Reklama

Kto zapłaci za to, żeby nam nie zmarzły uszy

Wszyscy mówią o transformacji energetyki, a tymczasem zapomnieliśmy o cieple. I choć zima w tym roku wyjątkowo łagodna, to taki mamy klimat, że w każdej chwili ciepłownie i piece mogą rozgrzać się do czerwoności. Żeby nas ogrzać spalą miliony ton węgla, a przy tym wyprodukują nasza nową narodową specjalność - smog.

Rządy myślały do tej pory o energetyce, a sprawa ciepłownictwa leżała odłogiem. To jeden z powodów, dla którego stawało się z roku na rok coraz bardziej przestarzałe i mniej efektywne. Dlatego teraz koszty modernizacji będą już tylko rosnąć. To - bagatela - 120 mld euro do 2030 roku - wyliczył Polski Instytut Ekonomiczny. Ale jeśli ich nie poniesiemy, za ciepło będziemy płacić jeszcze więcej. Dlaczego?  

Zobaczmy jak wygląda dziś polski sektor ciepłowniczy. Składa się gównie z małych i średnich zakładów o mocy do 50 MWt. 80 proc. z nich to instytucje przestarzałe i nieefektywne. Z tego powodu często mają kłopoty finansowe.

Reklama

Producenci ciepła spalają rocznie 26 mln ton węgla, czyli o 5 mln ton więcej niż cała polska energetyka i dodatkowo zużywają 4,5 mld m sześc. gazu. W ten sposób krajowe ciepłownictwo emituje rocznie do atmosfery 68 mln ton dwutlenku węgla (CO2), czyli 22 proc. całej krajowej emisji CO2. A na dodatek 147 tys. ton pyłów.

Widać z tego, że ciepłownictwo, zwane systemowym, to w sumie olbrzymi sektor gospodarki. Dlaczego? Bo taki mamy klimat. Ale i tak 70 proc. ciepła potrzebnego by nam nie marzły uszy wytwarzane jest w domowych piecach. Efekt tego jest taki, że polskie gospodarstwa domowe spalają 12 mln ton węgla rocznie. A to 87 proc. węgla, jaki spalają wszystkie gospodarstwa domowe w całej Unii.

Eksperci PIE uważają, że tak dalej być nie może, bo ponosimy wskutek tego ogromne koszty zdrowotne - liczone nawet na 30 mld euro rocznie. Ich zdaniem należy rozważyć wprowadzenie zakazu wykorzystywania węgla do ogrzewania domów od 2030 roku.

Wróćmy jednak do ciepłowni. Choć produkują w Polsce 172 tys. MW mocy, czyli cztery razy tyle, ile cała energetyka, polityka energetyczna państwa wcale się nimi nie zajmowała. Ciepłownie to ostatecznie nie wielkie państwowe beneficja, jak spółki energetyczne, ale głownie przedsiębiorstwa lokalne. W końcu trzeba coś z tym zrobić - uważają eksperci PIE.

"Marginalizowanie znaczenia sektora ciepłowniczego w politykach krajowych doprowadziło do jego zacofania technologicznego, dużych strat energii i krytycznych poziomów emisji" - napisali w raporcie dotyczącym modernizacji polskiego systemu ciepłownictwa.

Przestarzałe, oparte w 75 proc. na węglu ciepłownictwo i węgiel (a bardzo często np. śmieci) służące do ogrzewania domów - to dwa równoległe problemy, które trzeba będzie rozwiązywać równocześnie. Nie tylko dlatego, że Unia chce ograniczać emisje dwutlenku węgla. Przede wszystkim dlatego, że koszty oddychania smogiem wciąż rosną. A jeśli nic nie zaczniemy robić teraz, to nasze dzieci ok. 2050 roku będą wydawać na ogrzewanie 120 mld zł rocznie, a mogłyby o połowę mniej.    

Modernizacja ciepłownictwa też oczywiście musi kosztować. Eksperci PIE obliczyli, że likwidacja smogu i przestawienie ciepłowni na inne niż węgiel źródła energii będzie nas kosztować do 2030 roku ok. 120 mld euro. A równocześnie nie może się ona odbyć kosztem tych gospodarstw domowych, które i tak tkwią już w "ubóstwie energetycznym". To znaczy, że nie stać ich na ogrzewanie, a jeśli już - to jedynie na spalanie śmieci.

Lata zaniedbań spowodowały, że już teraz nie da się utrzymać cen ciepła w ryzach, bo podrożały prawa do emisji CO2. To ten sam powód, dla którego nie da się na dalszą metę korzystać z energetyki opartej na węglu. Widać to po naszych kieszeniach - w tym roku mamy skok cen prądu o ponad 12 proc.

Jedyna szansa to modernizacja, poprawa efektywności wytwarzania i przesyłu ciepła oraz poprawa efektywności energetycznej budynków, bo bez tego ciepłownictwo nawet po modernizacji będzie grzać tylko powietrze.

Kłopot z tym, kto te naprawdę poważne koszty ma ponosić. Eksperci PIE przewidują, że ludzie po prostu ich nie zaakceptują, jeśli nie będzie wsparcia publicznego. Chodzi tu zwłaszcza o poprawę efektywności energetycznej budynków. Gospodarstwa domowe muszą widzieć, że mogą na "transformacji ciepłownictwa" skorzystać.

Na szczęście jest jeszcze Unia, która zdaje sobie sprawę z konieczności ochrony klimatu i w nowej perspektywie budżetu zamierza na transformację energetyki i ciepłownictwa przeznaczyć rekordowe środki. Polska będzie mogła z nich czerpać bardzo wiele, ale pod warunkiem, że rząd przedstawi dobrze przemyślany i wiarygodny plan.

ram

Dowiedz się więcej na temat: energetyka | emisja CO2 | ceny energii | ciepłownia | ciepłownictwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »