Reklama

Nowe podatki i cięcie kosztów w Grecji

Nowy trzyletni program reform ogłoszony właśnie przez rząd Grecji jest najprawdopodobniej wstępem do drugiego programu pomocowego. W nim jednak nie będzie uczestniczył EBC, przez co bankructwo Grecji staje się coraz bardziej realne.

Premier Grecji Papaconstantinou w czwartek wieczorem zaprezentował nowy program reform, który ma przynieść ok. 6,4 mld euro dalszych oszczędności. Cięcia kosztów, mimo burzliwych protestów opozycji i społeczeństwa, ukierunkowane są głównie na pracowników budżetówki. W sektorze publicznym w Grecji zatrudnionych jest obecnie ok. 700 tys. osób i w ciągu najbliższych kilku lat liczba ta ma zostać zredukowana o jedną czwartą (na jednego nowego pracownika ma przypadać 10 zwalnianych). Przedstawiciele władz próbują uspokoić protestujących urzędników, że sam fakt posiadania pracy w sektorze rządowym stawia ich w uprzywilejowanej pozycji względem pracowników sektora prywatnego, ale na sukces raczej nie powinni liczyć, zwłaszcza, że w nowym pakiecie reform zapisano podwyżki podatków dla obu grupy - VAT dla restauracji oraz nowy “podatek solidarnościowy” od dochodów osób fizycznych. Na giełdzie w Atenach główny indeks tracił na wartości ok. godz. 17 blisko 1 proc.

Reklama

Bardziej zdecydowanie inwestorzy wycofywali się z rynków akcji państw Europy Zachodniej posiadających największą ekspozycję na greckie obligacje, czyli Niemiec i Francji. Paryski CAC40 spadał tuż przed zakończeniem sesji o 1,8 proc., a frankfurcki DAX o ok. 1,4 proc. Przyczyną takich decyzji były najprawdopodobniej wypowiedzi przewodniczącego ECB oraz niemieckiego ministra finansów. Jean Claude Trichet wykluczył bezpośrednie uczestnictwo Europejskiego Banku Centralnego w drugim pakiecie pomocowym dla Grecji, na co niemiecki minister stwierdził, że w takim razie konieczne będzie zmuszenie sektora prywatnego do partycypacji w programie. W praktyce może to oznaczać przymusową zamianę wygasających obligacji Grecji na nowe, o kilkuletnim (mówi się o siedmiu latach) terminie wykupu. Trzeba jednak pamiętać, że agencje ratingowe zapowiedział, że taka operacja, nawet jeśli zostanie określona jako dobrowolna, będzie uznana za ogłoszenie bankructwa przez Grecję.

Na rynku walutowym euro mocno traciło na wartości i kosztowało po południu 1,435 USD. Z punktu widzenia inwestorów kierujących się analizą techniczną, można powiedzieć, że powrót kursu euro do dolara powyżej poziomu 1,47 USD w najbliższych tygodniach jest mało prawdopodobny. Idąc dalej tym tropem należałoby się spodziewać, że kurs euro będzie tracić na wartości również względem franka, a to najprawdopodobniej wywinduje wartość szwajcarskiej waluty powyżej 3,30 PLN. To, co dla kredytobiorców jest niewątpliwie negatywnym scenariuszem, przekłada się na niższe ceny surowców, których wartość wyrażana w dolara z reguły spada wraz z kursem pary euro-dolar. W piątek po południu ropa naftowa i srebro taniały o ponad 2 proc., a miedź o 1,6 proc. Frank podrożał do 3,26 PLN, dolar do 2,74 PLN, a euro potaniało do 3,93 PLN.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Łukasz Wróbel, Noble Securities

Dowiedz się więcej na temat: bankructwo Grecji | nowy podatek | podatek | nowe podatki | cięcia | nowym | Grecja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »