Reklama

Największy skok cen ropy od 1991 roku

Nowojorskie giełdy zakończyły poniedziałkową sesję niewielkimi spadkami, a Dow Jones zniżkował po raz pierwszy od 9 dni. Notowania spółek sektora paliw i ceny ropy naftowej rosły w górę po sobotnim ataku na rafinerie koncernu Aramco w Arabii Saudyjskiej.

Reklama

Dow Jones Industrial na zamknięciu zniżkował 0,52 proc. do 27 076,82 pkt. S&P 500 spadł 0,31 proc. do 2997,96 pkt. Nasdaq Comp. poszedł w dół o 0,28 proc. do 8153,54 pkt.

Akcje Chevron i Exxon Mobil rosły po około 2 proc. po tym, jak ceny ropy zanotowały mocne zwyżki po ataku na rafinerie w Arabii Saudyjskiej.

Notowania General Motors spadły ponad 2 proc. Ok. 50 tys. pracowników koncernu motoryzacyjnego w USA rozpoczęło w poniedziałek nad ranem strajk. Według związku United Auto Workers (UAW), którego członkowie biorą udział w strajku, GM w czasie trwających od miesięcy rozmów nie przedstawił pracownikom znaczących propozycji ws. nowej czteroletniej umowy zbiorowej.

"Ataki dronów w ten weekend na saudyjskie rafinerie stanowią poważny czynnik ryzyka w globalnym krajobrazie geopolitycznym. Ogólny wpływ podwyższonego ryzyka jest negatywny dla całego rynku akcji w najbliższym czasie" - powiedział Taimur Baig, główny ekonomista DBS Bank.

Na rynku paliw ropa WTI na NYMEX rosła o 9,6 proc. do 60,1 USD za baryłkę. W nocy z niedzieli na poniedziałek cena ropy Brent w dostawach na listopad przekroczyła poziom 71 USD za baryłkę. To był największy jednodniowy skok cen na rynku ropy w historii.

"Nigdy nie widzieliśmy zakłócenia dostaw i reakcji cenowej w takim zakresie na rynku surowców. Premie za ryzyko polityczne powróciły na agendę rynków ropy" - powiedział Saul Kavonic, analityk rynku energii w Credit Suisse Group AG.

Prezydent Donald Trump obiecał w poniedziałek, że Stany Zjednoczone pomogą swym sojusznikom na Bliskim Wschodzie po sobotnich atakach, na skutek których wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę. Oświadczył również podczas konferencji w Białym Domu, że ewentualna militarna reakcja Stanów Zjednoczonych stanowiłaby "proporcjonalną odpowiedzią" na ataki, za którymi - jak zasugerował za amerykańskim ministrem spraw zagranicznych - "mógł stać Iran".

W sobotę rano dwie instalacje naftowe koncernu Aramco w mieście Bukajk (Abqaiq) i Churajs (Khurais) na wschodzie Arabii Saudyjskiej stały się celem ataku z użyciem dronów. W wyniku pożarów, które wybuchły po ataku, dzienna produkcja ropy w Arabii Saudyjskiej spadła o połowę.

Saudyjskie ministerstwo energii oszacowało, że wstrzymana została produkcja 5,7 mln baryłek ropy dziennie, co stanowi 5 proc. globalnej podaży na ten surowiec. W sierpniu Aramco dostarczało 9,8 mln baryłek ropy dziennie na rynek.

Do ataku przyznał się wspierany przez Iran rebeliancki ruch Huti, który walczy w Jemenie z siłami rządowymi; te z kolei wspiera koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej i ze wsparciem USA. W poniedziałek rebelianci z Huti podali, że saudyjskie instalacje naftowe nadal pozostaną celem ataków.

"Podatność infrastruktury Arabii Saudyjskiej na ataki, która była wcześniej postrzegana na rynku jako stabilne źródło ropy, to nowa sytuacja na rynku ropy, z którą inwestorzy będą musieli sobie poradzić" - powiedział Virenda Chauhan, analityk w Energy Aspects.

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo oskarżył o ten atak Iran, nie podając jednak żadnych dowodów.

Rzecznik irańskiego MSZ Abbas Musawi oświadczył, że komentarze amerykańskiego sekretarza stanu są "daremne".

Resort energetyki USA jest przygotowany na to, aby uruchomić Strategiczną Rezerwę Naftową (Strategic Petroleum Reserve - SPR) w celu ustabilizowania globalnego zaopatrzenia w energię.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie zepchnęły nieco na dalszy plan środowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, na którym może zapaść decyzja o obniżce stóp procentowych. Rynki spodziewają się obniżki stóp procentowych o 25 pb.

"Celem [obniżki - przyp. PAP] będzie przeciwdziałanie zacieśnieniu warunków finansowych oraz globalnemu spowolnieniu gospodarczemu (spowodowanemu przedłużającymi się wojnami handlowymi), które może uderzyć w USA" - napisano w raporcie ING.

....................

Po sobotnich atakach na rafinerie w Arabii Saudyjskiej i reakcji prezydenta USA Donalda Trumpa, który zagroził odwetem sprawcom, doszło do największego skoku notowań ropy od 1991 roku. Ceny wzrosły w poniedziałek na początku sesji handlowej do ponad 66 USD za baryłkę ropy typu Brent.

Początkowo ceny za baryłkę skoczyły do blisko 60 dolarów za ropę amerykańską i 66 za Brent, odpowiednio o ponad 15 proc. i blisko 20 proc. Notowania zaczęły nieco spadać, gdy inwestorów uspokoiły wiadomości o uruchomieniu strategicznych rezerw surowca.

Amerykański minister energii Rick Perry powiedział jednak, że podejmowanie obecnie decyzji o uruchomieniu rezerw strategicznych "jest nieco przedwczesne". Najbogatsze państwa świata mają łącznie rezerwy ropy rzędu 2 mld baryłek, a sama Arabia Saudyjska ma zapasy, które wystarczą na 27 dni.

Po ataku wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę, co spowodowało zmniejszenie podaży surowca na globalnych rynkach o 5 proc. Oznacza to wzrosty cen dla konsumentów, które dotkną szczególnie kraje azjatyckie, będące głównymi odbiorcami saudyjskiej ropy. Japonia jest prawie w 100 proc. zależna od dostaw surowca z Arabii Saudyjskiej, a Chiny importują stamtąd jedną piątą dostaw.

Wyższe ceny ropy dla krajów azjatyckich spowodowują zakłócenia w całym azjatyckim łańcuchu dostaw i sprawią, że dla zachodnich konsumentów wzrosną ceny większości importowanych z Dalekiego Wschodu dóbr, "od sprzętu medycznego i elektroniki po żywność" - powiedział w rozmowie z agencją AP szef analiz firmy S&P Global Platts Chris Midgley.

Trump zagroził już w niedzielę uderzeniem odwetowym sprawcom ataku, a wcześniej szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo oskarżył Iran o zniszczenie saudyjskich instalacji naftowych. Do ataku przyznały się jemeńskie szyickie milicje Huti, wspierane przez Teheran w wojnie z sunnickimi państwami Zatoki Perskiej, którym przewodzi Rijad.

Według ekspertów cytowanych przez Associated Press groźba konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej jest receptą na dalsze podbijanie cen ropy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »