Kilka lat temu młody Brytyjczyk, Ben Southall zasłynął z tego, że pokonał 35 tys. kandydatów ze wszystkich kontynentów i zdobył wyjątkową pracę. Został wybrany na stanowisko strażnika i blogera na Hamilton - największej zamieszkałej wyspie archipelagu Whitsunday, położonej w sercu Wielkiej Rafy Koralowej, w australijskim stanie Queensland.
Pracować nurkując. Albo jeżdżąc na nartach
Sześciomiesięczny kontrakt opiewał na kwotę 150 tys. dolarów australijskich - ponad 378 tys. zł. Na czas pracy Southall otrzymał do dyspozycji luksusową willę z widokiem na ocean o nazwie "Blue Pearl", wyposażoną w prywatny basen - informował The Guardian. A do jego obowiązków należało przede wszystkim promowanie wyspy w sieciach społecznościowych i udzielanie wywiadów. Miał też nurkować, karmić ryby i zwiedzać.
Jego wybór stał się sensacją Internetu, a półroczny kontrakt określono mianem "najlepszej pracy na świecie". Jak się okazuje, wciąż można znaleźć nietypowe oferty, których wykonywanie bardziej przypomina wakacje niż etatowe zajęcie. Na przykład w Hiszpanii poszukiwany jest tester luksusowych atrakcji narciarskich w Sierra Nevada, na południu kraju. Z ogłoszenia wynika, że wymagana jest szkoła średnia i zdolność cieszenia się śniegiem.
Osoba wybrana otrzyma pakiet, który obejmuje: wynagrodzenie netto w wysokości 1000 euro za dwa dni pracy, karnet VIP ze skipassem narciarskim premium i profesjonalny sprzęt. Na wybranego czekać będzie zakwaterowanie w luksusowym hotelu, ubezpieczenie i pokryciem kosztów przejazdów. "Twoim jedynym zmartwieniem jest dobra zabawa" - czytamy w ogłoszeniu, które wzbudziło już zainteresowanie ponad 2 tys. miłośników białego szaleństwa.
Pracując słuchając muzyki. Albo pisząc krzyżówki
Na Półwyspie Iberyjskim poszukiwany też jest oficjalny gość VIP na nowej trasie koncertowej Malú - bratanicy słynnego Paco de Lucia. Nie są wymagane ani studia, ani doświadczenie. Autorzy ogłoszenia wskazali na trzy koncerty, które odbędą się w lutym i marcu w Madrycie. Gość VIP będzie mógł zabrać osobę towarzyszącą i otrzyma za kilka godzin pracy 1000 euro netto. Weźmie udział w próbie dźwięku artystki i zostanie zaproszony za kulisy. Na ofertę odpowiedziało już prawie 21 tys. osób.
Listę niszowych, intratnych zawodów opracował brytyjski The Guardian i salary.com - platforma dostarczająca dane o wynagrodzeniach. Przewodzą jej etyczni hakerzy zatrudniani przez rządy i firmy do spraw cyberbezpieczeństwa. Pensja każdego z nich sięga 131 tys. euro brutto rocznie, czyli ponad pół miliona zł. Połowę mniej zarabiają twórcy krzyżówek, a styliści kulinarni, którzy przygotowują zdjęcia i reklamy do wydawnictw specjalistycznych zarabiają średnio 72 tys. euro - około 304 tys. zł rocznie.
Idealny zawód. Nie chodzi o pieniądze
Jednak o satysfakcji z pracy nie decydują wyłącznie zarobki - wynika z definicji idealnego zawodu opracowanej przez Uniwersytet Chicago. Okazuje się, że najważniejsze jest poczucie sensu. "Praca, która pomaga innym, daje wyższy poziom szczęścia" - twierdzi uczelnia. Wyżej oceniane są też zawody oparte na silnych relacjach z ludźmi. A znacznie redukuje stres poczucie autonomii i możliwość decydowania o sposobie wykonywania zadań. W rankingu chicagowskiej uczelni pierwsze miejsca zajmują: duchowni, strażacy i agenci podróży.
Głos na temat wykonywania lekkiej i dobrze płatnej pracy zabrał niedawno Ben Southall - bloger, który przez pół roku opiekował się australijską wyspą. Brytyjczyk zmienił branżę i obecnie promuje cyfrowy detoks - odłączanie się od technologii. Nawołuje też do bojkotowania sieci społecznościowych. W ramach swojej firmy Best Life Adventures organizuje wyprawy, w których - jak zapewnia - "zabiera chętnych w odległe, niezbadane zakątki Planety Ziemi".












