Jeśli Europejczycy nie przestaną wytykać się wzajemnie palcami i nie wypracują porozumienia co do partycypowania w kosztach operacji ratunkowej, euroland istotnie może się rozpaść - takiego zdania są ekonomiści zrzeszeni w amerykańskim think-tanku Institute for New Economic Thinking, wspieranym przez legendarnego inwestora George'a Sorosa. "Karanie poszczególnych krajów przez rynki finansowe to zaledwie odległe echo poczucia narodowej odpowiedzialności. Bez konstruktywnej zbiorowej reakcji strefa euro ulegnie rozpadowi" - napisali eksperci.

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL "Teraz tonie Grecja. Kto następny?"

Europa nie była gotowa na wspólną walutę

Korzenie obecnego kryzysu sięgają decyzji podjętych jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to europejscy przywódcy kładli podwaliny pod strefę euro. Wielu ekonomistów ostrzegało wówczas, że Europa nie posiada jeszcze kluczowych narzędzi gwarantujących funkcjonowanie wspólnej waluty - takich, jak wspólny europejski regulator bankowości czy mechanizm ratowania upadających instytucji finansowych.

Braki te boleśnie uwidoczniły kłopoty irlandzkich banków w 2006 r. Irlandia musiała wziąć na siebie większą część kosztów pomocy udzielonej tamtejszym instytucjom finansowym, co przyspieszyło nadejście kryzysu zadłużenia w tym kraju - kryzysu, którego skutki Irlandia odczuwa do dziś. Przed podobnym problemem stoi dziś Hiszpania, która nie może pozwolić sobie na samodzielne ratowanie swojego sektora bankowego.

W projekcie strefy euro nie uwzględniono również skutecznych środków dyscyplinowania tych krajów członkowskich, które naruszyłyby traktatowe postanowienia dotyczące limitów deficytu i zadłużenia publicznego. Na to, by kilka państw je przekroczyło, nie trzeba było długo czekać. Co ciekawe, jednym z polityków, którzy najgłośniej optowali za "rozcieńczeniem" reguł - tak, by nie musiał ograniczać wydatków - był... Gerhard Schroeder, kanclerz Niemiec do 2005 r.

Wszyscy wiedzieli o tych wadach. Ale europejscy przywódcy, pod wodzą Francji i Niemiec, mimo to realizowali projekt wdrożenia wspólnej waluty, zakładając, że brakom mechanizmu będzie można zaradzić później. Dziś, w obliczu kryzysu, który przerósł ich wszelkie wyobrażenia, próbują stworzyć surowszy system fiskalny i powołać wspólną instytucję regulującą działanie sektora bankowego UE. - Kiedy tworzyliśmy strefę euro, mieliśmy świadomość, że nie jest to dobry projekt - mówi Giancarlo Corsetti, ekonomista z Cambridge. - Przekonanie, że możemy rozwiązywać problemy na bieżąco, okazało się być arogancką wiarą w siebie, która kosztowało nas bardzo drogo.

Prawdą jest, że przed i po akcesji do strefy euro w 2001 r., Grecja zatajała informacje o prawdziwych rozmiarach swojego zadłużenia (także przy pomocy banku Goldman Sachs). Ale fakt, że Grecja "majstrowała" przy statystykach, nie był tak do końca tajemnicą. Eurostat informował o tym już w 2004 r.

Mimo to europejskie banki - w szczególności francuskie i niemieckie - nadal pożyczały Grecji pieniądze. Pod koniec czerwca 2009 r., tuż przed erupcją kryzysu, zadłużenie Grecji u francuskich bankierów sięgało 76,5 mld euro, a u bankierów niemieckich - 38,6 mld euro (dane te cytuję za Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych) - przy czym mowa zarówno o sektorze prywatnym, jak i publicznym.

Jeśli Grecja była nałogowcem, to banki były dealerami. Również Hiszpania i Włochy korzystały z hojności niemieckich i francuskich banków. "To niemiecki rząd i tamtejsze banki - a także banki austriackie, holenderskie i fińskie - podejmowały decyzje o pożyczaniu pieniędzy wszystkim tym krajom, które dziś zmagają się z zadłużeniem" - mówił niedawno na antenie BBC amerykański ekonomista Adam S. Posen, zewnętrzny członek rady polityki pieniężnej Banku Anglii. "Niemcy godziły się na pożyczki, bo za te pieniądze dłużnicy kupowali niemieckie towary eksportowe. Berlin realizował plan służący zabezpieczeniu jego własnych interesów".

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL "Świat utknął w kryzysie finansowym"

Twardy orzech do zgryzienia

Dziś Niemcy rozpaczliwie starają się ocalić jedność eurolandu. W piątek 25 lipca Angela Merkel spotkała się w Berlinie z Antonisem Samarasem i obiecała mu wsparcie dla Grecji w jej wysiłkach na rzecz uzdrowienia swojej gospodarki i pozostania w unii walutowej. Również Hiszpania będzie potrzebowała pieniędzy, by ratować swój sektor bankowy. Europa musi też znaleźć sposób, jak opanować wzrost kosztów pożyczania w przypadku Hiszpanii i Włoch, by nie podzieliły one losu Grecji.

Angelę Merkel ograniczają jednak nastroje niemieckich wyborców, którzy są zdania, że Grecy nie zasługują na większą pomoc. Trzy czwarte Niemców sprzeciwia się złagodzeniu warunków, jakimi obwarowano dwa pakiety pomocowe przyznane Atenom - wynika z sondażu przeprowadzonego dla niemieckiej telewizji informacyjnej N24 przez ośrodek badania opinii publicznej Emnid. Ponad dwie trzecie uważa zaś, że greccy politycy nie podejmują dostatecznych działań na rzecz ograniczenia wydatków i uzdrowienia gospodarki.

Trzeba też powiedzieć, że przy narodzinach kryzysu asystowała również sama Unia Europejska i regulatorzy krajowych rynków usług bankowych. Instytucje finansowe były zachęcane do skupowania długów Grecji i innych europejskich państw. W myśl obowiązujących w UE zasad, papiery dłużne krajów eurolandu były uważane za bezpieczne. Oznaczało to, że od banków nie wymagano posiadania rezerw kapitałowych celem zabezpieczenia ewentualnych strat na obligacjach tych państw.

Zdaniem wielu polityków, ekonomistów i zwykłych obywateli w krajach Europy Północnej, Hiszpania i Włochy mogą opanować wzrost kosztów udzielania im pożyczek tylko w jeden sposób: przekonując inwestorów, że kontrolują swoje wydatki i pilnie odbudowują swoją gospodarkę. Jeśli rynki nie będą wywierać presji na zadłużone kraje, tamtejsi politycy nigdy nie podejmą koniecznych kroków - argumentują eksperci.

Jednak zdaniem Giancarla Corsettiego, to dodatkowe zabezpieczenie, którego inwestorzy domagają się obecnie od Hiszpanii i Włoch, odzwierciedla brak spójności charakteryzujący politykę całej eurostrefy, a nie tylko poszczególnych państw członkowskich. W istocie koszty pożyczania pieniędzy przez Madryt i Rzym już zmalały w ostatnich tygodniach - była to reakcja na sygnał gotowości do efektywniejszej współpracy, płynący od polityków. - Współpraca ułatwi wychodzenie z kryzysu - mówi Corsetti. - Jeśli chcemy znaleźć rozwiązanie, musimy odrzucić stereotypy.

Jack Ewing

New York Times / International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

New York Times/©The International Herald Tribune
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »