Reklama

Oprocentowanie lokat bankowych wzrośnie? Oszczędzający i tak będą tracić

Szybkie zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych NBP jest mało prawdopodobne. Stopa referencyjna, która teraz wynosi 6,75 proc., powinna bardziej się zbliżyć do inflacji bazowej (9,9 proc.). Nawet jeśli spełniona zostanie obietnica prezesa PIS, że oprocentowanie lokat wzrośnie do 7-8 proc., to tylko w połowie zrekompensuje ono klientom banków straty z tytułu inflacji.

  • Najbardziej radykalni ekonomiści twierdzą, że do zatrzymania polskiej spirali inflacyjnej niezbędne jest przywrócenie realnej dodatniej stopy procentowej, czyli podniesie stopy referencyjnej do 17-18 proc.
  • Analitycy ING Banku zakładają, że inflacja konsumencka w pierwszym kwartale 2023 roku wzrośnie do 20 proc. z powodu skoku cen energii.
  • Jarosław Kaczyński zapowiada, że banki kontrolowane przez państwo powinny zaoferować klientom oprocentowanie lokat na poziomie 7-8 proc. w skali roku.
  • W USA dalsze podwyżki stóp procentowych są przesądzone, nawet jeśli miałyby wywołać recesję i spadek liczby zatrudnionych.

Reklama

Powtórki z historii nie będzie. Ćwierć wieku temu w Polsce szalała bardzo wysoka inflacja. Odpowiedzią na nią była prawie 25-procentowa stopa procentowa NBP. Dziś powrót do tak ostrej polityki monetarnej jest wykluczony. Teoretycznie stopy procentowe powinny "przyduszać" inflację, jednak w Polsce przestały to robić na przełomie lat 2016-17.

Radykalny cykl podwyżek stóp procentowych przez RPP

 W tej chwili dynamika cen towarów i usług jest bardzo wysoka i wynosi 16,1 proc. w ujęciu rocznym. Bardzo niepokojący jest także obliczany przez NBP wskaźnik inflacji bazowej (bez cen energii i żywności), który wspiął się na poziom 9,9 proc. Ceny energii (w tym paliw) pomija się w tym rachunku, gdyż są ustalane nie na rynku krajowym, a na rynkach światowych, czasem pod wpływem spekulacji. Z kolei ceny żywności w dużej mierze zależą od pogody i bieżącej sytuacji na krajowym i światowym rynku rolnym.

RPP od października 2021 roku ma już na koncie jedenaście podwyżek stóp procentowych. Trwający właśnie cykl zacieśniania polityki pieniężnej jest najbardziej radyklany od początku tego stulecia. Jego rezultatem jest wzrost stopy referencyjnej NBP z 0,1 do 6,75 proc.

Paradoksalnie, im wyższe mamy stopy, tym realna stopa procentowa jest coraz bardziej ujemna. W październiku 2021 roku inflacja konsumencka wyniosła 6,8 proc., co oznaczało, że realna stopa pogłębiła się do minus 6,7 proc. Teraz jest to prawie minus 9,5 proc.

Najbardziej bezkompromisowi ekonomiści twierdzą, że do zatrzymania spirali inflacyjnej niezbędne jest przywrócenie realnej dodatniej stopy procentowej. To stanie się tylko wówczas, gdy stopa referencyjna wzrośnie do 17-18 proc.

Inflacja w natarciu. Będzie jeszcze drożej

W dodatku, wielu ekspertów jest przekonanych, że nie unikniemy następnego skoku inflacji. Analitycy ING Banku są zdania, że poważny wzrost regulowanych cen energii w Polsce może doprowadzić inflację konsumencką w pierwszym kwartale 2023 roku do pułapu 20 proc.

"PKB Polski za drugi kwartał tego roku był poniżej oczekiwań i potwierdził punkt zwrotny w aktywności gospodarczej. Konsumpcja i inwestycje powinny spowolnić w drugiej połowie 2022 roku. Perspektywy PKB na drugą połowę tego roku i 2023 rok gwałtownie się pogorszyły" - czytamy w raporcie ING Banku.

Wielu ekonomistów jest jednak zdania, że nie ma sensu, by stopy procentowe ustanawiane przez RPP goniły inflację konsumencką, gdyż ta tylko w połowie zależy od czynników zewnętrznych, a na nie polityka pieniężna nie ma wpływu. W ich opinii, stopy procentowe powinny zbliżać się do inflacji bazowej. Jednak tu również pojawia się problem, gdyż dzisiejszemu poziomowi stopy referencyjnej (6,75 proc.) dużo brakuje nawet do tak liczonej inflacji (9,9 proc.).

Obietnica prezesa PiS: Lokaty na poziomie 7-8 proc. w skali roku

Realnie ujemne stopy procentowe nie są wystarczającym powodem do zadowolenia dla Polaków, którzy spłacają kredyty hipoteczne. Muszą się pogodzić z faktem, że w ciągu roku ich koszty z tytułu oprocentowania wzrosły czterokrotnie (z 2,5 do 10 proc.).

 Niezadowoleni są także właściciele lokat. W zeszłym tygodniu Jarosław Kaczyński, prezes PiS, na spotkaniu z wyborcami w Pruszkowie oznajmił, że "rząd rozmawia z kontrolowanymi przez państwo bankami, aby te podniosły stawki lokat - zarówno nowych, jak i starych - do 7-8 proc. rocznie". Nawet jeśli ta obietnica zostanie spełniona, to depozyty tylko w połowie będą rekompensować klientom banków straty z tytułu inflacji. Trzeba tu przypomnieć, że pod kontrolą Skarbu Państwa są PKO BP, Pekao SA, Alior Bank i Bank Ochrony Środowiska.

Inflację mamy wyjątkową

Grzegorz Chłopek i Jacek Maleszewski z iWealth zwracają uwagę na ograniczoną skuteczność antyinflacyjnych posunięć NBP. Jak podkreślają, w październiku minie rok od pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce. Pomimo rekordowo długiej serii podwyżek, inflacja wciąż rośnie, a jedyny skutek, jaki osiągnięto, to spowolnienie gospodarcze. Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych krajach.

- Wysoka inflacja na świecie ma źródło w wybuchu epidemii Covid-19 i w wynikających z niej przerwanych łańcuchach dostaw. Na to nałożyły się kryzysy: energetyczny i żywnościowy, z premedytacją wywołane przez Rosję. Wszystko to są szoki podażowe, co oznacza, że globalny wzrost cen jest napędzany niedoborami produkcji w zakresie półprzewodników, energii i żywności, jakie następnie oddziaływały na inne sektory - czytamy w opracowaniu analityków iWealth.

 Problem polega na tym, że bankierzy centralni nie mają innego niż podnoszenie stóp narzędzia do walki z inflacją o charakterze podażowym. Mówiąc wprost, Fed, ECB czy RPP nie są w stanie zachęcić firm do produkcji większej ilości półprzewodników, prądu czy żywności. Banki centralne mogą jedynie sprawić, że konsumenci będą mieli mniej pieniędzy na kupowanie tych dóbr. Ostatecznym efektem takiej polityki jest spadek aktywności w całej gospodarce.

Grzegorz Chłopek i Jacek Maleszewski podkreślają, że w przypadku dóbr, na które popyt jest mało elastyczny, a takimi są żywność i energia, zacieśnianie polityki pieniężnej nie przyniesie istotnych rezultatów. Są to bowiem dobra podstawowe, z jakich ludzie nie mogą zrezygnować niemal niezależnie od ich ceny. Co więcej, dalsze globalne zaostrzanie polityki monetarnej będzie utrudniać finansowanie nowych inwestycji także w tych branżach, co nie poprawi sytuacji, a wręcz przeciwnie, może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

W USA stopy procentowe jeszcze wzrosną

Nawet jeśli decydenci z amerykańskiego banku centralnego podzielają pogląd o podażowym charakterze światowej inflacji, to i tak nie zrezygnują z następnych podwyżek stóp. Inflacja w USA jest bowiem - jak na tamtejsze standardy - bardzo wysoka. Dynamika cen konsumenckich w sierpniu była wyższa od oczekiwań i wyniosła 8,3 proc. Natomiast wskaźnik inflacji bazowej podniósł się do 6,3 proc., czyli poziomu najwyższego od marca.

Podwyżka stóp Fed o 75 punktów bazowych w najbliższą środę jest praktycznie pewna. Pojawiły się nawet spekulacje o możliwym ruchu w górę o 100 punktów. Ekonomiści są przekonani, że Rezerwa Federalna będzie zaostrzać politykę monetarną nawet za cenę możliwej recesji. Jeszcze niedawno prognozowano, że cykl podnoszenia stopy funduszy federalnych zostanie poprowadzony ścieżką od niecałych 3 proc. do około 4 proc. Teraz wymieniany jest poziom 4,5 proc., a analitycy Rabobanku zakładają, że osiągnięty zostanie pułap 5 proc. W dodatku, nie spodziewają się, by Fed złagodził swoją politykę przed 2024 rokiem.

Przekroczenie przez amerykańskie stopy progu 4 proc. będzie pierwszym takim wydarzeniem od 15 lat. Taki skok stóp jest tym bardziej prawdopodobny, że już teraz do 4-procentowego poziomu rentowności zbliżają się 2-letnie obligacje skarbowe USA.

Eksperci banku MUFG prognozują, że największym wygranym konsekwentnego kursu w polityce Fed będzie dolar. - Ze względu na podwyżkę stóp Fed, prawdopodobnie o kolejne 175 punktów bazowych przed końcem roku, spodziewamy się, że warunki finansowe pozostaną ogólnie niekorzystne dla ryzykownych aktywów. To wyraźnie wskazuje na to, że głównym beneficjentem będzie dolar amerykański - czytamy w raporcie MUFG.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »