Reklama

Nowy podatek już w styczniu?

Przekroczenie relacji długu publicznego do PKB na poziomie 55 proc. w roku 2011 i 2012 jest mało prawdopodobne, jeśli nie dojdzie do gwałtownej deprecjacji kursu złotego - uważa minister finansów Jacek Rostowski.

"Nie mamy intencji podwyższenia podatku VAT o więcej niż ten 1 pkt proc. w 2011 roku, chyba, że w późniejszych latach przekroczylibyśmy tę relację długu publicznego do PKB na poziomie 55 proc." - powiedział Rostowski. "Jeśli chodzi o prawdopodobieństwo, to uważamy, że jest to mało prawdopodobne, żeby w 2011 czy 2012 przekroczyć (55 proc. PKB - PAP), ale pewna możliwość istnieje, szczególnie gdyby miała nastąpić jakaś ostra deprecjacja złotego" - dodał. Rostowski poinformował także, że resort finansów w swoich projekcjach przyjął dość konserwatywne założenia dotyczące wartości złotego. "Dlatego nie przewidujemy, że tak się stanie (że dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB - PAP), ale musimy być gotowi na wszelkie ewentualne scenariusze, dlatego taki fakultatywne mechanizmy będziemy wprowadzali" - dodał.

Reklama

Ministerstwo Finansów pracuje obecnie nad podatkiem bankowym, tak aby mógł on wejść w życie od stycznia 2011 roku - poinformował we wtorek Jacek Rostowski, minister finansów.

"Pracujemy obecnie nad podatkiem bankowym, to powinien być podatek na zapewnienie bezpieczeństwa sektora bankowego przed przyszłymi kryzysami" - powiedział Rostowski w radiu RMF FM. "Myślę, że zdążymy, aby mógł wejść w styczniu (2011 r. )" - dodał. Rostowski nie sprecyzował, jak podatek będzie skonstruowany.

- - - - -

Ekonomiści przeciw wprowadzeniu zakazu zwiększania długu publicznego

Wprowadzenie konstytucyjnego zakazu zaciągania pożyczek czy udzielania gwarancji przez państwo, prowadzących do zwiększenia długu publicznego, jest złym pomysłem - ocenili ekonomiści podczas wtorkowej debaty.

Petycję do posłów o zmianę przepisu Konstytucji, limitującego dopuszczalny dług publiczny do poziomu 60 proc. PKB, przygotowało stowarzyszenie KoLiber. Proponuje ono wprowadzenie zakazu zaciągania pożyczek lub udzielania gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których wzrósłby nominalny państwowy dług publiczny.

"Dalsze zwiększanie zadłużenia państwa doprowadzi w krótkim okresie do podwyżki podatków, która w całości zostanie przerzucona na obywateli, szczególnie tych młodszych" - napisano w uzasadnieniu do propozycji.

Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego prof. dr hab. Elżbieta Mączyńska powiedziała, że jest przeciwna wprowadzaniu takiego "ostrego" zakazu. Jej zdaniem możliwość zadłużania się państwa jest narzędziem, którym jak nożem - można zabić, ale także uratować życie. "Jesteśmy państwem na dorobku. Zaciąganie kredytów jest nieuniknione, jak w rodzinie, która się dorabia" - powiedziała.

Mączyńska zwróciła uwagę, że trzeba zastanowić się natomiast nad tym, na co przeznaczane są te kredyty. "Tu wraca problem racjonalności finansów publicznych. Moim zdaniem brakuje rzetelnej analizy efektywności wydatków publicznych. (...) Martwi mnie, że nie wiemy, na co zaciągamy kredyty" - powiedziała. Dodała, że jest przeciwna zaciąganiu długu na finansowanie nieefektywnego działania państwa, ale popiera finansowanie długiem wydatków np. na naukę.

Według dziekana Wydziału Ekonomii i Zarządzania na Uniwersytecie w Białymstoku prof. dr. hab. Roberta Ciborowskiego, "ustalanie progu czy zakazu (...) nie spełnia swoich zadań, bo zawsze można ten próg czy zakaz dowolnie zmienić". Dodał, że w przypadku zbliżania się do określonego progu, państwo może też próbować obniżyć dług, np. zmieniając zasady jego liczenia.

Ciborowski zaznaczył, że liczyłby raczej na określenie ram zadłużania, aby wiadomo było, w jakim celu powiększa się dług. "Dziś znajdujemy się w takiej sytuacji, gdzie wytłumaczeniem rosnącego długu jest to, że musimy mieć pieniądze na wkład własny do finansowania projektów unijnych" - powiedział.

Ekonomista z fundacji FOR dr Wiktor Wojciechowski uważa, że propozycja KoLibra jest zbyt radykalna. "Nie znam kraju, który wprowadził taki zapis dotyczący długu" - powiedział. Jego zdaniem należy się zastanowić, co zrobić, aby utrzymać relację długu do PKB na niskim poziomie. Zwrócił uwagę, że dług jest wynikiem nierównowagi finansów publicznych, nadmiernych wydatków w stosunku do dochodów.

"Są takie sytuacje, np. inwestycje infrastrukturalne, czy w naukę (...) które uzasadniają przejściowe zaciąganie długu" - ocenił. Dodał, że czym lepsza infrastruktura, tym lepsze są perspektywy szybszego wzrostu gospodarczego. "Należy bardziej skoncentrować uwagę nie na limitowaniu przyrostu długu, choć procedury ostrożnościowe są bardzo potrzebne (...), ale zastanowić się nad tym, jak prowadzić politykę finansową, która umożliwi generowanie nadwyżek w okresach dobrej koniunktury, aby w okresie całego cyklu ten deficyt znikał" - powiedział.

Rząd w przyjętym w sierpniu Wieloletnim Planie Finansowym Państwa zakłada, że w latach 2010-2013 dług publicznych w relacji do PKB nie przekroczy drugiego progu ostrożnościowego z ustawy o finansach publicznych, czyli 55 proc.

KoLiber jest stowarzyszeniem zrzeszającym ludzi o poglądach konserwatywnych i wolnorynkowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »