Reklama

Offshore. Ile zarobią polskie firmy?

Inwestycje w morskie farmy wiatrowe toczą się nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Trzeba już teraz myśleć o procesie budowy, choćby zawierając umowy rezerwacyjne z właścicielami statków instalacyjnych, wielu inwestorów będzie bowiem potrzebowało w tym samym czasie tego samego sprzętu. W pierwszym etapie budowy morskich farm na Bałtyku udział lokalnych firm w łańcuchu dostaw może wynieść ok. 20 proc. To mniej niż zakładano wcześniej.

Debaty o polskim offshorze trwają już od lat. Przez ten czas dużo mówiło się o możliwościach i szansach, jakie dają inwestycje na Bałtyku. Miały one być kołem zamachowym polskiej gospodarki i zapewnić rozwój polskich firm, których wkład w całym procesie miał sięgać 60 proc. a nawet więcej.

Dziś branża sygnalizuje, że local content w pierwszej fazie inwestycji wiatrakowych może wynieść 20 proc. Z częścią decyzji się spóźniamy. Dopiero przed miesiącem rząd przyjął uchwałę, która wskazuje Gdynię jako główny port instalacyjny. Aspiracje mieliśmy większe, ale eksperci zwracają uwagę, że jest jeszcze szansa na poprawę tego wskaźnika w drugim rozdaniu.

Reklama

Wkrótce kolejne rozdanie

A walka o nowe koncesje wkrótce się rozegra. Do dyspozycji przyszłych inwestorów będzie jedenaście lokalizacji dla farm o łącznej powierzchni 2342 km2. Wiadomo już, że chętnych będzie wielu. Sam Orlen zapowiadał, że jest zainteresowany jedenastoma pozwoleniami. A przecież do koncesji startować będą również inne koncerny, w tym również zagraniczne.

- Wyścig się rozpoczął, mimo że nie wszystkie akty regulacyjne zostały przyjęte. Z dotychczasowych naszych obserwacji wynika, że pojawią się cztery grupy inwestorów: ci, którzy dziś uczestniczą w pierwszej fazie, inne światowe spółki energetyczne, spółki ze światowego łańcucha dostaw, które mają różne kompetencje i chcą spróbować swoich sił jako inwestor a także spółki finansowe - mówił  Jarosław Wajer z EY Polska podczas konferencji organizowanej przez PSEW.

Dodał, że firmy przygotowują się do tego procesu od kilku miesięcy. Zaznaczył, że ci, którzy dopiero teraz zaczęli się zastanawiać, czy ruszyć po nowe koncesje, są już spóźnieni. - Można spodziewać się bardzo dużego zainteresowania - zapowiedział.

Nic dziwnego, na Bałtyku panują korzystne warunki z punktu widzenia morskiej energetyki wiatrowej. To morze stosunkowo płytkie, panują tam dobre warunki wietrzne, do dyspozycji inwestorów jest długa linia brzegowa. Eksperci wskazują, że średnioroczny współczynnik efektywności morskich farm wiatrowych wynosi 35 proc., podczas gdy w przypadku farm lądowych jest to 25 proc.

Globalny boom w offshorze

Zapotrzebowanie na energię będzie rosło, szczególnie na tę zieloną. W ubiegłym pandemicznym roku popyt na energię spadł o 8 proc., jednak szacunki rynkowe wskazują, że do 2050 r. co najmniej się podwoi. Offshore rozwija się intensywnie na całym świecie.

Procesy toczące się w różnych częściach globu to wyzwanie. Mogą spowodować mogą problemy logistyczne związane z dostępnością sprzętu. - Walka o sprzęt będzie się toczyć nie tylko w rejonie Bałtyku, ale na arenie światowej. Nie mówimy tu o wydzielaniu kilku statków między działających w Polsce deweloperów. Bardzo wielu inwestorów będzie potrzebować tego samego sprzętu - mówił Sławomir Michaluk z firmy Vestas dodając, że już teraz warto podpisywać umowy rezerwacyjne na jednostki instalacyjne.

Ważne jest też wykształcenie i przeszkolenie odpowiedniej kadry, by była gotowa na moment, w którym nastąpi wysyp projektów. Budowa kompetencji na miejscu jest uzasadniona ekonomicznie. To tańsze rozwiązanie niż ściąganie specjalistów z zagranicy. O tym trzeba myśleć już w tej chwili. Eksperci wskazują na możliwości, jakie daje współpraca z uczelniami, które mają doświadczenie w kształceniu przyszłych pracowników farm wiatrowych.

Ile na tym skorzystamy?

Inną kwestią pozostaje udział lokalnej produkcji w łańcuchu dostaw. Wskazywane ostatnio 20 proc. nie zadowala. Wciąż liczymy, że w kolejnej fazie uda się go zwiększyć do 50-60 proc. Wydaje się jednak, że nie robimy wystarczająco dużo i nie działamy dostatecznie szybko, co widać było choćby przy podejmowaniu decyzji o wyborze portu instalacyjnego, która się przeciągała.

Władze portu Gdynia, który ma pełnić tę rolę, zdecydowały, że na początek powstanie port tymczasowy, a dopiero później docelowy. Taki ruch ma przyspieszyć proces i umożliwić korzystanie z portu już przy pierwszej fazie inwestycji offshorowych. Port tymczasowy miałby działać w oparciu o dotychczasową infrastrukturę. Byłby  gotowy w 2024 r. Docelowy miałby natomiast zostać wybudowany dopiero w 2026 r.

Tymczasem PKN Orlen utrzymuje, że ruszy z budową pierwszej farmy w 2023 r, z kolei Polenergia sygnalizuje, że rozpoczęcie prac nastąpi na przełomie 2023 i 2024 r. Pomijając już sam terminarz inwestycji, eksperci obawiają się, że inwestorzy nie podejmą ryzyka korzystania z portu tymczasowego. Muszą mieć bowiem odpowiednią infrastrukturę, zapewnione odpowiednie wymogi techniczne i swobodę operacyjną.

- Koncepcja tymczasowego portu wewnętrznego może okazać się mało atrakcyjna dla dużych deweloperów, którzy będą obawiać się utrudnień z wejściem do portu, z nawigacją. To mogłoby ich zbyt dużo kosztować. Wstrzymanie projektu kosztuje setki tysięcy euro dziennie. Gdyby okazało się, że na wejście do portu trzeba czekać i problem ten by się ponawiał, takie koszty mogą skumulować się w miliony a nawet dziesiątki milionów euro - powiedział Michaluk. - Lepsza jest koncepcja portu zewnętrznego, gdzie dwa duże projekty mogłyby być realizowane jednocześnie, gdzie byłyby odrębne stanowiska dla statków typu jack-up i stanowiska dla dostawcy fundamentów - dodał.

Dan Finch, manager firmy Ocean Winds na Wielką Brytanię, Irlandię i Polskę, podkreślał, że przedsiębiorcy, którzy będą chcieli zaistnieć w łańcuchu dostaw dla offshoru, musza poczynić konkretne inwestycje. Wydatki będą uzasadnione tylko wówczas, gdy będą mieli gwarancję stałych zleceń. - Nie warto inwestować w obiekt, który będzie działał dwa-trzy lata. Moje obserwacje z innych rynków wskazują, że wiele firm upada, bo nie mają stałego obłożenia produkcyjnego - mówił.

Jego zdaniem Polska ma szansę stać się regionalnym hubem, ma już pewne doświadczenie w dostawach towarów i usług dla deweloperów farm morskich za granicą, ma doświadczenie w budowie statków, ma infrastrukturę portową. Konieczne jest jednak odpowiednie planowanie, które zapewni dostawcom ciągłość pracy.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »